Dawno, dawno temu modne były widowiska światło i dźwięk (son et lumière), urządzane na tle historycznych obiektów architektonicznych. A jeszcze dawniej w ich scenerii miały miejsce iluminacje za pomocą rozstawionych lampionów. I właśnie do tych czasów nawiązuje najnowsze widowisko krakowskiego Baletu Dworskiego Cracovia Danza Muzyka na wodzie.
A więc akwatycznych kompozycji George'a Fridericka Haendla i Georga Philippa Telemanna. Scenografię tworzą tym razem niefiguralne, barwne projekcje świetlne (projekcje: Krzysztof Antkowiak, światła: Grzegorz Marczak i Dariusz Brojek).
Wraz z fantazyjnymi kostiumami (kost. Elżbieta Wójtowicz-Gularowska) i historycznymi układami choreograficznymi tworzą wizualizacje muzycznych suit wspomnianych kompozytorów, odwołujących się do ówczesnych tańców: celtyckich – hornpipe, gigue i passepied, francuskich – bourrée, loure, rigaudon, gawota i menueta oraz hiszpańskich – sarabandy i canarie. Mamy zatem do czynienia z divertissenent wolnym od konkretnych treści fabularnych, zamykającym się natomiast w kręgu właściwych dla tamtej epoki wyobrażeń alegorycznej natury.
Spektakl otwierają cztery postacie, płynnie przesuwające się po scenie (Małgorzata Nabrzeska, Maks Bierko, Ewelina Keller i Michał Kępka) i uosabiające bóstwa źródeł. Znaczne wrażenie wywiera ustęp z postaciami najad igrających pośród rzecznych fal, imitowanych za pomocą poruszanych i drapowanych wstęg błękitnej materii.

Okazuje się, iż czasem zwykła pomysłowość przynosi znacznie większe efekty od skomplikowanej maszynerii teatralnej. Najdłuższą sekwencję tworzą obrazy swego rodzaju fêtes galantes, wyrażające tańcem ideę starożytnego wodolecznictwa "sanus per aquam" (korzystał z niej cierpiący na podagrę Poncjusz Piłat z opowiadania Anatole'a France'a), od której skrótu wzięło nazwę popularne uzdrowisko belgijskie, a przejętą dziś przez liczne ośrodki kąpielowe.

We wchodzącym w jej skład pas de quatre szczególnie wyróżniali się pod względem techniki Filip Świeczkowski i wymieniony już Michał Kępka. Układy do scenariusza Romany Agnel opracował Pierre-François Dollé, kierujący podobnym zespołem baletowym działającym w Wersalu, choć te barokowe nie są tak wirtuozowskie i efektowne jak późniejsze klasyczne i romantyczne. Zamiast wielkiej apoteozy przedstawienie zamyka igranie świateł, spokrewnionych z wodnym żywiołem, a od którego się ono rozpoczęło.
Lesław Czapliński