Krystian Lada, następca Krystiana Lupy, przynajmniej gdy chodzi o imię, stworzył wielobarwne widowisko poetycko-muzyczne, lub muzyczno-poetyckie w formie eklektycznego patchworku. Umieścił akcję w przestrzeniach Muzeum Powstania Warszawskiego i złączonego z nim Parku Wolności. Przysposobił rozmaite fragmenty dzieł, dawne i całkiem współczesne i podciągnął je pod ogólną tezę – pochwały kobiet z pasją walczących o realizację swej idei.

Wyodrębnił trzy postacie: Joannę d'Arc, czyli z francuska Jeanne, Joannę – uczestniczkę Powstania Warszawskiego oraz Joan, jej wnuczkę mieszkającą dziś w Paryżu i robiącą zdjęcia do stylowego czasopisma. Dzięki zespołowi muzyków i innych wykonawców przygotował i rozpisał scenariusz przenoszący akcję z 1429 roku do 1944, a potem do 2024. Pomogli mu w tym twórcy muzyczni, czyli kompozytorzy współcześni, a nawet J.S. Bach czy poległy w Powstaniu Roman Padlewski. Współczesnej muzyki, choć niekiedy w formie stylizacji na przeszłą, jest całkiem sporo – Dobrawa Czocher, Teoniki Rożynek, Wojciech Błażejczyk, Rafał Ryterski, Julius Eastman. Również ujawnili się twórcy wizualni – np. autorzy płonącej barykady, a także topiącej się pod wpływem temperatury rzeźby z wosku.
Wszystko to musiało sporo kosztować, bo zatrudniono jeszcze wieloosobowe zespoły muzyczne – Hashtag Ensemble, Match Match Ensemble oraz grupę 10 wiolonczelistek. Na szczęście dyrygentka była tylko jedna – Lilianna Krych, a kostiumy przygotowała ta sama Natalia Kitamikado. Ale warto było, bo spektakl, którego nie zdecydowałabym się nazwać operą, miał wyraziście zarysowany sens i przesłanie.

Rozciągał nici łączące niesamowity czyn wiejskiej dziewczyny porywającej wojsko do boju o wolność ojczyzny, z udziałem młodej kobiety w polskim zrywie powstańczym, choćby tylko udziałem symbolicznym cywilnego mieszkańca stolicy, aby ochronić swój wewnętrzny świat i wreszcie wspierający demonstrujące coraz śmielej aktywistki Ostatniego Pokolenia, które mogą spokojnie powoływać się na powinowactwo z setkami dzielnych kobiet, nawet Marią Curie-Skłodowską czy Ireną Sendlerową. W scenariuszu umieścił też sekwencję aktywizującą publiczność tworząc rodzaj „ściany pamięci”, by widzowie wypisywali na papierowych wstążeczkach imiona kobiet, które są dla nich ważne z jakiegokolwiek względu.

Krystian Lada postarał się poruszyć naszą wyobraźnię także symbolicznymi obrazami znanymi z historii sztuki. Joanna d'Arc wprowadza na trawiastą scenę białego konia, a jest kreowana przez śpiewaczkę Gabrielę Legun, która nie musiała się obawiać, że będzie naśladować wiejską dziewczynę z obrazu Chełmońskiego Babie lato leżąc na mokrej trawie. Wyraźne asocjacje do klasycystycznej Grupy Laokoona reżyser zaproponował czterem Aniołom Historii na zakończenie tego wieloznacznego i „wypasionego” przedstawienia, rozgrywającego się w Sali pod Liberatorem. Z pewnością uczestnicy wydarzenia w Muzeum Powstania Warszawskiego będą długo wspominać nocne peregrynacje za jednym z Aniołów, który bez jednego słowa, komunikował się z widzami i słuchaczami jedynie subtelnymi gestami. Dzięki widowisku Krystiana Lady wkroczyliśmy bezkrwawo w świat snu o historii i o nas samych.
Joanna Tumiłowicz