Przegląd nowości

Czarodziej Goetzel…

Opublikowano: czwartek, 19, wrzesień 2024 11:41

...który odmienił orkiestrę Filharmonii Krakowskiej i tchnął w nią nowego ducha, wychodząc od zmiany jej rozmieszczenia na estradzie, z grupami skrzypiec po obydwu stronach dyrygenta, a kontrabasami i wiolonczelami po lewej w głębi. Wreszcie można było z pełną satysfakcją słuchać dzieła z żelaznego repertuaru jakim jest V Koncert fortepianowy Es-dur op. 73 Ludwiga van Beethovena bez brania poprawek na możliwości zespołu.

 

Filharmonia Krakowska 357

 

Nie trzeba było przymykać uszu, bo waltornie nie tylko stroiły, ale zachwycały swą grą. Przede wszystkim uderzała kultura brzmienia, jego jakość, gdzie nawet forte nie grzmotnęło po uszach (jak walc u Tuwima, co oburzało moją Babcię, a który pojawi się w dalszej części programu), lecz je cieszyło. Operowanie plastycznym kształtowaniem planów dynamicznych, na przykład ściszeniem do niezbędnego minimum akompaniamentu przy subtelnym prowadzeniu frazy przez solistę.


Początkowo nie podobał mi się „klekoczący“ dźwięk fortepianu wydobywający się spod palców Federica Collego w kaskadzie akordów nietypowo otwierających koncert (po raz drugi u Beethovena, wcześniej w Jeunehomme Mozarta). Później okazało się, że jest zdolny do większej wrażliwości dźwiękowej - ulotne pasaże w dynamice pianissimo czy w łączniku pomiędzy Adagio i Rondem na tle fermaty rogów, a także jedno z powtórzeń refrenu. Wspomniana wolna część odznaczała się w pełni romantycznym ujęciem zanurzonym w klimacie odrealnionego rozmarzenia.

 

Filharmonia Krakowska 358

 

W typowym dla Beethovena zwolnieniu przed przyśpieszeniem kody zwracały uwagę ledwo muskające membranę uderzenia w kocioł w wykonaniu Ryszarda Haby. Na bis włoski pianista zagrał pełne 12 Wariacji Mozarta na temat francuskiej pieśni ludowej „Ah, vous dirai-je, Maman“ KV 265.

 

Filharmonia Krakowska 359

 

Trochę się obawiałem porównania wykonania Uwertury E-dur op. 12 Karola Szymanowskiego z jej ujęciem przez ołomunieckich filharmoników sprzed tygodnia. Sascha Goetzel zaproponował całkiem inną koncepcję interpretacyjną. Postawił na jednorodność przebiegu, bez większych kontrastów, eksponując natomiast charakterystyczną dla późniejszego Szymanowskiego ekstatyczność wyrazu. Węgierski kapelmistrz Zsolt Hamar ze swej strony przeciwstawił sobie główny temat i odcinki bardziej lirycznej natury, które dzięki temu zwróciły na siebie uwagę.


Wydaje mi się, że w ramach trzeciego koncertu bardziej cyklu niż festiwalu „Szymanowski/Polska/Świat“ należało skonfrontować to dzieło z ideałem jaki stanowił wtedy dla Szymanowskiego Don Juan op. 20 Richarda Straussa. 

 

Filharmonia Krakowska 360

 

Tenże doszedł do głosu, ale poniekąd pośrednio, za sprawą ułożonej przez Artura Rodzińskiego suity z jego Kawalera srebrnej róży, powstałego pięć lat później, którego muzykę polski kompozytor uważał skądinąd za „gałgańską“, w tym motyw powracającego walca, któremu dyrygent nadał bardzo huczną postać, co pozostaje w zgodzie ze skłonnością kompozytora do brzmieniowego maksymalizmu, przez Debussyego określanego jako „choroba dżwięku“.

 

Filharmonia Krakowska 361

 

Spośród masywnego tutti od czasu do czasu wyłaniało się jednakże pełne urody solo na rożku angielskim. A swoją drogą szkoda że nie sięgnięto po autorskie opracowanie motywów z własnej opery na potrzeby powstałej w 1926 roku jej niemej ekranizacji w reżyserii Roberta Wienego, pamiętać bowiem należy, iż z okazji bardziej prestiżowych premier, zamiast taperów angażowano orkiestry. Poprowadził ją wtedy sam Strauss, który dokomponował dodatkowo Marsz towarzyszący pojawieniu się postaci męża Księżny Marszałkowej, nieobecnego w oryginale. Omawiany występ Saschy Goetzela z krakowskimi filharmonikami uznać można za jego inwestyturę w nowej roli, albowiem od nowego sezonu zostanie ich pierwszym dyrygentem.

                                                                                       Lesław Czapliński