Przegląd nowości

Malicki klasycznie

Opublikowano: niedziela, 21, lipiec 2024 19:52

Właściwie koncert w ramach Festiwalu Ogrody Muzyczne na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie powinien nosić tytuł „Mistrz i Małgorzata”. Klasycznie było to na 75 procent, ale za to sympatycznie, wesoło i pouczająco na 100 proc. Malicki jako pianista, artysta, showman i prowadzący koncerty przeszedł długą drogę, od błyskotliwego solisty-kameralisty, poprzez pomysłodawcę sporego przedsięwzięcia o nazwie Filharmonia Uśmiechu, by teraz kontynuować podobny pomysł w postaci koncertów Wirtuoz i Małgorzata, włączając w swoje gawędy o muzyce i kompozytorach aktualną małżonkę, wiolonczelistkę Małgorzatę Krzyżanowicz.

 

Malicki i Małgorzata 1

 

W swojej pierwszej odsłonie kameralisty imponował muzykalnością i precyzją wykonania w stylu zbliżonym do Murraya Perahia. Późniejszy pomysł telewizyjno-medialnej Filharmonii Uśmiechu zabrał Malickiego na drogę, którą pioniersko kroczył Leonard Bernstein czy Henryk Czyż, a potem Maciej Niesiołowski w cyklu Z batutą i humorem.


Dla Malickiego prócz fortepianowych sekwencji zaczął się okres świetnych kabaretowo-satyrycznych zapowiedzi utworów, dający z czasem tytuł „Mistrza Mowy Polskiej” oraz wianuszek różnych nagród: Wiktorów, Telekamer, Fryderyków itd. Etap kolejny wynikający z tamtych doświadczeń pokazał nam Mistrza jako autora wirtuozowskich aranżacji popularnych utworów, który ma w głowie, czyli w pamięci prawie dwugodzinny repertuar, wspomagającego się improwizacją, unikającego jakichkolwiek nut.

 

Malicki i Małgorzata 2

 

Tu kłania się Glenn Gould, który prowadząc partię fortepianu nawet w Kantatach Bacha czy w kwintetach fortepianowych, polegał wyłącznie na swojej pamięci. Z drugiej strony nasz artysta nie stroni od czysto komicznych gagów przy fortepianie w połączeniu ze swą partnerką Małgorzatą – tutaj także pianistką – w czym przypomina szalenie popularne występy komika i pianisty Victora Borge, z tą różnicą, że jest od niego dużo lepszy. W wielkim namiocie Ogrodów zaprezentował repertuar popularnie mieszający klasyczne aranżacje akcentujące pasażowo-akordową wirtuozerię, z takimi samymi sięgającymi do przebojów piosenkarsko-filmowych.

 

Malicki i Małgorzata 3

 

Nie mogło więc tu zabraknąć parafrazy prześlicznej wiolonczelistki z repertuaru Skaldów, czy jednej z piosenek Zbigniewa Wodeckiego. – Gram na fortepianie utwory, które nie zostały na fortepian napisane. Szaleję po całej spuściźnie naszej europejskiej tradycji i niczego nie wartościuję – powiedział w okolicznościowym wywiadzie. – U mnie wielka aria operowa może się zderzyć z jazzująco dokonaną piosenką. Albo z heavy-metalem.


Jedyną większą formą umieszczoną w koncercie był Richarda Addinsella Warsaw Concerto. Była to rzecz skomponowana dla filmu, ale opierająca się na wymogach pianistycznego stylu Sergiusza Rachmaninowa. Poza tym były już tylko fragmenty np. Pór roku Vivaldiego, czy muzyki do Peer Gynta Griega, czy dwie arie z oper Pucciniego, a także coś z Czajkowskiego. Pojawiły się tanga Piazzoli, a nawet urywki popularnych pieśni czy tańców przerobione w rytmie walca, co jest specjalnością Waldemara Malickiego.

 

Malicki i Małgorzata 4

 

Z kolei Małgorzata Krzyżanowicz pojawiała się jako przerywnik z wiolonczelą, za każdym razem w innej, efektownej sukni, ale z niezbyt odpowiednią do takiego recitalu fryzurą, bo długie rozpuszczone włosy wchodziły jej pod struny instrumentu. Rzecz jednak miała przede wszystkim imponować wizualnie, a nie brzmieniowo, chociaż popisała się również Preludlium z I Suity solo Bacha.

 

Malicki i Małgorzata 5

 

Tym razem akompaniament dorobił do tego Mistrz Malicki. Prześmieszna feeria pomysłów muzyczno-satyrycznych pojawiła się na zakończenie, gdy para pianistów Malicki-Krzyżanowicz zagrała na cztery ręce potpourri popularnych klasycznych utworów jak II Rapsodia Węgierska Liszta czy Karnawał Zwierząt Camille'a Saint-Saënsa. Autor opracowania nie wymieniał po kolei swoich inspiracji. To było wspaniałym, żywiołowym bisem, wesołym, lekkim, skocznym, zachęcającym do zabawy i oklasków. Te były jak najbardziej zasłużone. Brawo Mistrzu i Małgorzato!

                                                                   Joanna Tumiłowicz