W pudełku jest pięć płyt z kwartetami pięciu polskich kompozytorów. Wszystkie gra Kwartet DAFO złożony z czterech artystek. To jubileuszowe wydawnictwo na 30-lecie zespołu wydane przez DUX. Fakt, że panie z DAFO wybrały właśnie taki program jest czymś subiektywnym, ale zarazem bardzo interesującym.
Mamy zatem quasi – encyklopedyczny przegląd, a zarazem wizytówkę rodzimej współczesności kameralnej w znakomitym wykonaniu. Niekiedy dołączają do nich inni instrumentaliści, jeśli kompozytor tworzył na poszerzone składy z udziałem kwartetu smyczkowego. Są też składy mniejsze, np. utwory na trio smyczkowe. Taką gamę możliwości prezentuje już pierwsza płyta z utworami Krzysztofa Pendereckiego. Jest ona również przeglądem różnych stylów, które obierał do swojej muzyki ten twórca. Mamy zatem buntownicze, awangardowe Kwartety nr 1 i nr 2, gdzie kompozytor starał się eksperymentować z instrumentami smyczkowymi, wydobywać z nich całkiem nieoczywiste brzmienia, popisywać się swoją nowoczesnością w traktowaniu materiału muzycznego.
Utwory na kwartet smyczkowy ułożone są na płycie w porządku chronologicznym. Jest również kompozycja na klarnet z kwartetem, która zapowiada już zmianę w podejściu Pendereckiego do tradycji postromantycznej, gdzie pojawiają się łatwe do rozpoznania zwroty melodyczne, jakże charakterystyczne, w tym powtarzające się w wielu utworach nerwowe 3, albo 6-dźwiękowe tercje małe w górę i w dół, a także inne typowe dla jego języka muzycznego pochody półtonowe. Mamy tu wreszcie jeden z najczęściej wykonywanych kwartetów nr 3 z „literackim” tytułem Kartki z nienapisanego dziennika, gdzie wszystkie autorskie cechy rozpoznawcze pojawiają się wraz z nawracającą melodią przypominającą żydowską piosenkę. Druga płyta w komplecie zapoznaje nas z kwartetami Karola Szymanowskiego i na dokładkę prezentuje Kwartet nr 4 Grażyny Bacewiczówny z 1951 roku. Tutaj obracamy się w podobnej stylistyce modernistyczno-postromantycznej. U Szymanowskiego ekstatyczne wizje dźwiękowe przenoszą nas w okolice Tatr Wysokich, co sugeruje zresztą grafika zamieszczona na okładce, a w Kwartecie nr 2 wychwytujemy nawet zaśpiew góralski z Harnasiów, tyle, że rozpracowywany wariacyjnie. W kwartecie Bacewiczówny nastrój pozostaje niezmieniony, ale tematy o pochodzeniu ludowym nie są brane z góralszczyzny, choć jeszcze za życia Karola Szymanowskiego kompozytorka na prośbę Grzegorza Fitelberga opracowała balet Harnasie na dwa fortepiany. Tutaj jednak czerpie z folkloru „nizinnego”, m.in. słychać motyw pieśni Ach, w tej studni źródło bije, którą opracował także wokalnie Witold Lutosławski w Tryptyku śląskim. Trzeci i czwarty krążek wypełnia dorobek Henryka Mikołaja Góreckiego, którego w zestawieniu z poprzednio słuchanymi twórcami trzeba by uznać za „enfant terrible” polskiej muzyki współczesnej. Świadczą o tym sposoby dosyć brutalnego, bezlitosnego traktowania zarówno wrażliwości muzyków, jak i słuchaczy. Po prostu szorstkość brzmień kwartetu, celowe obsesyjne powtarzanie, jakby we wściekłym gniewie, pewnych kilkudźwiękowych struktur i to nie po cztery, pięć czy sześć razy, ale kilkanaście, a może i więcej, są często próbą wytrzymałości psychicznej a nawet fizycznej smyczkowców. Niejeden wykonawca we własnym gronie skarżył już się, że jeśli powtarza się coś takiego wielokrotnie, to w którymś momencie muzyk już nie wie, gubi się, czy gra po raz 16, czy 18 dany zestaw i tylko domyśla się, że zaraz nastąpi zmiana dźwięków, ale obsesyjne powtarzanie zacznie się od nowa. To się nazywa repetytywność, jako jedna z form minimal music i stanowi ważną z cech twórczości Henryka Mikołaja Góreckiego. Ale jest jeszcze druga, istotniejsza cecha, starannie hamowane emocje w dozowaniu nastroju smutku, lamentu, tragizmu, które nawet bez słów są zrozumiałe dla każdego wrażliwego słuchacza niezależnie od miejsca na Ziemi. I tę cechę przede wszystkim starają się oddać wykonawczynie z DAFO String Quartet. W zrozumieniu muzyki pomagają nieco literackie tytuły poszczególnych dzieł. Kwartet nr 1 ma podtytuł Już się zmierzcha, co stanowi nawiązanie do renesansowego utworu chóralnego Wacława z Szamotuł, który z kolei nazwał swoją pieśń Modlitwą gdy dziatki idą spać. Na płycie podtytuł ten występuje w niewiele znaczącym tłumaczeniu angielskim Already Dusk. W kwartecie tym są zawarte nieśmiałe, a raczej niewyraźne cytaty z Szamotulczyka, ale istotna jest jednak warstwa emocjonalna. Podobnie Kwartet nr 2, który ma w oryginale podtytuł włoski Quasi una Fantasia, w założeniu nawiązywać powinien do Sonaty Beethovena zwanej Księżycową, ale z preromantyzmem nie ma wiele wspólnego.
Muzykolodzy dopatrzyli się natomiast cytatu z Chopinowskiego Poloneza, ale to również jest mylny trop. Wreszcie najczęściej wykonywany Kwartet nr 3, któremu kompozytor nadał podtytuł ... pieśni śpiewają (...songs are sung'), jest jego ostatnim utworem na ten skład i najsilniej oddaje nastrój żałoby, śmierci, lamentu, odchodzenia od świata żywych, także towarzyszący słuchaczom III Symfonii pieśni żałosnych, sztandarowego dzieła tego twórcy.

Wreszcie trafiamy na piąty krążek tego boxu, utwory jedynego żyjącego artysty w tym zestawie, Pawła Łukaszewskiego. Najkrócej można by powiedzieć, że jego utwory na Kwartet smyczkowy i na Kwintet fortepianowy, stanowią syntezę wcześniej zaprezentowanych pozycji. Łukaszewski doskonale opanował umiejętność pisania na taki czteroinstrumentowy skład, świetnie też potrafi scalić brzmienia skrzypiec, altówki i wiolonczeli. Gdy odzywają się te instrumenty słuchacz niekiedy nie jest w stanie powiedzieć, czy to skrzypce intonują główny temat, nie rozróżnia też instrumentów towarzyszących. To zasługa zarówno grających jak i kompozytora. Stylistycznie natomiast proponuje słuchaczowi zarówno eufoniczne struktury postromantyczne, jak i ostinatowe powtórki bliskie repetytywnym sekwencjom Góreckiego. Zamiast idiomu „tercji małej” u Pendereckiego stosuje „sekundę małą”. Nie przywodzi do naszych uszu tematów z folkloru, ale wprowadza pewne cechy i rytmy muzyki francuskiej z grupy „SIX”, np. Poulenca, a także propozycje znane z filmu lub piosenek Zygmunta Koniecznego. Jego utwory są o wiele krótsze niż Góreckiego, ale propozycji jest za to więcej i są bardziej zróżnicowane. Dominuje prostota i jest w nich sporo lekkości. Żaden utwór nie kończy się rozbudowaną kadencją ani kodą, wystarczy czysty akord dur lub moll na finał. Nie ma rozdzierania szat i egzystencjalnych tragedii, więc na swe 30-lecie DAFO String Quartet zamyka rocznicowy box optymistycznie.
Joanna Tumiłowicz