Przegląd nowości

Słychać głos z Litwy

Opublikowano: środa, 31, lipiec 2024 18:41

Baltic Opera Festival zakończył się drugim wykonaniem Turandot Giacomo Pucciniego. Wcześniej publiczność licznie zgromadzona w Operze Leśnej w Sopocie wysłuchała wznowienia Wagnerowskiego Holendra Tułacza, którego gwiazdą w zeszłym roku był znakomity baryton Andrzej Dobber, a w tym liczono na kreację Tomasza Koniecznego, naszego czołowego bas-barytona i Wagnerysty, a przy tym pomysłodawcy całego wydarzenia. Kreacja nastąpiła, choć wypadła połowicznie szczęśliwie.

 

Turandot,Sopot 1

 

Przed Uwerturą ogłoszono, że śpiewak ma problemy głosowe, mimo to zdecydował się wystąpić na scenie. Rozwiązanie problemów głosowych Tomasza Koniecznego było przedsięwzięciem tyleż oryginalnym, co skomplikowanym. Przy tej okazji skorzystano z niekiedy stosowanej formuły, podano bowiem nazwisko zastępcy, dając do zrozumienia, że jeśli...  kłopoty będą się nasilały...

 

Turandot,Sopot 2

 

Dowiedzieliśmy się, że przygotowany zmiennik to ukraiński bas-baryton Oleksandr Pushniak. A potem, w akcie II w zaciemnionym rogu sceny ukazała się zwalista sylwetka dublera ubranego zresztą w taki sam kostium, który niczym jakiś duch Holendra Tułacza, ponoć także będącego duchem, wspierał go swoim głosem. To był bardzo dobry baryton, choć o mniej wyrazistej i jaśniejszej barwie. Konieczny po znakomitym „psychopatycznym” odśpiewaniu wielkiej arii z I Aktu dalej pełnił swą dramatyczną rolę, nawet rytmicznie poruszał ustami, co w śpiewaczym slangu określa się „metodą karpia”. Cóż z tego – uwaga zwrócona była teraz na dublera, który specjalnych ruchów nie wykonywał oparty o ciemną dekorację, „tylko” śpiewał. W takiej sytuacji można się było zająć obserwacją pozostałych wykonawców.


Daland – Rafał Siwek udawał połamanego życiem kapitana żaglowca i ładnie prowadził swój głos, który jednak w niskich partiach nie miał takiego wolumenu, co bas-baryton Tomasza Koniecznego z I Aktu. Erik Dominika Sutowicza doskonale odpowiadał postaci zaniepokojonego kochanka Senty, któremu jakiś „obcy” zamierza odebrać narzeczoną. W sumie to właśnie Erik doprowadza do tragedii, bo Holender Tułacz nie toleruje żadnej konkurencji w sprawach męsko-damskich i „spływa” na morze, a Senta się zabija.

 

Turandot,Sopot 3

 

Tragedia Senty miała wcześniej swoją niewielką zapowiedź „techniczną", bo wózek ze szmacianymi lalkami zostaje przypadkowo uszkodzony (chyba przez zbyt nerwowe ruchy Erika), a śpiewacy na scenie nie potrafili przyczepić odpadających kółek. Erik więc jedną ręką ciągnął dyszel, a drugą podtrzymywał wózek.

 

Turandot,Sopot 4

 

Nic nie umknęło naszej uwagi, także skandaliczne opilstwo sternika, czyli dobrego tenora Rafała Barmińskiego, który tak ostentacyjnie pociągał z butelki, że w końcówce kilka razy wypadali z rytmu nawet chórzyści z Opery Bałtyckiej, i temu nie mógł zaradzić nawet dyrygent Yaroslav Shemet, zwykle zbierający tylko entuzjastyczne recenzje. W tej sytuacji  wszystkie plusy dodatnie zebrała wykonująca rolę Senty śpiewaczka z Litwy Vida Miknevičiūtė. Jej głos mocny i dźwięczny, choć nie wydawał się szczególnie szlachetny w barwie, przykrywał jednak różne niedostatki w pozostałych momentach przedstawienia. Ona potrafiła dramatyczne forte przenieść w takiej samej barwie na najwyższe tony, świetnie też oddawała aktorsko charakter naiwnego dziewczątka, które czeka na księcia z bajki, więc chłopak z sąsiedniej chaty nie jest dla niej żadnym celem życiowym.


A dodatkowo mogła swoją urodą przyćmić niejedną tytułową postać, choćby Księżniczki Turandot. Ciekawe jak poradziłaby sobie z tą ekstremalnie trudną partią u Pucciniego. Vida Miknevičiūtė była jednak tylko ozdobą obsady Holendra, który w stosunku do wystawienia ubiegłorocznego został wzbogacony o dodatkowe efekty akustyczne, poprzez umieszczenie w kilku punktach obszaru Opery Leśnej muzyków grających na rogach i dodatkowe efekty świetlne. Gra ruchomymi i zmieniającymi kolory reflektorami stanowiła zatem jeden z ważnych wizualnych walorów obu przedstawień operowych, Holendra Tułacza i Turandot.

 

Holender,Sopot 4

 

Tu oczywiście trzeba pochwalić Waldemara Zawodzińskiego, reżysera i scenografa w jednej osobie, oraz znakomitego reżysera świateł Bogumiła Palewicza. Nie należy też skąpić w zachwytach dla Ukrainian Freedom Orchestra i prowadzącej całość kanadyjsko-ukraińskiej artystce Keri-Lynn Wilson. Opera Turandot jako widowisko z doskonałą muzyką robiła olbrzymie wrażenie.

 

Holender,Sopot 3

  

Proste wachlarze i szpilki do włosów stanowiące główną dekorację sceny spełniały swoją rolę ciągle poddawane zmiennym nastrojom zgodnie z rozwojem akcji. Dodatkową atrakcją było bardzo dynamiczne pokierowanie chórem i tancerzami przybyłymi z Teatru Wielkiego w Łodzi. Choreografię do takich popisowych sekwencji także wymyślili artyści łódzcy – Joshua Legge i Gintautas Potockas. Przepyszne procesje dworu księżnicki Turandot mogły zrobić wrażenie nawet na najbardziej sceptycznych widzach, a lepszej oprawy muzycznej dla tych scen niż muzyka Pucciniego jeszcze nikt nie stworzył, nawet w Hollywood.


Kiedy więc w otoczeniu celebransów pokazuje się wreszcie sama księżniczka napięcie sięga zenitu. I tutaj przydałby się głos, który powaliłby swym wolumenem wszystkich poddanych. Liudmyla Monastyrska ma za sobą występy w samej Metropolitan Opera w Nowym Jorku i dysponuje odpowiednim głosem do tej partii. Może zdecydowanie i mocno położyć niskie tony i wspina się swobodnie w górne rejestry.

 

Holender,Sopot 5

 

Szkoda, że te najbardziej popisowe wysokie „c”, które w jej arii pojawia się siedem razy, są atakowane na płasko i robią wrażenie jaśniejszych niż pozostałe dźwięki. Może to wina delikatnego nagłośnienia. Jej przyszły małżonek Kalaf – Martin Muehle – jednak miał owo „c” bardziej imponujące. Ubrany dosyć skromnie, w jakiś ciemny surdut, umiejętnie pokazywał swoją pracę myślową przy odpowiadaniu na trzy karkołomne zagadki.

 

Holender,Sopot 8

 

Napięcie potęgowały mrugające światełka ukryte pomiędzy drzewami lasu otaczającego Operę. Najlepiej na całym Baltic Opera Festival wypadł Rafał Siwek, bo wystąpił w obu „leśnych” operach – w Turandot kreował rolę starego Timura. W trójce przyjaciół Ping, Pang i Pong – groteskowo zabawnych urzędników dworskich – na czoło wybijał się Ping – Tomasz Rak. Nie możemy też zapomnieć o świetnie zaśpiewanej partii nieszczęsnej Liu, którą wykreowała gwiazda największych polskich scen – Izabela Matuła. Owacje po zakończeniu przedstawienia były tak duże, że artyści powinni chyba zabisować. Szkoda, że telewizja tego nie pokazała.

                                                                        Joanna Tumiłowicz