Przegląd nowości

Dionizje polskie, z istoty muzyki albo Ofiarnicy

Opublikowano: środa, 05, czerwiec 2024 21:35

Godzinki. Od świtu do zmierzchu, przedstawienie krakowskiego Teatru Mumerus  w reżyserii Wiesława Hołdysa, pod chrześcijańsko-chasydzką tradycją i ludowymi zwyczajami Słowiańszczyzny kryje pierwotne i uniwersalne doświadczenia z odległej przeszłości.

 

Godzinki 1

 

Niczym w antycznej tragedii, która narodziła się z ducha muzyki, mamy podział na dwoje protagonistów (aktorkę Ewę Bregułę i aktora Jana Mancewicza) oraz trzyosobowy chór żeński z pokrytymi białą szminką twarzami na podobieństwo masek, komentujący akcję śpiewem i tańcem. Bo jest to archaiczny rytuał. Wywołujący panikę, ponieważ obcowanie ze światem nadprzyrodzonym budzi grozę, o czym świadczą losy Semele i Zeusa, Psyche i Erosa. 


Ważą się na to jedynie nieliczni wybrani, często nawiedzeni, na przykład płanetnicy (potrafiący wpływać na zjawiska natury), zazwyczaj nie zdający sobie sprawy z grożącego im niebezpieczeństwa. Ale takim właśnie dane jest obcować z południcami, dziwożonami i wszelkimi innymi, większymi i pomniejszymi duchy. Jako tacy posługują się odróżniającymi ich od otoczenia ekstatycznymi i spazmatycznymi gestami i ruchami w przypadku Ewy Breguły, wyrażającymi lęk w odniesieni do Jana Mancewicza. Bo ich działania mają w sobie coś z okrutnego aktu ofiarnego.

 

Godzinki 2

 

I to składanego z samych siebie, w którym całkowicie się zatracają i spalają. Ale tylko oni ocalić mogą wspólnotę, którą reprezentują, gdyż ona sama nie ma na to odwagi. W spektaklu wykorzystano między innymi teksty siedemnastowiecznego poety luterskiego Georgiusa Tranosciusa (Jerzego Trzanowskiego), a mianowicie Pieśni duchowne w formie zaadaptowanej do współczesnej polszczyzny przez Zbigniewa Macheja. Istotną rolę w tym widowisku-obrzędzie odgrywa muzyka, najczęściej dobywana przez samych wykonawców.

 

 Godzinki 3

 

I to zarówno z prostych instrumentów jak kołatki i grzechotki, ustny bębenek czyli drumla, ale także przedmiotów domowego użytku, bynajmniej niemuzycznego przeznaczenia. Na przykład naparstków nałożonych na palce chórzystek, którym służą na podobieństwo kastanietów. A wszystko to z rzadka tylko wsparte zapisem elektronicznym (oprac. muz. Michał Braszak). Udział w tym panicznym teatrze jest powrotem do jego źródeł – praktyk obrzędowych, w których aktorowie biorą na siebie przestawanie z siłami demonicznymi i zrodzonymi pod ich wpływem afektami po to, by uchronić przed nimi publiczność. 

                                                                                 Lesław Czapliński