Marek Bracha zabrał nas w muzyczną podróż z mazurkami przez dwa stulecia. Od epoki przedszopenowskiej, reprezentowanej przez Marię Szymanowską, po czasy prawie współczesne, kiedy działali jeszcze Mojsiej Wajnberg i Władysław Szpilman.
Objęto je wspólną formułą mazurków żydowskich, a recital odbył się w synagodze postępowej Tempel na krakowskim Kazimierzu (powstały one na fali Haskali czyli żydowskiego Oświecenia, mężczyźni mogli przebywać z kobietami i golić brody nożyczkami, a na Zachodzie w liturgii wykorzystywano organy) w ramach XX Festiwalu Muzyki Polskiej. Nie wiem czy wszyscy autorzy, których miniatury znalazły się w programie koncertu, byliby zadowoleni z wypominania im pochodzenia, albowiem ich narodowa identyfikacja nie zawsze była z nim związana.
Maria Szymanowska czy Józef Wieniawski jako artyści byli przede wszystkim obywatelami świata, a same mazurki, niczym wcześniej polonez, bardzo szybko zyskały międzynarodowy status i tworzyli je kompozytorzy różnej narodowości (m. in. Czajkowski Dvořák, Skriabin). Prekursorką tego gatunku była Szymanowska.

Jej mazurki posiadają salonowy charakter i odznaczają się elegancją, przy czym uchwytne pozostają jeszcze związki z ich tanecznymi pierwowzorami. W przypadku Wieniawskiego stanowią one jego autorską wizję. Rozbudowaniu uległa ich forma, a także odznaczają się pogłębioną fakturą harmoniczną. Był on siostrzeńcem i uczniem Edwarda Wolffa, którego Mazurki op. 12 są raz liryczne, kiedy indziej bardziej wyraziście zarysowane.
Te Aleksandra Tansmana przynależą już dwudziestowiecznego świata dźwiękowego, przy czym na pierwszy plan wysuwa się w nich czynnik motoryczny. Swobodną fantazję na temat tego gatunku stworzył Tadeusz Zygfryd Kassern w opusie z tempem oznaczonym jako Vivace con fuoco i odznaczającym się ostrym, dysonansowym brzmieniem. W przypadku Mojsieja Wajnberga (Mieczysława Weinberga) mamy jakby do czynienia z fuzją mazurka i walca, których rytmy stopniowo wyłaniają się z rozbudowanych wstępów. Z kolei Władysław Szpilman w nowoczesnej szacie dźwiękowej nawiązuje do Chopina, którego dwie miniatury w tonacji a-moll zwieńczyły całość. Byłem jedyną osobą w kippie pośród nielicznej zresztą publiczności.
Lesław Czapliński