Przegląd nowości

Na szkle malowane, które rozprysło się na drobne odłamki

Opublikowano: wtorek, 01, październik 2024 21:34

Wskutek wprowadzenia i to nie wyłącznie w charakterze ram kapeli góralskiej Jana Karpiela-Bułecki, mającej wejścia pomiędzy poszczególnymi numerami Harnasiów (to ostatnio moda, bo na festiwalu Sopot Classic została ona włączona do wykonania Krzesanego Wojciecha Kilara, a wcześniej plenerowego spektaklu Moniuszkowskiej Halki).

 

Filharmonia Krakowska 362

 

Nie tylko rozbiła ciągłość, szczególnie możliwą do uzyskania podczas prezentacji wersji koncertowej, ale stanowiła jednak obce ciało. Co innego inspiracja i symfoniczna stylizacja, a co innego wprowadzenie źródłowej praktyki w obręb jej przetworzonego opracowania (ustęp z męskimi głosami chóru i dwa pierwsze sola tenorowe naśladujące pierwotną intonację), należącego już do całkiem innej tradycji artystycznej. Dodatkowo góralskiej rodzajowości służyć miało przebranie solisty Andrzeja Lamperta w gunię i portki z parzenicami, co jednak nie zakłócało przebiegu muzycznego.


Alaksandr Chumała wyrasta na rasowego interpretatora muzyki Karola Szymanowskiego jak przystało na dyrektora artystycznego Filharmonii jego imienia. A zwłaszcza jego Harnasiów op. 55. W finałowym napadzie Harnasiów i porwaniu Młodej wydobył z partytury Szymanowskiego nieomal sonoryzujące efekty artykulacyjne w grupie instrumentów dętych drewnianych czy głosów chóru zlewających się w zakończeniu nieomal w klaster.

 

Filharmonia Krakowska 363

 

Dzięki właściwemu wyważeniu odpowiednich proporcji brzmieniowych i dynamicznych pomiędzy poszczególnymi grupami instrumentów nawet forte fortissimo nie przybierało hałaśliwego odcienia. Kształtowaniu dramaturgii i napięcia służyły crescenda, zwłaszcza sekcji perkusyjnej. Partia tenorowa jakby napisana została z myślą o Andrzeju Lampercie, jej tessytura idealnie przylega bowiem do jego głosu.

 

Filharmonia Krakowska 364

 

A wokalnemu epilogowi artysta nadał do pewnego stopnia belcantowe zabarwienie. Orkiestra pod batutą Chumały mieniła się wieloma barwami. Dlatego sądzę, że lepiej korespondowałoby jako uzupełnienie programu zestawienie tego dzieła z Cudownym mandarynem Beli Bartóka, także określonym gatunkowo jako balet-pantomima i wykorzystującym udział chóru, a ponadto w równym stopniu stanowiącym istną feerię dźwiękowej kolorystyki. Można też było wziąć pod uwagę pełną wersję z chórem Ognistego ptaka Igora Strawińskiego dzielącego z wymienionymi utworami ostatnią z wymienionych cech. Wtedy inauguracja w pełni byłaby na miarę rozpoczętego w ten sposób 80 sezonu koncertowego Filharmonii Krakowskiej.

                                                                      Lesław Czapliński