Przegląd nowości

Pokojowo w Filharmonii Narodowej

Opublikowano: poniedziałek, 10, czerwiec 2024 20:57

Odchodzący po 5 latach Maestro Andrzej Boreyko przedstawił dziennikarzom swego następcę na stanowisku dyrektora artystycznego – Maestro Krzysztofa Urbańskiego oraz Pierwszego Dyrygenta Gościnnego – Maestro Christopha Königa. To absolutna nowość w obyczajach zmiany władzy w Kraju nad Wisłą, bo zwykle nowy szef stara się umniejszyć zasługi poprzednika i raczej się z nim wspólnie nie pokazuje.

 

Filharmonia,Friede 1

 

Swój ostatni koncert, który można nazwać pożegnalnym, Andrzej Boreyko rozpoczął kompozycją Arnolda Schönberga Friede auf Erden czyli Pokój na świecie napisany na chór mieszany a cappella. Tę wspaniałą muzykę skrzącą się zmianami nastrojów, „ostrzałami” starego systemu Dur-moll i czystym końcowym akordem w D-dur, przygotował sumiennie szef Chóru Filharmonii Narodowej Bartosz Michałowski, ale ostatni szlif nadał kompozycji odchodzący dyrektor.

 

 Filharmonia,Friede 2

 

Zespół śpiewaków będący jak raz w znakomitej formie wokalnej, perfekcyjnie reagujący na ruchy dłoni dyrygenta, prowadzący swój wielogłosowy mix pod samo sklepienie sali koncertowej tworzył dzieło trwające zaledwie 9 minut, ale w tym czasie czuliśmy, że Niebiosa zaraz się otworzą. Po ostatnich słowach Friede, Friede auf der Erde!czyli Pokój na ziemi, pokój!, chór dyskretnie wycofał się z estrady, a miejsce przy pulpitach zajęli instrumentaliści orkiestry, chyba w nieco nostalgicznych nastrojach, bo zagrali Gustava Mahlera IX Symfonię D-dur – znów ta sama tonacja – jak w transie. 


Takiego skupienia i stopnia delikatności w traktowaniu dźwięku nieczęsto się można było spodziewać. A wystąpił poszerzony skład, z nadnormatywną liczbą trąbek, fletów, waltorni, puzonów itd., z dwiema harfami, z pełnym zestawem perkusji i oczywiście aksamitnie brzmiącymi smyczkami. Nikomu nie przyszło do głowy zostawić za sobą „ogon”.

 

Filharmonia,Friede 3

 

Gdy trzeba było grzmieli aż miło, ale przy końcu stał się niemal cud – publiczność zawsze skora do robienia wrzawy, czasem nawet przedwcześnie, długo nie mogła uwierzyć, że orkiestra już nie gra. Cztery części pokaźnego dzieła, gdzie była niepokojąca zaduma, potem rubaszne tańce w typie Ländlera, potem niespecjalnie eleganckie burleskowe marsze, wreszcie hymn mający ukoić poszarpane dusze, prowadziły do wniosku, że ten typ emocjonalnej podróży do Wszechświata może się nieprędko powtórzyć.

 

Filharmonia,Friede 4

 

A dyrektor Boreyko na spotkaniu z prasą wyznał nawet jak na spowiedzi swoją winę, że kiedyś zamówił dla Filharmonii utwór, który okazał się repertuarową pomyłką. I w ogóle los go nie oszczędzał, podziurawił mu kilkuletnią kadencję, najpierw pandemią, potem obcięciem rosyjskiego repertuaru z powodu agresji na Ukrainie. Przyniósł mu też najsmutniejszy koncert w jego artystycznym życiu – granie do pustej widowni. Ale dosyć skarg na kapryśmy los. Przed ostatnim koncertem w kolejce pod wstrzymującymi sprzedaż kasami zjawił się gość, który zawołał – „kupię bilet za każdą cenę”. 

Dziękujemy Dyrektorze.

                                                                       Joanna Tumiłowicz