Nie będę silił się na własny tytuł i w jego charakterze zacytuję hasło dzisiejszego koncertu LIX Festiwalu Oratoryjno-Kantatowego im. Andrzeja Markowskiego „Wratislavia Cantans 2024“, który odbył się w katedrze polsko-katolickiej Marii Magdaleny z okazji stulecia urodzin pomysłodawcy imprezy. Wypełniły go utwory Henryka Mikołaja i Mikołaja Piotra Góreckich. Muzyczką jest również córka pierwszego Anna, a on sam napisał cykl czterech kompozycji kameralnych tak właśnie zatytułowanych.

Pominę okolicznościowy utwór na chór a cappella. W programie znalazły się przede wszystkim dwie jego kompozycje chóralno-instrumentalne: Ad Matrem op. 29 oraz II Symfonia op. 31 „Kopernikowska“ (należał do nielicznych współczesnych twórców opisujących swoje dzieła – w jego ślady poszedł syn, podobnie postępuje też Krzysztof Meyer). Ad Matrem jest być może jego najlepszym dokonaniem (zwarte, operujące kontrastami). Pamiętam jego prawykonanie na Warszawskiej Jesieni w 1972, w której uczestniczyłem jako młody licealista. Poprowadził je Andrzej Markowski, a jako solistka wystąpiła Stefania Woytowicz. Utwór ten rok później okazał się zwycięzcą na Międzynarodowej Trybunie Kompozytorów UNESCO.
Stanowi hołd dla matki Góreckiego, której właściwie nie pamiętał, gdyż osierociła go w wieku 2 lat. Oparty jest na przeplataniu dynamicznej sekcji wykorzystującej efekt crescenda i stosującej ostinato kotłów, do których dołączają werble, trąbki, wreszcie smyczki i chór, oraz odcinków kontemplacyjnej natury, a pod koniec dołącza sopran. Tym razem słuchaliśmy Orkiestry i chóru Filharmonii Śląskiej, której patronem jest autor dzieła, prowadzonej przez Jarosława Szemeta, a śpiewała Izabela Matuła. Na podobnej zasadzie oparta jest II Symfonia, tyle że o wiele bardziej rozbudowana.

Pierwsza część operuje klasterami orkiestrowego tutti oraz pasażami kolejnych sekcji instrumentów, prowadzących do chóralnej kulminacji. Druga część jest kontrastowo odmienna, wolno rozwijająca się szeroko płynącymi kantylenami partii wokalnych: sopranu i barytona. Prawykonanie również poprowadził Andrzej Markowski, a jako soliści wystąpili Andrzej Hiolski i Stefania Woytowicz, dla której był to balsam na głos po krtaniołomnych partiach w dziełach Krzysztofa Pendereckiego: Pasji Łukaszowej, Kosmogonii i Złożeniu do grobu, dzięki czemu odbudowała go, a służyła temu także następna, III Symfonia Góreckiego.
Do Izabeli Matuły, śpiewającej w lekkiej dynamice, dołączył Adam Kutny. Jarosław Szemet poprowadził obydwie kompozycje do pewnego stopnia powściągliwie, nie popadając w skrajności dynamiczne i agogiczne, nie tracąc przy tym niczego z ich brzmieniowej wyrazistości. W końcu to już klasyka. Uzupełnienie programu stanowiło prawykonanie kompozycji zamówionej u syna Henryka Mikołaja Góreckiego – Mikołaja Piotra. 1944 op. 65 to rodzaj trzyczęściowego Requiem, przywołującego udział Andrzeja Markowskiego w Powstaniu Warszawskim.

Środkowe, repetytywne ogniwo to Dies iræ. Poprzedza je De profundis, a zamyka Absolvat, w którym w partii czelesty zacytowana została pieśń Markowskiego z czasów okupacji, a pod koniec rozlega się puzonowy motyw z Marszu pielgrzymów z Berliozowskiej Symfonii „Harold w Italii“ op. 16. Nie do końca jestem przekonany, czy najlepszym pomysłem jest zestawianie ze sobą utworów obydwu Góreckich, bo wtedy trudno jest synowi wyjść z cienia ojca i uniknąć porównań oraz doszukiwania się wpływów, zwłaszcza że opracowywał i przygotowywał do wykonania kompozycje pozostawione po śmierci swego rodzica.
Lesław Czapliński