Przegląd nowości

Cztery miłości Hoffmanna

Opublikowano: poniedziałek, 14, październik 2024 10:54

Z  pewną pompą rozpoczęto nowy sezon transmisji z Metropolitan Opera w Teatrze Studio. Pojawili się przed ekranem dyrektor Roman Osadnik, a także specjalistka od opery Dorota Kozińska. Zaś na ekranie o rozpoczynającym się sezonie wypowiedział się dyrektor MET Peter Gelb, którego tytułuje się amerykańskim administratorem sztuki.

 

 Opowiesci Hoffmanna,MET 10

 

Dorota Kozińska zwróciła uwagę, że wbrew woli kompozytora Jacquesa Offenbacha ról wymarzonych kobiet w Opowieściach Hoffmanna (Les Contes d’Hoffmann) nie śpiewa jedna artystka, tylko trzy, choć właściwie role są cztery – Olimpia, Antonia, Giulietta, Stella. Tej czwartej w większości inscenizacji się nie uwzględnia, bo Offenbach nie przewidział dla niej arii. W przedstawieniu transmitowanym z MET Stellą jest ta sama śpiewaczka, która wcześniej była zmarłą Antonią, czyli Pretty Yende. 


Ten zabieg był dosyć dyskusyjny, tylko tyle, że podkreślający mocniej emocjonalne rozwichrzenie poety Hoffmanna, który natchnienie czerpie z alkoholu, a chroni go przed ostatecznym upadkiem jego przyjaciel Nicklausse, a właściwie muza. W tej roli wystąpiła z wielkim powodzeniem Rosjanka Vasilisa Berzhanskaya, która zadebiutowała w gmachu marzeń każdego śpiewaka (i reżysera operowego) czyli MET.

 

Opowiesci Hoffmanna,MET 11

 

Mówi się o niej – młoda – ale ma już 30 lat. Rzeczywiście jest znakomita głosowo i aktorsko. Imponująca była jej inwokacja w Prologu. Godnie reprezentuje ciąg wybitnych mezzosopranów z jej kraju, jak Obrazcowa, Dołuchanowa. Ukończyła renomowaną uczelnię Rosyjską Akademię im. Gresinych, gdzie jej rozwojem kierowała profesor Ruzanna Lisitsian, z rodu fenomenalnego barytona Pawła Lisitsiana. Wszystko u niej było doskonałe, poza... Tu trzeba zrobić nawias związany z dosyć delikatną sprawą – figurami wielkich śpiewaczek. 

 

Opowiesci Hoffmanna,MET 12

 

Każda kobieta wraz z wiekiem może, choć nie musi, przybrać na wadze. W przedstawieniu zaserwowanym z Nowego Jorku „przyzwoitą” figurę sceniczną prezentowała tylko wykonawczyni roli Olimpii Erin Morley. Ma 44 lata i pochodzi z Ameryki, która stała się ojczyzną grubasów. Stąd rozprzestrzenia się na świat straszna choroba, no, ale Olimpia jest mechaniczną lalką, a lalkom na razie nie pozwolono specjalnie utyć. Erin Morley wykonała swoje koloraturowe i ruchowe zadania podręcznikowo-dobrze. Co więcej, do wysokich flautetów dopisała jeszcze dwa wyższe niż są w nutach. To był popis, choć może trochę na siłę. Oczywiście spodobało się. No, ale Antonia, wspomniana już Pretty Yende, ukazała kobiecą tuszę w całej okazałości. 


U niej ten proces niepokojąco się pogłębia, bo znana również z transmisji satelitarnej Traviata z 2019 roku dawała obraz kobiety nieco tylko pulchnej, ale apetycznej i pociągającej. W partii Antonii ratowała ją jedynie luźno opadająca suknia. Kostiumy szyła znająca swój fach i tajemnice niedoskonałego ciała Catherine Zuber. A głos Pretty Yende nadal jest piękny, czysty, mocny, choć wygląda, że emisja nie wychodzi idealnie wyrównana we wszystkich rejestrach.

 

Opowiesci Hoffmanna,MET 14

 

Trzecia miłość Hoffmanna – kurtyzana Giulietta – to renomowana śpiewaczka Clémentine Margaine. W bardzo obfitej renesansowej sukni nie musiała wyglądać na szczupłą, wręcz przeciwnie, ale to pasowało do weneckiego rozpasania ukazanego przez reżysera Bartletta Sher'ego i scenografa Michaela Yeargana. Głosowo i wizerunkowo Giulietta prezentowała się bardzo dobrze. Ogólnie trzeba przyznać, że transmitowana z Nowego Jorku opera wypadła w górnej strefie stanów wysokich. Rewelacją samą w sobie był tytułowy tenor Benjamin Bernheim. 

 

Opowiesci Hoffmanna,MET 15

 

Po jego występie w prologu i arii o karle Kleinzachu, owacja trwała dosyć długo. Świetnie wizerunkowo i głosowo sprawdził się w poczwórnej roli „złego charakteru” mocny i dźwięczny bas-baryton  Christian Van Horn. Również mniej eksponowane role obsadzono artystami wysokiej klasy. Przedstawienie od strony wizualnej było wysmakowane stylistycznie, bez zabiegów czczego szokowania widowni. Miejscami bardzo żywe, w scenie z Antonią liryczno-oniryczne. Natomiast strona muzyczna, orkiestra, chór, sceny zbiorowe, tercety, kwartety pod dyrekcją Marco Armiliato – wyśmienite. Sezon, w którym karnet na wszystkie transmitowane przedstawienia kosztował ponad 600 zł, zapowiada się bardzo obiecująco.

                                                                        Joanna Tumiłowicz