Przegląd nowości

„Aida“ pod patronatem św. Małgorzaty

Opublikowano: poniedziałek, 16, wrzesień 2024 06:50

Jeśli chodzi o spektakle operowe grane w okresie wakacyjnym to – przynajmniej w Europie – wybór jest prosty. Należy wybrać się na plenerowe przedstawienia we Włoszech, Grecji, Francji czy Hiszpanii, bo tam aura gwarantuje – choć też nie zawsze – że widowisko rozpoczynające się pod rozgwieżdżonym niebem zostaje przerwane brutalną ulewą, dobrze jeśli dopiero w drugiej jego części. Plenerem najczęściej odwiedzanym przez polskich melomanów jest oczywiście Arena di Verona, grająca niemal w kółko ten sam repertuar, mająca ponad stuletnią festiwalową tradycję i ponad 16 tysięcy widzów na każdym spektaklu.

 

Coraz większym prestiżem cieszy się Bregenzer Festspiele nad Jeziorem Bodeńskim u zbiegu granic Austrii, Szwajcarii i Niemiec, z programem zmieniającym się co dwa sezony. W ostatnich latach był to Czarodziejski flet, Rigoletto i Madama Butterfly. W te wakacje odbyła się premiera Wolnego strzelca, na którą Grand Tour planuje podróż w przyszłym roku.

 

Tym wspaniałym jeziorno – nadbrzeżnym inscenizacjom urosła groźna konkurencja. Są nimi spektakle operowe w St. Margarethen, położonej wśród wzgórz dolnej Austrii, 70 km od Wiednia w kierunku Budapesztu, małej miejscowości Steinbruch, słynącej z rzymskich kamieniołomów, które zamieniono w olbrzymią scenę z widownią na blisko 5000 miejsc z doskonałą akustyką i licznymi urządzeniami typu restauracje, stoiska z pamiątkami, luksusowe toalety i rozległe parkingi.

 

W ubiegłym roku ulewa przerwała spektakularną i ekscytującą premierę Carmen autorstwa Arnauda Bernarda, przeniesioną w lata 30. te do franksistowskiej Hiszpanii, na oczach widzów kręconą jako wersja filmowa w hollywoodzkim studio.

 

W tym roku monumentalną produkcję Aidy powierzono Thaddeusowi Strassbergerowi. Nie można było dokonać lepszego wyboru. Jest to niespełna pięćdziesięcioletni amerykański reżyser operowy, który równocześnie projektuje scenografię, kostiumy i oświetlenie, od lat pracując w blisko 20. tu krajach na całym świecie.


Tym razem zaimponował spektaklem, który na naszych oczach rozgrywał się świetnie śpiewającą obsadą solistów, ale wszystkie sceny zbiorowe wykonywali aktorzy, mimowie, statyści i akrobaci. Natomiast chór i orkiestra całą warstwę muzyczną wykonywali poza sceną, czyniąc to zresztą perfekcyjnie pod batutą Rubena Dieza.

 

Byliśmy świadkami inscenizacji porywającej, wyreżyserowanej precyzyjnie, rozgrywającej poszczególne sceny wirtuozowskimi wręcz środkami gry scenicznej, co świadczyło o umiejętnościach reżyserskich i inscenizacyjnych Thaddeusa Strassbergera oraz kwalifikacjach i dyscyplinie tłumów działających na scenie, odzianych w bajecznej urody kostiumy.

 

Wszystko to wkomponowane w monument rzymskiego kamieniołomu, zalane karkołomnymi, ale precyzyjnymi efektami świetlnymi, w których niebotyczne wodotryski i ogniste race stanowiły zaskakujący i oszałamiający efekt.

Jeszcze kilka słów o solistach. Zarówno epizodyści jak i protagoniści: Aida (Leah Gordon), Amneris (Raehan Brycedavis), Radames (Mikheil Sheshaberidze), Ramfis (Jongmin Park), Amonasro (Gangsoon Kim), to śpiewacy najwyższej klasy, wcielający się w swe postacie z talentem, pasją i determinacją, działając w trudnych warunkach skomplikowanej inscenizacji i nocnego pleneru. Każda rola została obsadzona potrójnie, a zaplanowano aż 28 spektakli między 10 lipca, a 24 sierpnia, wszystkie zaczynające się o godz. 20:30. Przeglądając poszczególne obsady skonstatowałem, że nie zetknąłem się dotąd z ani jednym nazwiskiem tej plejady wokalistów. Jeśli pozostałe obsady są równie doskonałe jak ta, którą słuchaliśmy i oglądali, to oznacza że poziom światowej wokalistyki ciągle zwyżkuje, a liczba jej gwiazd z sezonu na sezon się powiększa.

 

W przyszłym sezonie zapowiadana jest nowa produkcja Holendra tułacza Ryszarda Wagnera. Radzę zaplanować podróż do St. Margarethen, zwłaszcza, że dolna Austria to tylko kilka godzin jazdy samochodem z Polski. Nie ustanę w naleganiach, aby Grand Tour zorganizował taki wyjazd, bo równie wspaniałe letnie widowiska plenerowe są – póki co – w Polsce niemożliwe z powodów artystycznych, technicznych i finansowych. A ze względów pogodowych – przed trwałym ociepleniem ojczystego klimatu – po prostu ryzykowne.

                                                                              Sławomir Pietras