Przynajmniej muzycznie. W pierwszej części monumentalnego oratorium Felixa Mendelssohna Eliasz op. 70. Albowiem ustępy jemu poświęcone odznaczają się szczególną inwencją kompozytorską (na przykład chór nr 11 Baal, erhöre uns). W ogóle w dziele tym te bardziej porywające sąsiadują z czysto retorycznymi, będącymi przede wszystkim tworami świetninie opanowanego rzemiosła.
Mendelssohn dzieli z Mozartem nie tylko inicjał nazwiska, ale i upodobanie do mistrzów Baroku. Salzburczyk przysposobił Mesjasza Haendla do potrzeb estetycznych swojej epoki oraz transkrybował Bachowskie fugi z Wohltemperierte Klavier, a Mendelssohn Izraela w Egipcie pierwszego i oczywiście przywrócił do repertuaru koncertowego Pasję wg św. Mateusza drugiego.

I słychać to w jego własnym Eliaszu, który zabrzmiał na zakończenie sezonu artystycznego Filharmonii Krakowskiej. Zwłaszcza w chórach przechodzących w chorały właściwe dla luterańskiej liturgii (na przykład numery: 5, 16 czy 22), a także unisonowych zakończeniach niektórych ogniw. Z kolei w napięciu trzymają dramatyczne chóry (numery:22, 24 i 34), w których dochodzą do głosu umiejętności autora w zakresie operowania kontrapunktem. Oratorium powstało w dwóch wersjach językowych: angielskiej i niemieckiej (w Krakowie wykonano tę drugą). Wzorem romantycznej opery Heinricha Marschnera Hans Heilling dzieło otwiera recytatyw tytułowego bohatera So wahr der Herr, der Gott Israels, po którym dopiero następuje uwertura, a raczej intrada. Później podobnie postąpi Stanisław Moniuszko w Parii. Partię Eliasza wykonywał niemiecki baryton Bernhard Hansky. W jego ujęciu szczególną siłą wyrazu odznaczał się recytatyw nr 10 So wahr der Herr Zbaoth lebet.
Na długo pozostanie też w uszach aria da capo nr 26 Es ist gnug z ożywionym ogniwem pośrodku oraz elegijnym wstępem wiolonczel, a śpiewak nie wahał się w celach natury ekspresyjnej sięgnąć po falset. Z kolei w arioso nr 37 Ja, es sollen wohl Berge weichen od czasu do czasu pojawiało się solo obojowe, o którego należyte brzmienie zadbał Kamil Kuc.

Jako wroga prorokowi królowa Jezebel i Anioł wystąpiła Ewa Biegas w swoim nowym wcieleniu po przestawieniu głosu na alt, ale bez częstego u byłych sopranów manierycznego schodzenia do rejestru piersiowego. Śpiewaczka ujmowała słuchaczy pięknym prowadzeniem frazy, a w arii nr 31 Sei still dem Herrn dodatkowo rozlegał się flet, z którego szlachetne dźwięki wydobywała Natalia Jarząbek. Sopran Franceski Pusceddu nie odznacza się szczególną urodą, a ponadto raził w nim nadmiar wibrata dający znać o sobie głównie w recytatywach i w wysokich tonach, przy czym śpiew artystki z Sardynii wyróżniał się znaczną dozą ekspresji, chociażby w arii nr 21 Höre Israel.

Adam Sobierajski tym razem zaprezentował bardziej dramatyczny odcień tembru swego tenora. Kwartet solistów został starannie dobrany pod względem barwy, może poza sopranem. Uzupełnił go sopran chłopięcy Tadeusza Cepucha, a także wyłonione z chóru ansamble w anielskim oktecie, tercecie i kwartecie. Ważny wkład w ostateczny rezultat wniósł Piotr Piwko, który przygotował chór odgrywający kluczową rolę w partyturze Mendelssohna. Alaksandr Chumała poprowadził całość ze znaczną dozą klasycystycznej powściągliwości, również pod względem manualnym, nie wydobywając większych kontrastów i nie dając się do końca ponieść emocjom, tak że wykonanie do pewnego stopnia nosiło znamiona akademickie w dobrym tego słowa znaczeniu.
Lesław Czapliński