Przegląd nowości

Bracia Grimm z Wagnerem w tle

Opublikowano: piątek, 04, październik 2024 15:26

Bo Engelbert Humperdinck, autor operowej baśni Jaś i Małgosia był zagorzałym wagnerzystą. Opracował nawet tetralogię Pierścień Nibelunga tamtego w zredukowanej instrumentacji dostosowanej do możliwości mniejszych teatrów (we Lwowie zdarzyło się, że w Złocie Renu była tylko jedna harfa, ale i jej w końcu zabrakło). Zresztą wątki baśniowe występują i w tamtym cyklu utworów.

 

Jas i Malgosia 11

 

W drugim akcie Zygfryda pojawia się szmer lasu, w którym drzemie na złocie Renu smok Fafner. U braci Grimm i w opartej na ich baśni operze Humperdincka czai się nie mniej groźna Baba Jaga w piernikowej chacie, której wizję roztacza w swym monologu Piotr, ojciec tytułowego rodzeństwa.

 

Jas i Malgosia 12

 

Partytura, po którą sięgali m.in. Richard Strauss, Gustav Mahler czy Herbert von Karajan, traktuje orkiestrę na sposób symfoniczny, między innymi w poprzedzającym drugi akt wstępie zatytułowanym Jazda czarownicy czyżby poprzez paralelę do Wagnerowskiego Cwałowania walkirii? Z kolei w scenie budzenia przez Małgosię Jasia na początku trzeciego aktu dosłuchać się można reminiscencji śpiewu Leśnego Ptaszka z przywołanego Zygfryda. Zarazem kompozytor ironicznie określał swoje dzieło jako Uroczyste przedstawienie świąteczne z izby dziecięcej (Kinderstubeweihfestspiele) jako parafrazę Uroczystego przedstawienia świątecznego dla teatru (Būhnenweihfestspiele), którym to mianem Wagner opatrzył swego „Parsifala“, przy którego pierwszym wystawieniu w Bayreuth asystował Humperdinck.


Nie mogłem być na łódzkiej premierze Jasia i Małgosi 1 czerwca, a więc w Dniu Dziecka, choć tradycyjnie, od prapremiery 23 grudnia 1893 roku w Weimarze utwór wystawiany bywa w okresie Bożego Narodzenia. Udało mi się za to wysłuchać zaledwie początek radiowej transmisji, która wydała się wszakże bardzo obiecująca. Dlatego teraz wybrałem się na to przedstawienie do Teatru Wielkiego w Łodzi.

 

Jas i Malgosia 13

 

Batutę od Rafała Janiaka przejęła Maria Fuller, która w pełni panuje nad dużym składem orkiestrowym, z pewnie brzmiącymi waltorniami, już na samym wstępie intonującymi chorałowy temat Anioła Stróża.

 

Jas i Malgosia 14

 

Wykazała się ponadto dużą wrażliwością pozwalającą z powodzeniem wydobyć utajoną w partyturze barwność instrumentacji. Krystalicznie czystym sopranem operowała Hanna Okońska w połączonych rolach Duszków: Piaskowego (Nocnego) i Porannej rosy (Dziennego). Najwięcej Wagnerowskich wpływów wokalnych występuje w partii Małgosi, zakrojonej bardziej na miarę heroin z dramatów muzycznych tamtego niż dziecięcą protagonistkę, a której sprostała Patrycja Krzeszowska. Znaczną urodą odznaczał się jej duet ze scenicznym bratem (Olga Maroszek), poprzedzający ich zaśnięcie. Z przyjemnością słuchało się też humorystycznych kupletów Piotra w ujęciu Arkadiusza Anyszki. Inscenizacja Natalii Babińskiej w dekoracjach i kostiumach Diany Marszałek utrzymana jest w dość tradycyjnej formie, w znacznej mierze nawiązującej do wyobrażeń dziewiętnastowiecznej fantastyki, jeśli nie liczyć efektownych projekcji na ekranie w głębi sceny.


Duże wrażenie wywiera przywołana opowieść Ojca o Babie Jadze, rozgrywająca się na tle krwistoczerwonej poświaty, w której skąpana zostaje scena. Skoro spektakl zaadresowany został przede wszystkim do młodej widowni, wychowanej nie tylko na japońskich animacjach, ale i grach komputerowych, może się to wydawać nieco anachroniczne.

 

Jas i Malgosia 15

 

Akurat w tym przypadku nie miałbym nic przeciwko uwspółcześnieniu, a całą przygodę z Babą Jagą można by potraktować jako zagubienie współczesnych Jasia i Małgosi w wirtualnym świecie, co w jeszcze większym stopniu pozwoliłoby wykorzystać projekcje wideo czy szerzej multimedia.

 

Jas i Malgosia 16

 

Rozważyłbym też obsadzenie Jasia przez kontratenora, ponieważ powierzanie tej roli śpiewaczce wydaje się konwencją nieprzystającą już do obecnych czasów. Zresztą to właśnie w tym teatrze swego czasu Dariusz Paradowski wystąpił w roli Siebla w Fauście, mimo że Gounod pomyślał ją jako spodenkową czyli przeznaczoną dla kobiety. Ze względu na młodą publiczność utwór Humperdincka grany jest w polskiej wersji językowej, w przekładzie Krystyny Chudowolskiej i Józefa Rusznicy. A tak na koniec, to na tej operze wychować się musiał Arnold George Dorsey, skoro przybrał właśnie pseudonim Engelberta Humperdincka, choć zapewne inaczej wymawianego.

                                                                         Lesław Czapliński