Przegląd nowości

Od Dvořáka do Karłowicza

Opublikowano: poniedziałek, 24, czerwiec 2024 20:51

Występ zamykający sezon koncertowy Polskiej Orkiestry Sinfonia Iuventus im. Jerzego Semkowa na samym początku zaskoczył oryginalnym utworem Antonína Dvořáka Serenadą na instrumenty dęte. Zobaczyliśmy muzyków, którzy rozsiedli się półkolem wokół pustego podium dyrygenckiego i chociaż zapowiadano skład dęty, znalazła się też jedna wiolonczelistka i kontrabasista. W utworze nie były reprezentowane wszystkie instrumenty dęte, ale tylko wybrane – trzy rogi, dwa fagoty, dwa klarnety i dwa oboje.

 

Sinfonia Iuventus 20

 

Brzmieniowo wszystkie były świetnie dopasowane do siebie, a wiolonczelę z kontrabasem też doskonale kompozytor przyrównał do barwy rogów i fagotów.  Czteroczęściowy i dosyć zróżnicowany dynamicznie utwór miał skomplikowaną konstrukcję, bo niektóre instrumenty jakiś czas pauzowały, czasami dzieliły się w grupach. Również od strony rytmicznej Serenada oparta o czeski folklor taneczny, też nie przedstawiała się całkiem prosto, wydawało się więc, że tutaj zdecydowanie przydałby się dyrygent.

 

Sinfonia Iuventus 21

 

Nie dało się też zauważyć, by któryś z instrumentalistów przejął rolę prowadzącego, choćby ruchem głowy zapowiadającego początek części, zwolnienie czy zakończenie. Można było przyjąć jedynie, że wiodącą rolę spełniają od czasu do czasu dwie artystki siedzące na brzegu po prawej i lewej stronie, oboistka i klarnecistka, a niekiedy wiolonczelistka, którą umieszczono centralnie pomiędzy dęciakami. Pytanie zadane po występie Wiktorii Krużyk grającej na klarnecie, też nie dało jednoznacznej  odpowiedzi. Kto kierował? Wszyscy? Czy tylko niektórzy? – To zależy w którym miejscu utworu – usłyszeliśmy w odpowiedzi. Po Serenadzie dyrygent Norbert Twórczyński jednak pojawił się i pokierował składem Sinfonii Iuventus w ciekawym Koncercie klarnetowym Karla Nielsena. Ten największy kompozytor duński nie był ani romantykiem, ani neoklasykiem, ani modernistą.


Być może najwięcej łączyło go ze skandynawskimi twórcami, takimi jak Jan Sibelius, z uwagi na niekiedy ostre kontrasty i pozornie nieprzyjazne słuchowo frazy muzyczne. Natomiast najwięcej uwagi przykuwał swoją nieprawdopodobną maestrią wirtuozowską solista Krzysztof Grzybowski. Kompozytor przygotował dla niego kilka popisowych kadencji, którymi klarnecista dzielił się z nami bez obawy, że przeszkodzi mu któryś z muzyków orkiestry. Dyrygent czujnie śledził karkołomne pasaże instrumentu i na koniec wprowadzał tutti.

 

Sinfonia Iuventus 22

 

Po przerwie pełny skład orkiestry zaprezentował mało znaną, ale solidnie przygotowaną Symfonię e-moll Odrodzenie op.7 Mieczysława Karłowicza. Utwór określany jako młodzieńczy owoc studiów kompozytorskich w Berlinie, ma wyraziste tematy, często dramatyczne, ale i liczne motywy liryczne, nostalgiczne przywołujące także młodzieńcze Pieśni tego twórcy. Dyrygent ogromnie skontrastował przebieg utworu. Gwałtownie zrywał się do sekwencji forte, by zaraz ściszyć narrację i złagodzić brzmienia poszczególnych grup instrumentów. Tak było do samego końca, do Allegro maestoso, w którym pojawia się patetyczny, chorałowy motyw grany przez blachę.

 

Sinfonia Iuventus 23

 

To efektowne zakończenie odpowiadało w pełni podtytułowi Symfonii Odrodzenie. Z tym, że najprawdopodobniej nie chodziło tu o odrodzenie państwowości polskiej, ale odrodzenie ducha człowieka uwikłanego w różne nieszczęścia i zwątpienia. Taka była ówczesna moda, czerpiąca z nihilizmu i dekadentyzmu „przybyszewszczyzny”. W opublikowanym programie prawykonania dzieła w 1903 roku napisano m.in., że dochodzi tu do: przebudzenia duszy na zew „wiekuistego hasła” i tryumfu nad przeciwnościami. Niezależnie od wszystkiego dziwić może tylko fakt, że Mieczysław Karłowicz nie jest tak znanym w świecie twórcą jak np. Karl Nielsen, a dopiero teraz jego najlepsze utwory, jak Koncert skrzypcowy, są włączane do repertuaru przez światowej sławy wiolinistów.

                                                                       Joanna Tumiłowicz