Przegląd nowości

„Sobotkowy wieczór” z Toscą

Opublikowano: niedziela, 28, lipiec 2024 14:58

Koncert Iwony Sobotki, naszej wspaniałej sopranistki, nie dosyć, że oddał hołd zmarłemu przed 100 laty kompozytorowi Giacomo Pucciniemu, to jeszcze zamykał popularny festiwal warszawski Ogrody Muzyczne. W tym roku hasłem przewodnim imprezy było niegramatycznie wyłożone polecenie: „Graj Ogrody”. Ogrodem były różne ozdobne rośliny okalające wielki namiot na czworokątnym dziedzińcu Zamku Królewskiego przywiezione przez sponsora festiwalu, ogrodniczą firmę Hortensje.pl.

 

Sobotka 1

 

Ale najważniejsze było oczywiście granie i śpiewanie. Do duetów z Iwoną Sobotką został specjalnie zaangażowany bardzo dobry hiszpański tenor David Baños, zaś na fortepianie towarzyszył artystom dobrze czujący potrzeby śpiewaków Marek Ruszczyński. Pierwszą część wieczoru wypełniły najbardziej znane fragmenty na sopran i tenor z opery Tosca oraz jeden fragment z Madama Butterfly. W drugiej pojawiły się segmenty solowe i duety z mniej znanych oper, jak Dziewczyna z Dzikiego Zachodu, Edgar, Jaskółka. Nie zabrakło też Manon Lescaut, Cyganerii, zaś najsłynniejszy przebój z Turandot – tenorową arię Nessun dorma bohatersko zaśpiewał David Baños. On również wraz z partnerką wykonali na bis specjalnie dla Ambasady Hiszpanii jedną tradycyjną Zarzuelę, bo właśnie ta placówka dyplomatyczna wsparła występ zagranicznego artysty.


Do arii i duetów dokładał się solowo pianista Marek Ruszczyński, który w przerwach między występami śpiewanymi grał opracowane na fortepian popualrne kawałki Pucciniego, m. in. Chór mormorando, czyli po włosku Coro a bocca chiusa z Madama Butterfly. Tym samym Wieczór Sobotkowy zbliżył się nieco do wieczoru Malicki klasycznie, bo tam również wykonywano wirtuozowskie parafrazy słynnych fragmentów mistrza Giacoma. Cóż jeszcze można powiedzieć o tym pięknym koncercie o angielskim tytule Tribute to Puccini.

 

Sobotka 2

 

Był to popis doskonałej szkoły wokalnej w rozkwicie bel canta. Zarówno sopran jak i tenor nie śpiewali siłowo, nie wyciskali górnych tonów, mieli świetną, niezawodną technikę prowadzenia głosu. Ich aparaty wokalne osiągały niezależnie od wysokości dźwięku ten sam skupiony, jednakowy w barwie, brzmiący i świetlisty wolumen. I działo się to niezależnie od tego, czy dany fragment śpiewany był forte, mezzavoce czy piano. Do tego sopran Iwony Sobotki w górnych partiach był kryształowo czysty, pozbawiony jakichkolwiek przydźwięków czy też objawów wysiłku, a wiadomo, że Puccini łatwy do śpiewania nie jest. Oj, chciałoby się tę parę artystów usłyszeć i zobaczyć w normalnym przedstawieniu operowym, w kostiumach i z profesjonalną reżyserią. Te drobne przytulania na estradzie wielkiego namiotu Ogrodów Muzycznych, były co najwyżej namiastką wrażenia, jakie wywiera na słuchaczach i widzach pełnospektaklowa opera. Ale i za ten „Sobotkowy wieczór” ślicznie dziękujemy. Do zobaczenia za rok.

                                                                     Joanna Tumiłowicz