Tak się przypadkowo składa, że dwa zespoły muzyczne z Festiwalu Chopin i jego Europa ugruntowały swoją pozycję w świecie muzyki dzięki promieniowaniu Uniwersytetu Muzyki i Sztuk Scenicznych z Wiednia. Wcześniej skorzystał z tego źródła Apollon Musagete Quartet, który na dwóch koncertach zajął publiczność muzycznymi dziełami na kwartet smyczkowy oraz, z udziałem Garricka Ohlssona, na kwintet fortepianowy. Natomiast przed kilkoma laty dostał się pod wpływy tej austriackiej uczelni złożony z artystów japońskich AKA Duo, czyli skrzypaczka Seina Matsuoka i pianista Yuto Kiguchi. Oba zespoły mają silny polski aspekt – w Apollon Musagete grają polscy smyczkowcy, zaś AKA Duo umiłowało sobie muzykę polską i jest zdobywcą I nagrody na Międzynarodowym Konkursie Muzyki Polskiej w Rzeszowie.

Udział obu formacji muzycznych na warszawskim festiwalu był więc jak najbardziej uzasadniony, także zaprezentowany program dawał mnóstwo satysfakcji i miał spore znaczenie poznawcze. Rzadko można przecież usłyszeć utwór Antona Weberna, który nie należy do stylu dodekafonicznego, Apollon wykonał zaś znakomicie jego Langsamer Satz, w którym zawarty jest niezwykły talent „Wiedeńczyka”, czerpiący z dorobku Wagnera i Straussa. Nieźle też wypadł modernistyczny wstęp do Kwartetu dysonansowego w C-dur Mozarta, a także Szostakowicz. Być może towarzyszącemu kwartetowi Apollon Garrickowi Ohlssonowi zabrakło werwy i żądlącej ironii rosyjskiego autora, ale i tak oceniono tę pozycję wieczoru, jako najciekawszą. Oczywiście trudno porównywać kwalifikacje solistyczne prymariusza kwartetu Pawła Zalejskiego z możliwościami wirtuozowskimi Seiny Matsuoka. Skrzypaczka, wespół z pianistą, eksplodowała energią i pasją w wykonywaniu niełatwego programu złożonego z modernistycznej Burleski Artura Malawskiego, spokojnego Andante Miłosza Magina i furii w serwowaniu polskich rytmów ludowych w Sonacie skrzypcowej Ignacego Jana Paderewskiego.
Po przerwie zaś AKA (co po japońsku oznacza kolor czerwony) Duo zaserwowało publiczności ozdobę z gatunku – skrzypce z fortepianem – Sonatę Es-dur Ryszarda Straussa. Jeden z renomowanych jurorów włoskiego konkursu muzyki kameralnej, Lucas Hagen, prymariusz rodzinnego Kwartetu Hagenów powiedział: „Nikt nie potrafi zagrać Sonaty Richarda Straussa lepiej od was”, co ustawiło poprzeczkę koncertu bardzo wysoko.

Tymczasem okazało się, że świetnie rozplanowane muzycznie owo dzieło młodego postromantyka niemieckiego w interpretacji AKA Duo klasyfikuje się dopiero za Sonatą a-moll Ignacego Jana Paderewskiego kipiącą temperamentem, ludowymi przytupami oberkowymi i świetnie skontrastowanymi crescendami.
Japończycy dodali polskiej Sonacie takiego ducha, że słynny skrzypek Pablo Sarasate, który obiecywał Paderewskiemu popularyzację jego utworu, zerwałby się z grobu, aby wypełnić to, co nieopacznie przyrzekał polskiemu pianiście i kompozytorowi. To aż dziwne, że skrzypkowie mając w zanadrzu tak efektowne dzieło nie sięgają po nie zbyt często. Wypada przypomnieć zdanie, które upowszechnił w swej książce muzykolog i encyklopedysta muzyczny Józef Reiss: „Najpiękniejsza ze wszystkich jest muzyka polska”, co powtarzał później na antenie Polskiego Radia prof. Bronisław Rutkowski. Jest to prawda, którą od lat próbuje wbijać do głowy organizator Festiwalu Chopin i jego Europa.
Joanna Tumiłowicz