Nie będzie przesadą, jeśli ten koncert nazwę jednym z głównych wydarzeń dobiegającego końca XLIX Festiwalu „Muzyka w starym Krakowie“. Mimo że był to recital klawesynowy, to nie obcowaliśmy z szacownymi zabytkami, czy to materialnymi w postaci instrumentu z przeszłości, czy to artystycznymi ze względu na utwory z odległych epok, mogłoby się wydawać posiadające już wyłącznie historyczne znaczenie. Za sprawą Elżbiety Stefańskiej i Mariko Kato-Shioyi ożyły one 30 sierpnia pośród stylowych malowideł i rzeźb w krużgankach klasztoru franciszkanów.

Na początek zabrzmiała jakby suita polskich tańców złożona z anonimowych opracowań sprzed stuleci. Elżbieta Stefańska potrafiła każdemu z nich nadać indywidualne rysy, wydobywając perliste brzmienie z Tańca polskiego, wirtuozowskie zacięcie Voltæ Polonicæ, wyrazistą rytmikę Dobrego tańca polskiego, a z Poloneza C-dur „Bednarza“ jego aspekty humorystyczne. Polonezy Michała Kleofasa znamy najczęściej w wersjach orkiestrowych, między innymi w redakcji Romana Palestra. Tym razem mieliśmy z nimi do czynienia w wydaniu źródłowym. Pod palcami Stefańskiej ich brzmienie bynajmniej nie wydawało się uboższe, albowiem bogactwo odcieni kolorystycznych, nie tylko srebrzyście metalicznych z jakimi kojarzy się ten instrument, zapewniało im znamiona pełni. Także temu a-moll opatrzonemu tytułem Pożegnanie ojczyzny. W Polonezie G-dur na 3 ręce do artystki dołączyła jej japońska uczennica Mariko Kato-Shioya, dobywając jakby kitarowe zabarwienie. Zgodnie z duchem epoki obydwie klawesynistki kształtowały przebieg Krakowiaka na 4 ręce Józefa Elsnera w swobodny, na poły improwizowany sposób. Nie po raz pierwszy okazało się, że klawesyn z powodzeniem może służyć współczesnym kompozytorom i to nie tylko w celach archaizacyjnych. W miniaturze Mosaiken Karol Borsuk wykorzystuje naturalne brzmienie tego instrumentu dla nieoczywistych sekwencji dźwiękowych.
Wykonanie odbyło się w przytomności autora. Niewątpliwie momentem kulminacyjnym wieczoru było wykonanie ostatniej kompozycji Krystyny Moszumańskiej-Nazar Mouvement des sons, co na polski przetłumaczyć można jako Poruszenie dźwięków, napisanej specjalnie dla Elżbiety Stefańskiej. Jest to utwór o gęstej fakturze, choć zapisany w tradycyjnej notacji.

Charakteryzuje się nieustannym narastaniem napięcia, gromadzącego się w swego rodzaju węzłach, nie dopuszczając do słabnięcia uwagi słuchacza, a kończy się dramatycznym urwaniem muzycznego toku „w pół dźwięku“. W osobie Elżbiety Stefańskiej znalazła godną odtwórczynię, ale zasługuje, by włączyli ją do swego repertuaru inni grający na tym instrumencie. Być może zabrzmi to obrazoburczo, ale po Moszumańskiej-Nazar Mozart, którego utwory na 4 ręce wypełniły drugą część recitalu, wydał się nieco blady, zwłaszcza jego Wariacje G-dur na 4 ręce KV 501. Po oswojeniu się z innym światem dźwiękowym i wyrazowym, można się było cieszyć wdziękiem Sonaty D-dur KV 381 i reminiscencjami z Wesela Figara w jej finałowym ogniwie oznaczonym jako Allegro molto. Na bis artystki zagrały Rondo alla turca z XI Sonaty A-dur KV 331, dla wywołania większego efektu stosując rubato. Przyznam się, że udałem się na ten recital głównie z powodu chęci zapoznania się z nieznanym mi utworem Moszumańskiej-Nazar, której twórczości poświęciłem obszerne studium po jej śmierci, ale nieoczekiwanie cały program dostarczył mi niebywałej satysfakcji estetycznej. Swego czasu podważano celowość kontynuowania tego festiwalu. Przeczy temu obecność licznej publiczności, która wypełniła przestrzeń z obydwu stron instrumentu na w końcu nie najbardziej przystępnym programie, co świadczy o wciąż istniejącym zapotrzebowaniu na tego rodzaju imprezę.
Lesław Czapliński