Przegląd nowości

Aida – Królowa Fontann

Opublikowano: czwartek, 29, sierpień 2024 21:58

Wyjątkowa arena pod gołym niebem w kamieniołomie St. Margarethen 70 km od Wiednia jest z sukcesem wykorzystywana do tzw. mega-realizacji operowych zwanych też super widowiskami.

 

 Aida,Santa Margarethen 1

 

Aida Giuseppe Verdiego, która od strony dramaturgicznej przedstawia w istocie intrygę dosyć kameralną, najczęściej kusi do wystawień wielkoobsadowych, monumentalnych, stawiających na bardzo atrakcyjne efekty wizualne. Zapewne jej prapremiera przygotowana na uroczystość otwarcia Kanału Sueskiego dawała takie możliwości i pobudzała wyobraźnię, zaś słynny Marsz triumfalny wręcz zachęca do stworzenia imponujących inscenizacji potężnej defilady i wielkiej pompy. 


Thaddeus Strassberger, główny realizator wystawienia opery w kamieniołomie, która w tym miejscu jest pokazywana przy kilkutysięcznej widowni już ponad 25 razy, korzystał także z bujnej wyobraźni autora fantastycznych kostiumów Giuseppe Palella, ale jednak najbardziej imponujące okazały się strzelające w niebo niezliczone fontanny wody, która jest stałym, by nie powiedzieć najważniejszym uczestnikiem przedstawienia.

 

Aida,Santa Margarethen 2

 

Praca kilkudziesięciu fontann wystrzeliwana w rytmie muzyki, np. wspomnianego już Marsza triumfalnego, czy też innych motywów muzycznych, świadczy o mistrzowskim opanowaniu mechanizmu kierowania pompami, zapewne obsługiwanego przez technika z kwalifikacjami perkusyjnymi. Drugim żywiołem używanym na tej ogromnej scenie i wokół niej są popisy z użyciem żywego ognia, efektów pirotechnicznych, sztucznych fajerwerków itp.

 

 Aida,Santa Margarethen 3

 

Nie pożałowano nawet ognia akrobacie, który w finale opery przemaszerował na linie rozpiętej pomiędzy wysokimi skałami ograniczającymi kamieniołom. Tych efektów wizualnych z użyciem wody i ognia było tyle, że można ich nagromadzenie uznać za przesadne, biorąc pod uwagę, że ogromne dekoracje sceny wraz ze skalnymi ścianami kamieniołomu stanowiły jeszcze naturalny ekran dla wyświetlanych barwnych animacji, które miejscami trudno było odróżnić od prawdziwego ognia i wody. Wszystko to razem spajała myśl reżyserska i oczywiście libretto opery o tragicznych losach Aidy i jej kochanka Radamesa. Rzecz w tym, że maksymalna liczba efektów wizualnych pozwalała tej Aidzie konkurować z koncertami gwiazd lżejszego kalibru.


Może przekonałyby się do niej nawet kilkudziesięciotysięczne tłumy odwiedzające w sierpniu nasz warszawski Stadion Narodowy na występach amerykańskiej piosenkarki Taylor Alison Swift. Wszak jednym z głównych argumentów odstraszających tzw. przeciętną publiczność od spektakli operowych jest utrwalony pogląd, że tam wieje nudą. Co byśmy nie powiedzieli o wydarzeniu „Oper im Steinbruch”, nie było ono nudne. A muzyka?

 

Aida,Santa Margarethen 4

 

Orkiestry, którą w przedstawieniu, na które bilety wykupiło łódzkie biuro Grand Tour, a którym kierował bardzo sprawnie Ruben Diez, nie było w ogóle widać. Nie ujawnili się też śpiewacy z chóru Philharmonia Chor Wien.

 

Aida,Santa Margarethen 5

  

My oglądaliśmy tylko solistów. W obsadzie Aidy, idącej w kamieniołomach non stop od kilku tygodni, wszystkie główne role musiały być potrójne. Do partii tytułowej wyznaczono na ten dzień pochodzącą z Kanady Leah Gordon, ale głównie występującą w teatrach niemieckich. Jak się można dowiedzieć z publikowanych fotografii miała ona ogromną przewagę wizualną na swoją amerykańską konkurentką i imienniczką Leah Crocetto, bo była ładniejsza i dużo szczuplejsza, ale nie mogła się poszczycić występami w roli Aidy w nowojorskiej MET. Nie sądzę jednak, by udało się jej otrzymać angaż do tej najważniejszej opery, bo głos miała zbyt ostry i niestabilny, nawet w śpiewanej lirycznie popisowej Arii nad Nilem nie sięgnęła prawidłowo na „c”, dźwięk był lekko cofnięty, a przez to jakby trochę za nisko. Lepszy wokalnie był jej partner Radames, wykształcony w Tibilisi Gruzin Mikheil Sheshaberidze, występujący głównie na terenie Italii i wykazujący się dobrze opanowaną szkołą bel-canta.


Oszalałą z miłości i mściwą Amneris wykreowała amerykańska mezzosopranistka Raehann Bryce-Davis, posiadająca w swym głosie piękne, brzmiące niskie tony, ale nieco wyciśnięte góry. Zemściło się to na niej w „scenach zemsty”, bo na kilku górnych dźwiękach zrobiła z wysiłku tzw. „koguta”.

 

Aida,Santa Margarethen 6

 

W spektaklu śpiewało jeszcze dwóch dobrych panów. Jako ojciec Aidy Amonastro popisywał się Koreańczyk Gangsoon Kim, zaś jako arcykapłan Ramfis – też z Korei Płd. Jongmin Park. Temu basowi o silnym niskim głosie zdarzały się niekiedy próby sztucznego naśladowania tuby. Basem był również z rzadka odzywający się faraon, ale u niego czasem wibracja brała górę nad wysokością dźwięku. W sumie obsada opery przypadająca na dzień 22 sierpnia była dosyć wyrównana, choć nie idealna. Wszystkie głosy solistów były oczywiście dobrze sztucznie nagłośnione, zaś wymagania co do ruchu i działań aktorskich niewielkie.

 

 Aida,Santa Margarethen 7

 

Najtrudniejsze dla solistów było śpiewanie ansambli w ogromnym oddaleniu od partnerów zarówno w poziomie jak i w pionie. Najczęściej wystarczyło by po prostu stali i śpiewali w wyznaczonym miejscu, a następnie weszli ze dwa pięterka do góry lub w dół. Cała scena nieustannie się ruszała dzięki kaskaderom, akrobatom, tancerzom, statystom, hektolitrom wody z fontann oraz efektom ogniowym. Clou spektaklu okazał się w 100 procentach kiczowaty płonący słoń, i to on przeważył ogólny wizualny odbiór na „horror vacui”, czyli przeładowanie. Już się cieszymy na przyszłoroczną premierę Holenda Tułacza w Kamieniołomach. Wody na pewno nie zabraknie.

                                                                       Joanna Tumiłowicz