Ostatni, finałowy koncert Festiwalu Chopin i jego Europa był lżejszy w charakterze od większości pozostałych. Sprawił to głównie Franz Liszt ze swoimi utworami, a dopełnił nastrój pianista Cyprien Katsaris, jeden z legendarnych wirtuozów a zarazem artysta parający się komponowaniem, aranżacjami i muzycznymi happeningami.

Na początku jednak pod batutą Antoniego Wita, który bez emocjonalnych oporów, bowiem jego poprzednik Kazimierz Kord za żadne skarby po odejściu z dyrektorskiego stołka by tego nie zrobił, pokierował swoją dawną orkiestrą Filharmonii Narodowej i usłyszeliśmy poemat symfoniczny Mazeppa, z mocno akcentowanym, głośnym marszowym, fanfarowym wielokrotnie powtarzanym motywem.
Potem wciągnięto fortepian, do którego zasiadł fenomenalny technicznie Kevin Chen, by zadziwić publiczność huraganem precyzyjnych akordów i feerią pochodów oktawowych II Koncertu fortepianowego A-dur. Nie był to na szczęście czczy popis manualnej sprawności wirtuozowskiej, ale kreacja poparta pewnym planem budowania formy zbliżonej do poematu symfonicznego, przypomnijmy, „wynalazku” samego Franza Liszta.
Tu również nie zabrakło już wcześniej zasygnalizowanej w Mazeppie sympatii dla rytmów marszowych i patetycznych odzywek instrumentów dętych. Trzeba przyznać, że Antoni Wit bardzo umiejętnie dozował te głośne fragmenty orkiestrowe, które w założeniu miały stanowić dialog z pianistą, dyskutować z nim, podnosić napięcie lub je tonować. Aby podkreślić jednak swój nieprzeciętny talent muzyczny Kevin Chen zagrał na bis niezwykle subtelnie, koronkowo, ale i bardzo wyraziście etiudę La Campanella skomponowaną przez Liszta, choć zbudowaną wokół melodii napisanej przez Paganiniego w jego Drugim koncercie skrzypcowym.

Jeśli nazwalibyśmy ową miniaturę transkrypcją, to dalszy ciąg koncertu dawał kolejne przykłady takiego traktowania tematów muzycznych. Po przerwie, już przy innym fortepianie, zasiadł dobrze znany w Polsce Cyprien Katsaris, kolejny zagraniczny artysta mający spore zasługi w światowej promocji dorobku kompozytorskiego Stanisława Moniuszki, a właściwie transkrypcji sięgającej do kreatywności melodycznej Ojca Polskiej Opery.
Tym razem francusko-cypryjski pianista wykonał z niemałym zaangażowaniem wirtuozowskim, wcale nie ustępując pod tym względem pola młodemu Kevinowi Chenowi, aż dwie kompozycje Liszta, którym nadano nazwę Fantazji, choć oparte były na znanych tematach zaczerpniętych z utworów innych twórców. Obie Fantazje, pierwsza na temat Ruin w Atenach Beethovena, a druga na temat melodii węgierskich, a właściwie cygańskich, wsparte były rozbudowanym udziałem orkiestry, ale clou stanowiły efektowne popisy pianistyczne w typowo lisztowskim stylu. Aplauz skłonił solistę do zaproponowania aż trzech bisów.

Pierwszy był rodzajem wariacji na zadany przez publiczność trzydźwiękowy temat, coś co mieściło się w tradycji XIX-wiecznych wirtuozów. Drugim członem bisów okazała się transkrypcja popularnej piosenki z muzyką Lucjana Kaszyckiego Pamiętasz była jesień, spopularyzowanej przez Sławę Przybylską w filmie Pożegnania z lat 50. Ciekawostką było to, że Katsaris przedstawił obecnego na sali autora opracowania, w cywilu profesora fizyki.
Wreszcie rozgrzany powodzeniem solista zapowiedział, że pragnie Chopinem zamknąć Festiwal z Chopinem w nazwie i zagrał pięknie, nostalgicznie, jeden z najpopularniejszych Mazurków. Wszystkim słuchaczom finałowego koncertu rozdawano zaproszenia do wzięcia udziału w konkursie – plebiscycie na najlepszy, ich zdaniem, koncert w 20-letniej historii Festiwalu. Działając pod wpływem emocji można właśnie ten niedzielny wieczór 8 września 2024 wciągnąć na listę „hitów” owych dwóch dekad, choć autorka nie jest specjalną wielbicielką Liszta.
Joanna Tumiłowicz