Opera w Awinionie szczyci się ciekawymi i utrzymanymi na wysokim poziomie propozycjami repertuarowymi, chociaż dysponuje mniejszym budżetem niż czołowe sceny Francji. Stojący na jej czele dyrektor Frédéric Roels (będący jednocześnie reżyserem) potrafi zainteresować wierną mu publiczność zarówno atrakcyjną ofertą artystyczną, jak i rozmaitymi inicjatywami mającymi na celu wprowadzanie w świat sztuki lirycznej młodych odbiorców.

O tym, że warto przywołaną placówkę odwiedzać, można się było teraz przekonać raz jeszcze wybierając się na zamykającą bieżący sezon realizację Borysa Godunowa Musorgskiego, przygotowaną w koprodukcji z Operą Monte Carlo. Atrakcyjność tego spektalu polega między innymi na tym, że zdecydowano się sięgnąć po praktycznie zupełnie miłośnikom opery nieznaną wersję z 1869 roku tego dzieła (czteroczęściową i w siedmiu obrazach). Charakteryzuje się ona bardziej zwartą architekturą muzyczną, zdecydowanie się różniącą od pełnej rozmachu i dźwiękowej gęstości wersji Rimskiego-Korsakowa.
W dodatku punkt ciężkości jej dramaturgii jest w większej mierze zorientowany na psychologiczne zmagania cara niż na budowanie historycznego fresku. Tym bardziej za słuszną należy uznać decyzję pokazania całego przedstawienia bez przerwy, co pozwala utrzymać niczym niezakłóconą ciągłość narracji dramaturgicznej. Wyreżyserował je Jean-Romain Vesperini mający już w swoim bogatym dorobku wiele docenionych przez widzów i krytykę realizacji na prestiżowych scenach świata.

Również i w tym przypadku trudno nie zachwycić się inteligentnie przeprowadzoną, poruszającą pod względem plastycznym i przykuwającą nieustannie uwagę publiczności wizją rosyjskiego dzieła, tradycyjną w najlepszym znaczeniu tego pojęcia, nie uciekającą się do banalnych transpozycji i pozbawionego uzasadnienia uwspółcześniania na siłę jego treści.

Zamiast pseudo-innowacji otrzymujemy spektakl skonstruowany z fascynujących i przede wszystkim wypełnionych znaczeniami i szeroką gamą emocji obrazów, na długo zapadających w pamięć widza. Co ważne, zostają one wyprowadzone bezpośrednio z warstwy muzycznej, co niestety nie zawsze jest przez inscenizatorów przestrzegane. Cała akcja, a właściwie swoiste studium psychologiczne Borysa, jest rozgrywana na dwóch poziomach scenograficznej konstrukcji autorstwa Bruno de Lavanère’a. Jej pierwsze piętro, z wyeksponowanym tronem cara, podpierają tworzące rodzaj labiryntu słupy-drzewa, wśród których pojawiają się lub znikają tajemnicze i - jak możemy się domyślać - będące wytworem chorej wyobraźni Borysa postaci, na przykład zamordowanego przezeń carewicza Dymitra.
W wielu odsłonach ów fantasmagoryczny Dymitr zajmuje miejsce na tronie, jakby dla podkreślenia, iż to właśnie jemu należy się carska korona. Ten symbolizujący sferę władzy poziom wymownie kontrastuje z parterem, na którym gromadzi się zalękniony i ucieleśniany przez chórzystów tłum. Na uznanie zasługuje rezygnacja z tak często tej operze przypisywanego przepychu i wystawności na rzecz wizualnej powściągliwości i oddziaływania na widza za sprawą atmosfer i doskonale czytelnej symboliki. Niemały udział w konkretyzacji takiego ujęcia ma niemal impresjonistyczna, niekiedy wręcz magiczna, a czasem przyjmująca nawet mistyczne akcenty reżyseria świetlna Bertranda Coudereca (w Awinionie odtworzona przez Simona Anquetila) i subtelne, zdradzające hieratyczne odniesienia projekcje wideo Etienne’a Guiola (odtworzone przez Frédérika Audrina).

Trudno na przykład nie poddać się widokowi cerkiewnych dzwonów czy prawosławnych ikon, które w zależności od stanu ducha cara zjawiskowo zmieniają natężenie swojego zabarwienia. W pierwszej scenie, rozgrywającej się przed Nowodiewiczym Monastyrem, pojawia się bladosiny księżyc, niespodziewanie przekształcający się stopniowo w rozszerzoną gałkę oczną, zapewne dla symbolicznego zwrócenia uwagi publiczności na stan umysłu głównego bohatera, prześladowanego złowieszczymi wizjami i poczuciem winy. To oko przypomina również i o tym, że car nieustannie szpieguje swoich podwładnych, aby zawczasu zapobiec każdej formie rewolty. Duże wrażenie wywiera też podczas sceny halucynacji Borysa widoczny w tle ortodoksyjny wizerunek Chrystusa, wokół którego rozchodzą się czerwone strużki krwi, nie pozwalające zapomnieć o popełnionej na carewiczu Dymitrze zbrodni. Czerwony kolor wystroju dalszego planu towarzyszy też skardze Jurodiwego, straszącego drwiące z niego dzieci carobójcą. Celnie charakteryzujące poszczególne postaci stroje (Alain Blanchot) oraz dopracowana w najmniejszym szczególe gra aktorska (także w scenach zbiorowych) w dużym stopniu przyczyniają się do sukcesu omawianego przedsięwzięcia. Poruszającym zwieńczeniem niebanalnej wizji Vesperiniego jest widok słaniającego się w ciemnościach i żegnającego się z życiem Borysa, tym razem symbolicznie przeniesionego do niższego poziomu tyranizowanego przezeń ludu. Luciano Batinić sugestywnie ukazuje trawiącego wyrzutami sumienia i nawiedzanego koszmarnymi reminiscencjami popełnionej zbrodni władcę. Chorwacki bas imponuje gęstym brzmieniem świetnie w każdym momencie kontrolowanego głosu oraz pełną zaangażowania grą sceniczną. Dostojnym i mocnym basem dysponuje też występujący jako stary mnich Pimen pochodzący z Gruzji Nika Guliashvili.
Kniazia Wasyla Szujskiego zajmująco ucieleśnia operujący wieloma odcieniami wyrównanego we wszystkich rejestrach tenoru Kresimir Spicer, a Jean-François Baron w pełni wykorzystuje energetyczny i giętki baryton do nadania odpowiedniego charakteru postaci sekretarza Dumy Szczełkałowa. W dwóch charakterystycznych - drugoplanowych, ale jakże po mistrzowsku tutaj zbudowanych - rolach Warłama i Mitiucha swoje wokalno-sceniczne doświadczenie popisowo prezentuje Aleksander Teliga, zaś w krótkich, ale nasyconych emocjami interwencjach żebraka Jurodiwego pochodzący z Madagaskaru tenor Blaise Rantoanina pokazuje najlepsze walory swojej sztuki.

Z kolei wiarygodnym Grigorijem, młodym towarzyszem Pimena, jest François Rougier, oklaskiwany równie gorąco jak wcielająca się w Nianię i Szynkarkę mezzosopranistka Svetlana Lifar. Ponadto z powodzeniem występują Estelle Bobey (Fiodor), Lysa Menu (Ksenia), Linfeng Zhu (Nikitycz) i Julien Desplantes (Bojar).

A miejscowy chór operowy tradycyjnie już zachwyca okrągłym i gęstym brzmieniem oraz kolektywną muzykalnością. Na czele Orkiestry Narodowej Avignon-Provence stoi Dmitry Sinkovsky, do tej pory specjalizujący się w repertuarze barokowym skrzypek i śpiewak, który ostatnio coraz częściej ujawnia również swój talent w zakresie sztuki dyrygenckiej. Prowadząc arystokratycznym gestem i z nieomylnym instynktem dramatycznym cały zespół wykonawczy, rosyjski kapelmistrz wydobywa z partytury Musorgskiego intensywną ekspresję i zróżnicowaną kolorystykę dźwiękową, które cały czas pozostają w ścisłym zespoleniu z tekstem libretta.
Leszek Bernat