Sztuka Multimedialne Coś Bogusława Schaeffera została napisana w 2002 roku. Wystawienie tego filozoficznego komediodramatu ma już swoją długą historię. Jednak na ponad 60 sztuk tego autora ta pozycja wydaje się cokolwiek nieuporządkowana, co doskonale wykorzystał Waldemar Obłoza, reżyser spektaklu wykonanego w formie czytania performatywnego w Pałacyku Szustra.
Jednym z głównych pomysłów inscenizatorskich było wywołanie efektu zwrotnego, czyli włączenie publiczności do realizacji przebiegu wydarzenia, zarówno w formie akcji śpiewanej, tańczonej, a nawet komponującej na papierze nutowym z pięcioliniami. Pięciolinia leżąca na podłodze opatrzona dużym kluczem wiolinowym była też główną dekoracją tego kameralnego spektaklu. Waldemar Obłoza włączył jeszcze swego syna Igora oraz aktorkę Dorotę Zielińską, która w finale wykonała znakomity kulturoznawczo-polityczny monolog na temat zagrożeń dla kultury i ludzkiego bytowania w ogólności.
Jednakże największą rewelacją był potraktowany jako akompaniament występ świetnego skrzypka i podróżnika Mateusza Adamczyka, który grał „rozmaite kawałki” wzięte z klasyki, ale także rewelacyjnie improwizował „pod tekst” Schaeffera, dialogując na bieżąco z aktorami.

Wspomagał się też podkładem elektronicznym, a także elektronicznym pogłosem i echem dublującym wydobywane z instrumentu tony. Można więc powiedzieć, że obok napisanego ręką Bogusława Schaeffera utworu scenicznego traktującego jak zwykle o dylematach artysty, który jest niby muzykiem, ale z pewnością kimś jeszcze, mieliśmy także bardzo inspirujący koncertowy występ muzyczny Mateusza Adamczyka, który dodatkowo przygrywał sobie na fortepianie. Wreszcie sam zagrał skomponowane przez słuchaczy „utworki”, które w jego wykonaniu okazały się znakomite.
Trzecim zaś elementem były sekwencje, które wykonywała publiczność zgromadzona w siedzibie Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego im. Stanisława Moniuszki. Aktorzy prowadzili zgodnie ze scenariuszem, dosyć burzliwą dyskusję ubogaconą niekiedy brzydkimi wyrazami, ale to „COŚ" było tylko dodatkiem do swobodnie potraktowanej i inspirującej „reszty”.

„Sam tytuł nie mógł więcej powiedzieć niż to, co nieśmiało sugeruje. Jest to coś teatralnego, coś dla teatru, a przede wszystkim coś dla aktora schaefferowskiego” – tak o sztuce mówił sam Mistrz, Bogusław Schaeffer, człowiek wielu talentów i niespożytej energii twórczej, praktyk i teoretyk muzyki współczesnej, ale zarazem dramaturg i autor barwnych kompozycji graficznych. Jak mówi legenda w jego gabinecie w Mozarteum w Salzburgu miał dwa biurka zestawione tyłem do siebie. Siadając przy jednym Mistrz komponował muzykę, przy drugim zaś pisał dramaty sceniczne.
Organizator wydarzenia muzyczno-teatralnego Fundacja Przyjaciół Sztuk Aurea Porta kierowana przez Krystynę Gierłowską od lat zajmuje się archiwizacją dzieł Mistrza i popularyzowaniem ich w Polsce i na świecie. A ponieważ spuścizna jest ogromna, więc takich wydarzeń jak owo „COŚ” powinno być co najmniej dziesięć razy tyle. Tymczasem kolejna Era Schaeffera zaplanowana jest na 27 października.

Co w nas zostaje po wyjściu ze spektaklu Multimedialne Coś? Przekonanie, że świat jest pokręcony, że kultura ogólnoludzka stacza się w niebyt, że żyjemy w oparach absurdu i nie potrafimy się komunikować z otoczeniem, że chcemy bliźnim narzucić swoją wolę, ale pochłania na wszechobecna przemoc. A przecież mogło być tak pięknie i mądrze. Bo spektakl się zaczął na schodach Pałacyku Szustra, gdzie w formie zaproszenia Mateusz Adamczyk zagrał fragment Suity Jana Sebastiana Bacha na skrzypcach solo.
Joanna Tumiłowicz