Przegląd nowości

Hommage à Markowski

Opublikowano: czwartek, 19, wrzesień 2024 11:39

Nie będę silił się na własny tytuł i w jego charakterze zacytuję hasło dzisiejszego koncertu LIX Festiwalu Oratoryjno-Kantatowego im. Andrzeja Markowskiego „Wratislavia Cantans 2024“, który odbył się w katedrze polsko-katolickiej Marii Magdaleny z okazji stulecia urodzin pomysłodawcy imprezy. Wypełniły go utwory Henryka Mikołaja i Mikołaja Piotra Góreckich. Muzyczką jest również córka pierwszego Anna, a on sam napisał cykl czterech kompozycji kameralnych tak właśnie zatytułowanych.

 

Andrzej Markowski

 

Pominę okolicznościowy utwór na chór a cappella. W programie znalazły się przede wszystkim dwie jego kompozycje chóralno-instrumentalne: Ad Matrem op. 29 oraz II Symfonia op. 31 „Kopernikowska“ (należał do nielicznych współczesnych twórców opisujących swoje dzieła – w jego ślady poszedł syn, podobnie postępuje też Krzysztof Meyer). Ad Matrem jest być może jego najlepszym dokonaniem (zwarte, operujące kontrastami). Pamiętam jego prawykonanie na Warszawskiej Jesieni w 1972, w której uczestniczyłem jako młody licealista. Poprowadził je Andrzej Markowski, a jako solistka wystąpiła Stefania Woytowicz. Utwór ten rok później okazał się zwycięzcą na Międzynarodowej Trybunie Kompozytorów UNESCO.


Stanowi hołd dla matki Góreckiego, której właściwie nie pamiętał, gdyż osierociła go w wieku 2 lat. Oparty jest na przeplataniu dynamicznej sekcji wykorzystującej efekt crescenda i stosującej ostinato kotłów, do których dołączają werble, trąbki, wreszcie smyczki i chór, oraz odcinków kontemplacyjnej natury, a pod koniec dołącza sopran. Tym razem słuchaliśmy Orkiestry i chóru Filharmonii Śląskiej, której patronem jest autor dzieła, prowadzonej przez Jarosława Szemeta, a śpiewała Izabela Matuła. Na podobnej zasadzie oparta jest II Symfonia, tyle że o wiele bardziej rozbudowana.

 

 Stefania Woytowicz 624-188

 

Pierwsza część operuje klasterami orkiestrowego tutti oraz pasażami kolejnych sekcji instrumentów, prowadzących do chóralnej kulminacji. Druga część jest kontrastowo odmienna, wolno rozwijająca się szeroko płynącymi kantylenami partii wokalnych: sopranu i barytona. Prawykonanie również poprowadził Andrzej Markowski, a jako soliści wystąpili Andrzej Hiolski i Stefania Woytowicz, dla której był to balsam na głos po krtaniołomnych partiach w dziełach Krzysztofa Pendereckiego: Pasji Łukaszowej, Kosmogonii i Złożeniu do grobu, dzięki czemu odbudowała go, a służyła temu także następna, III Symfonia Góreckiego.


Do Izabeli Matuły, śpiewającej w lekkiej dynamice, dołączył Adam Kutny. Jarosław Szemet poprowadził obydwie kompozycje do pewnego stopnia powściągliwie, nie popadając w skrajności dynamiczne i agogiczne, nie tracąc przy tym niczego z ich brzmieniowej wyrazistości. W końcu to już klasyka. Uzupełnienie programu stanowiło prawykonanie kompozycji zamówionej u syna Henryka Mikołaja Góreckiego – Mikołaja Piotra. 1944 op. 65 to rodzaj trzyczęściowego Requiem, przywołującego udział Andrzeja Markowskiego w Powstaniu Warszawskim.

 

Andrzej Hiolski 736-887

 

Środkowe, repetytywne ogniwo to Dies iræ. Poprzedza je De profundis, a zamyka Absolvat, w którym w partii czelesty zacytowana została pieśń Markowskiego z czasów okupacji, a pod koniec rozlega się puzonowy motyw z Marszu pielgrzymów z Berliozowskiej Symfonii „Harold w Italii“ op. 16. Nie do końca jestem przekonany, czy najlepszym pomysłem jest zestawianie ze sobą utworów obydwu Góreckich, bo wtedy trudno jest synowi wyjść z cienia ojca i uniknąć porównań oraz doszukiwania się wpływów, zwłaszcza że opracowywał i przygotowywał do wykonania kompozycje pozostawione po śmierci swego rodzica.

                                                                        Lesław Czapliński