Czy wiecie co to jest abiekt? Nie obiekt, tylko abiekt? To coś całkowicie przeciwnego obiektowi. Abiektowi odmawia się prawa bycia podmiotem. To jest bycie poniżej normalnych standardów ludzkiej przyzwoitości i godności. Abiekt może zatem oznaczać degradację, poniżenie lub służalczość.
Terminu tego użyto w odniesieniu do spektaklu To bitch or not to bitch, w wykonaniu kolektywu HERTZ HAUS, w którego skład wchodzą cztery młode kobiety: Magdalena Kowala, Natalia Murawska, Joanna Woźna i Anka Zglenicka. Już sam tytuł jest prowokujący, bo bitch to po angielsku suka, a nawet dziwka. Choć formalnie godzinne przedstawienie zawiera wątki szekspirowskiego poematu Gwałt na Lukrecji, ale w narracji taneczno-ruchowej wspartej również gdzieniegdzie słowem mówi o granicy oddzielającej czyste od brudnego, naturalne fizycznie i fizjologicznie od sztucznego.
Stworzone na scenie obrazy dowodzą, że nie ma tematów tabu, że pokazać lub zasugerować można wszystko. Publiczność ogląda więc mycie nagiego ciała, wydzielanie śliny np. podczas mycia zębów, czy nawet zmuszania się do wymiotów. Jest pełne naturalnych odgłosów łapczywe jedzenie drobiu i owoców. Niewiele brakowało, bo performerki zastanawiały się, czy nie wprowadzić do spektaklu procesu oddawania moczu, ale zatrzymały się w połowie drogi. Jeśli to ma związek z historią Lukrecji, to dosyć odległy. Chodzi raczej o wywołanie wrażenia, że sytuacja wiąże się z pozbawieniem godności i przyzwoitości.

A do poszczególnych segmentów opowieści prowadzą nas sceny taneczno-ruchowe z wykorzystaniem muzyki bardzo różnej, dobieranej trochę przypadkowo. Spektakl zaczyna się od sceny mycia białej podłogi przez ubrane na biało kobiety-sprzątaczki, które swymi głosami przypominały piosenkę z francuskiego filmu Kobieta i mężczyzna (fr. Un homme et une femme), melodramatu z 1966 roku w reżyserii Claude’a Leloucha. Jeśli założyć, że muzyka coś nam przekazuje, to owo Szaba daba da mówi o oczekiwaniu, o tęsknocie, którą tylko miłość może uleczyć. Później zespół wykonuje w sposób nowoczesny popularny renesansowy taniec, a po gruntownym umyciu jednej z najbardziej intensywnie tańczących pojawia się jeszcze bardziej dynamiczny taniec, słynny Czardasz Montiego. Znacząca jest scena spektaklu nazwana Slam poetycki. Nie jest to jednak konkurs, turniej poetów, ale monolog jednej z aktorek-tancerek, która wymienia coraz to bardziej wulgarne wiązanki przekleństw i wyzwisk. Można to potraktować, jako rodzaj „odgromnika", czy też wentyla bezpieczeństwa dla gromadzących się złych, „brudnych" emocji, czego nie udało się przekazać ruchem ani tańcem. Spektakl zamyka klamrą scena początkowa, pojawiają się sprzątaczki z wiadrami i szmatami. Ze spotkania z wykonawczyniami po performansie prowadzonym na festiwalu OFF Rzeszów przez kuratorkę Katarzynę Knychalską, wychodzimy z przekonaniem, że część tego widowiska pozostałaby niedopowiedziana, gdyby nie komentarze wszystkich czterech członkiń zespołu.
Można zauważyć, że każda z nich czuje się w równym stopniu odpowiedzialna za ostateczny kształt utworu, każda w swoisty, indywidualny sposób umie i pragnie wyjaśnić wszystkie interesujące kwestie związane z wymową spektaklu.

I jeszcze jedno, co wydaje się swoistym ewenementem – cztery wykonawczynie są w kształtowaniu programu równoprawne, nie wyłoniły liderki zespołu. Oczywiście dyskutują między sobą, ale nie konkurują o przywództwo, lubią się na tyle, że ich twórczość nie wykazuje załamań. Razem pokonują trudności. Życzymy im więc powodzenia i sukcesów. Jeden z nich to nagroda na Festiwalu Szekspirowskim właśnie za spektakl To bitch or not to bitch.

I właśnie ten spektakl kończył niezwykle udane wydarzenie – festiwal OFF Rzeszów, które ściągało do teatru przede wszystkim ludzi młodych. Jak powiedział dyrektor Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie Jan Nowara, poprzednie festiwale OFF udowodniły, że rozbudzone zainteresowanie teatrem uruchamia w odbiorcach potrzebę obcowania z rzeszowską sceną nie tylko na performansach OFF-u, ale również na innych spektaklach tej placówki. Czyli OFF Rzeszów kusi, przyciąga, rozbudza potrzebę kontaktu ze sztuką.
Joanna Tumiłowicz