Bo takie znamiona Elijah Moshinsky nadał swojej inscenizacji Nabuchodonozora w nowojorskiej Metropolitan Opera z 2001 roku (obejrzanej w krakowskim kinie Kijów należącym do sieci Apollo-Film), mimo że od prapremiery trzeciej opery Giuseppe Verdiego dzieli ją 29 lat. Odnosi się to zwłaszcza do monumentalnej scenerii ze schodami i platformami (dek. John Napier), charakterystycznej dla wystawień tamtego dzieła.

Poza tym Abigail, zasiadająca w trzecim akcie na babilońskim tronie, dzierży insygnia typowe dla egipskich faraonów. Z kolei gruziński baryton Giorgi Gagnidze, odtwórca tytułowej roli, wystąpił wcześniej na tej scenie jako Amonastro. W przypadku kostiumów Andreane Neofitou dominuje bliżej nieokreślony historycznie styl orientalny, przede wszystkim kładący nacisk na pierwiastek egzotyki.
W tym umownym kontekście w pełni mieści się papierowy dokument, za pomocą którego Abigail szantażuje Nabuchodonozora, choć jego zniszczenie pod postacią rozbicia glinianych tabliczek byłoby bardziej spektakularne scenicznie.
Przy pierwszym wejściu Ludmyły Monastyrskiej jako wspomnianej Abigail koloratury brzmiały wręcz karykaturalnie, a przeskoki interwałowe od wysokich tonów do rejestru piersiowego sprawiały wrażenie zbyt manierycznych, tak że artystka w pełni odnalazła się dopiero w naturalnej dla niej tessyturze kantylenowej kawatyny Anch'io dischiuso un giorno w drugim akcie, choć i tu nie ustrzegła się drobnych niedokładności intonacyjnych.

Jej głos swe walory w pełni odsłania bowiem w dynamice piano i w ustępach wykonywanych mezza voce. Śpiewaczka w pełni usatysfakcjonowała publicznosć w dramatycznym duecie z Gagnidze Donna, chi sei? w trzecim akcie, a w finałowym arioso Su me morente, esanime prawdziwie wzruszała przejmującą interpretacją tekstu muzycznego umierającej bohaterki. Również para Ismael i Fenena czyli koreański tenor SeokJong Baek i rosyjski mezzosopran Marija Barakowa z najlepszej strony ukazali się w duecie Fenena, o mia diletta! z pierwszego aktu.
Baek posiada wartościowy materiał wokalny, ale w starciu z fanatycznymi Lewitami Che si vuol? w drugim akcie zabrakło nieco siły dramatycznego wyrazu, natomiast Barakowa posiada zbyt jasny głos jak na tę partię. W roli Zachariasza chciałoby się słyszeć basa o bardziej rozległym wolumenie, zwłaszcza w dole skali. Głosowi Dmitrija Biełosielskiego nie dostaje pewności brzmienia, a ponadto i ma on skłonność do nadmiernego tremolowania. Najlepiej w jego wykonaniu wypadła kawatyna Vieni, o Levita z drugiego aktu.

Nabuchodonozor to w znacznej mierze opera chóralna. Na mnie największe wrażenie wywarł finałowy chór a cappella Immenso Jeovah. Włoski dyrygent Daniele Callegari poprowadził przedstawienie pewną ręką, ale, zwłaszcza w pierwszym akcie, nie dawał szansy na wyrazy uznania publiczności dla solistów, nie pozostawiając pauz na oklaski.
Lesław Czapliński