Jedna z najtrudniejszych partii sopranowych stała się ostatnio specjalnością naszej śpiewaczki Ewy Vesin. Nawet Maria Callas, choć była primadonną stulecia, w partii chińskiej księżniczki wypadła blado. To co mogliśmy słyszeć na ostatnim Baltic Opera Festival w Sopocie w wykonaniu Liudmyły Monastyrskiej też było co najwyżej poprawne, choć występująca w roli Turandot artystka wykonywała tę partię nawet w nowojorskiej MET.

Tym większy podziw budzą kreacje Ewy Vesin, która po występach w brukselskiej La Monnaie przeniosła się ze swoją Turandot na Sycylię. Teatr La Monnaie zdecydował się udostępnić pełne nagranie opery Giacomo Pucciniego w bezpłatnym streamingu, właśnie z naszą sopranistką, choć rola ta na tej scenie była wykonywana również przez młodą Rosjankę Svetlanę Alsenovą.

Pomysł na Turandot w stolicy Belgii wynikał po części z tego, iż Giacomo Puccini zmarł w Brukseli w 1924 roku, pozostawiając niedokończoną partyturę swojej ostatniej opery. Sto lat później dyrygent Ouri Bronchti i reżyser Christophe Coppens udowadniają, że dzieło ma do zaoferowania coś więcej niż kultową arię Nessun dorma. Coppens umieszcza akcję Turandot we współczesnym Hongkongu, gdzie nieprzyzwoicie bogata rodzina gubi się w pieniądzach, władzy i przemocy. Mocno zmodyfikowana została też rola tytułowej bohaterki. Księżniczka próbuje wyrwać się z żelaznego uścisku matki, jest zbuntowana i w depresji. Jej nerwy są napięte do ostateczności. Poddaje się wykolejonej, okrutnej fantazji, która doprowadza ją do skrajności.
W sumie zwycięski Kalaf choć zdobywa księżniczkę, wcale się nią nie interesuje. Jego ambicje sięgają wyżej. Zapewne przejmuje imperium rodzinne. To warstwa fabularna, uwspółcześniona z ideowym przesłaniem, niestety dosyć mętnym. Warstwa wizualna jest nierówna, z jednej strony bogactwo „dworu”, z drugiej strony jednakowe uniformy niższej klasy, z trzeciej odrażające, wstrętne rekwizyty na scenie. Wreszcie coś, co niekiedy staje się dominującą modą – w większości ciemna scena, słabo oświetlona, tylko widać pojedyńcze postacie.

I na końcu strona muzyczna i gra aktorska. Z nagrania niewiele moża wywnioskować o całości brzmienia orkiestry, chóru. Soliści bardzo dobrzy, jak to w teatrze La Monnaie mają we zwyczaju. Najlepsza jest Ewa Vesin, doskonale też aktorsko stworzyła postać drapieżną, psychopatyczną a w końcu słabą i uzależnioną. Głosowo pokonuje wszelkie mielizny parti wzorowo.
Na drugim miejscu jest Rosjanka Venera Gimadieva jako Liu, świetnie wyrównany, dobrej jakości głos, choć postać nie ma wielkiego wyrazu. Dobry głos, choć nie pasująca do całości postać Timura – basa Michele Pertusi. Trzej słudzy – urzędnicy Ping, Pang i Pong – poprawni, a najlepsi w scenie ze srebrnymi tacami. Zamiast cesarza jest cesarzowa – renomowana leciwa artystka mezzosopran Ning Liang. Najsłabiej głosowo i aktorsko wypada Kalaf, włoski tenor z dużym stażem Stefano La Colla. Ale, jak zapowiedział reżyser, nie o arię Nessun dorma tu idzie, ale o zgniliznę kapitału prywatnego. W sumie ciekawe przedstawienie, na które warto pójść ze względu na Ewę Vesin. Niestety reżyser i kostiumolog rozmyślnie starali się ją widzom obrzydzić.
Joanna Tumiłowicz