Przegląd nowości

Oszust doskonały, nawet pies dał się nabrać

Opublikowano: czwartek, 27, czerwiec 2024 18:36

Do katalogu rutynowych oszustw od pewnego czasu zalicza się metodę „na policjanta" i metodę  „na wnuczka”. Znakomity reporter Mirosław Wlekły opisał natomiast nietuzinkową metodę „na serce”, a warszawski Teatr Powszechny na podstawie opublikowanego tekstu zrealizował niezły spektakl idący śladem dziennikarskiego śledztwa.

 

Metoda na 1

 

 

Sam Mirosław Wlekły dał się nawet namówić na udział w dokręconym filmiku, gdzie przydzielono mu najmniejszą rólkę księdza, sprzedającego dewotkom hostie. Taki mini-oszust do kolekcji. Jaki to ma związek z dziennikarskim śledztwem nie wiadomo. Właściwie oszustów jest w przedstawieniu dwoje: On – Jan, były ksiądz i były ojciec rodziny zastępczej, a właściwie przestępczej, w której na każde gnębione i szprycowane lekami dziecko otrzymywał 5 tys. zł miesięcznie.

 

 Metoda na 2

 

Podawał się też za prokuratora. Ona, Agata, jego partnerka, która upatrzyła sobie zamożną osobę i wmówiła jej, że jest jej siostrą. A więc mamy tutaj również metodę „na siostrę”. „Siostra” to szlifierka diamentów, przyjaciółka amerykańskich prawników i słynna artystka. Natomiast do oszukiwania metodą „na serce” potrzebny był człowiek-legenda o nazwisku Religa. W spektaklu wymienia się je kilkanaście razy, Religa – to, Religa – tamto. Z braku nieżyjącego już prof. Zbigniewa Religi posłużono się personaliami jego syna, także kardiologa, który jakoby leczy na odległość, wysyła maile, a nie posługuje się nawet telefonem, bo jak twierdzą oszuści, telefon mu się popsuł. 


Publiczność śmieje się widząc naiwność oszukiwanych, ale w podsumowaniu ekspert – psycholog wyjaśnia, że oszust jeśli się sprzęgnie z psychopatą to taka mieszanka jest w stanie nabrać każdego i praktycznie najczęściej uchodzi jej to płazem. Czy spektakl oparty na drukowanym i podkastowym reportażu jest ostrzeżeniem?

 

 Metoda na 3

 

Raczej nie. Przedstawienie w reżyserii Katarzyny Szyngiery, mimo, że w nim nikt nie śpiewa i nie tańczy, jest widowiskiem rozrywkowym, niezbyt straszną komedią o naiwności ludzkiej. Realizatorzy wiedzeni swoją wyobraźnią ozdobili spektakl licznymi „atrakcjami”. Dwie nagie panie wychodzą z wanny, aktor grający reportera wspina się po pionowym murze (jest jednak ubezpieczony liną), odgrywa również scenę w autentycznym kajaku.

 

Metoda na 4

 

Wiosłuje, tylko wody nie ma, choć w wannie była. A w finale otrzymujemy wisienkę na torcie, pojawia się profesor psychologii, który przychodzi do studia radiowego z własnym psem. Zgodnie z nieśmiertelnymi prawami tworzącymi teatralną magię pies i dziecko na scenie odwracają uwagę od pozostałych postaci i toczącej się akcji. Wszyscy czekają co zrobi ten nieprofesjonalny uczestnik wydarzenia. Pies psychologa z początku zachowywał się godnie, leżał pod stołem. Reżyserce jednak zaświtała myśl, by aktor owinięty białą firanką, czyli udający ducha, ale nazwany Potwór Firana, przerwał radiowy wywiad i porwał dziennikarza siedzącego na fotelu na kółkach. Pies zareagował odruchowo, pognał szczekając za uciekającym duchem, ale po chwili wrócił spokojny do swojego pana, by umiejętnie pozować do oklasków. I znowu sukces teatru, który się wtrąca.

                                                                                      Joanna Tumiłowicz