Przegląd nowości

Chwała Wacławowi Pankowi

Opublikowano: wtorek, 09, lipiec 2024 17:02

30 czerwca odszedł do Krainy Wiecznej Muzyki polski muzykolog dr Wacław Panek. Pierwszy raz zetknąłem się z nim na korytarzu Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Fryderyka Chopina w Opolu. Wacek miał wtedy 14 może 15 lat. Zobaczyłem z jaką pasją dyskutuje o muzyce z profesorami od przedmiotów teoretycznych. Byłem tym nieco zaskoczony, bo zrozumiałem, że ten chłopak jest w naszej szkole kimś nieprzeciętnym, wyróżnia się spośród innych uczniów. Po maturze jednak nasze drogi się rozeszły.

 

Waclaw Panek

 

Ja pojechałem na studia do Szczecina, a on do Warszawy. Gdy po podyplomowych studiach dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim  zaczynałem pracę w zawodzie z jeszcze większym zaskoczeniem przyjąłem wiadomość, że Wacek już od dawna jest dziennikarzem piszącym o muzyce, że nie tylko drukuje recenzje, artykuły, ale pisze książki o muzyce, a nawet scenariusze i dramaty teatralne. Potem dotarło do mnie, że założył gazetę lokalną i jeszcze wydawnictwo książkowe o nazwie Wydawnictwo Polskie, co mocno podkreślało jego patriotyczną postawę. W ramach kontaktów koleżeńskich Wacek przesłał mi biografię Jana Kiepury oraz Polski śpiewnik narodowy. 


Z czasem okazało się, że mój znajomy ze szkoły muzycznej wydał ponad 40 pozycji książkowych poświęconych muzyce, że organizował festiwale, a nawet przez jakiś czas pracował w Ministerstwie Kultury.  Gdy zostałem na kilka lat redaktorem naczelnym czasopisma „Życie Muzyczne” Polskiego Związku Chórów i Orkiestr zaczęliśmy współpracować. Pewnego razu Wacek poprosił, bym z powodu ważnego wyjazdu pilnie zastąpił go w roli prowadzącego koncert jakiejś amatorskiej orkiestry. Przyjąłem to bez wahania traktując zadanie jako koleżeńską uprzejmość. I znów byłem zaskoczony, gdy Wacek po kilku dniach przyniósł mi pieniądze, które wynikały z podpisanej przez niego umowy, a sam pewnie musiał zapłacić podatek od tej kwoty.

 

Panek,Kariery i legendy

 

I jeszcze jeden fakt z działalności Wacława Panka godny jest zauważenia. On nigdy nie zapomniał Opola, gdzie się wychował i chodził do szkoły. Utrzymywał z naszym miastem ciągłe kontakty. Doktorat obronił na Uniwersytecie Opolskim, wspierał też nauczycieli ze szkoły muzycznej, którzy publikowali w jego wydawnictwie popularne biografie kompozytorów. To było szczególnie sympatyczne, bo znów, dzięki tym książeczkom miałem kontakt np. ze Zbigniewem Kościowem, który potrafił mnie zaciekawić na lekcjach słuchania muzyki arcydziełami sztuki symfonicznej takich kompozytorów jak Ryszard Strauss, Rimski-Korsakow, czy Debussy. Jedną z takich broszur Zbigniewa Kościowa poświęconą Giacomo Meyerbeerowi wykorzystałem w prelekcji wygłoszonej niedawno do uczestników wyprawy do Brukseli na przedstawienie opery Hugonoci. I teraz trzeba było pożegnać kolegę podczas bardzo bogato muzycznie oprawionego nabożeństwa żałobnego w Kościele p.w. Matki Bożej Królowej Polski w podwarszawskim Wołominie. Przeżyłem tu kolejne zaskoczenie, bo ksiądz w kazaniu wspomniał, że Wacław Panek ufundował witraże dla tej świątyni.

                                                                           Bronisław Tumiłowicz