Przegląd nowości

„Capuleti i Montecchi” Belliniego w Opéra Royal de Wallonie – Liège

Opublikowano: środa, 29, maj 2024 21:59

Dość burzliwe okoliczności powstania Capuletich i Montecchich Vincenzo Belliniego zasadniczo nie gwarantowały temu dziełu wielkiego powodzenia. Librecista Felice Romani sięgnął bowiem po tekst napisany pierwotnie dla kompozytora Nicoli Vaccaia, zaś sam Bellini wykorzystał wiele numerów ze swojej wystawionej rok wcześniej w Parmie opera seria Zaira, nieprzychylnie przyjętej przez publiczność.

 

 Capuleti i Montecchi 1a

 

Prapremiera Capuletich w weneckiej La Fenice (1830) przyniosła jednak duży sukces, potwierdzony jeszcze tego samego roku licznymi wznowieniami, a następnie światową karierą. Zauważyć wszakże trzeba, że choć obecnie pozycja ta regularnie pojawia się w repertuarze teatrów lirycznych, to przecież nie cieszy się taką popularnością jak Norma czy Purytanie. Z tym większą przyjemnością wybrałem się więc na jej nową realizację, przygotowaną w specjalizującej się we włoskich tytułach belgijskiej Opéra de Liège. Odpowiedzialny za sceniczny kształt tej produkcji brazylijsko-hiszpański reżyser Allex Aguilera (również autor scenografii) słusznie przypomina, że w żadnym wypadku nie należy kojarzyć Capuletich i Montecchich z dramatem szekspirowskim. 


Romani nie dokonał bowiem adaptacji słynnego oryginału mistrza ze Stratfordu, lecz wykorzystał kilka gotowych już librett, w dodatku opartych na włoskich źródłach. Oczywiście ów fakt ma swoje istotne konsekwencje w zakresie treści rzeczonej opery, co Aguilera wyraźnie unaocznia w swojej inscenizacji. Widz nie dowie się zatem, w jakich okolicznościach Romeo poznał Giuliettę (a nie Julię) i kiedy młodzi kochankowie zapałali do siebie dozgonną miłością od pierwszego wejrzenia.

 

Capuleti i Montecchi 2

 

Natomiast reżyser postanowił skoncentrować całą narrację na politycznym konflikcie pomiędzy Kapuletami z partii gwelfów i należącymi do gibellinów Montekami, czyli rywalizujących ze sobą we Włoszech na przełomie XII i XIII wieku stronnictwami politycznymi. W tej sytuacji wątek romantycznej miłości schodzi siłą rzeczy na drugi plan, chociaż nieliczne sceny intymne są tutaj pięknie wyeksponowane. Minimalistyczna scenografia jest zdominowana przez zamykające horyzont panele, stylizowane na mur jakiegoś  średniowiecznego zamku.

 

Capuleti i Montecchi 3

 

W centrum znajduje się bryła w formie sześcianu, w której najpierw ukazuje się tkwiąca nieruchomo w jasnym pomieszczeniu i nosząca suknię ślubną Giulietta, jakby uwięziona w czekającym na nią tragicznym przeznaczeniu. Z kolei po obróceniu owego sześcianu wokół własnej osi odsłania się przestrzeń, w której sześcioro tancerzy wykonuje rodzaj emanującej erotyzmem choreografii. Z boku widnieje metalowa poręcz, zapewne luźno nawiązująca do szekspirowskiej sceny balkonowej, a wiodące od niej w kierunku proscenium schody doprowadzają do odbijającej świetlne połyski tafli wody, w której - jak się domyślamy - Giulietta wypatruje oznak swojej niepewnej przyszłości.  


Zjawiskowo prowadzona przez Luisa Perdiguero gra świateł wydatnie przyczynia się do kreowania zmiennych i bez reszty wciągających klimatów, stanowiąc jeden z głównych walorów omawianego przedstawienia. Dużo dobrego można też powiedzieć o strojach autorstwa Françoise Raybaud, oderwanych od średniowiecznej estetyki i nawiązujących do czasów powstania opery.

 

Capuleti i Montecchi 4

 

Nie tylko charakteryzują one poszczególne postaci (przewiewne suknie dla Giulietty i pozłacano-czerwony kostium dla Romeo), ale także pozwalają odróżniać noszących ciemne stroje Kapuletów od wyróżniających się żywymi kolorami kostiumów Monteków. Dodatkowym i dramaturgicznie trafionym elementem są projekcje wideo, dyskretnie wyświetlane na wspomnianym murze, przedstawiające impresjonistyczną wizję ślubu, a następnie pogrzebu Giulietty.

 

Capuleti i Montecchi 5

 

Wreszcie w finale duże wrażenie wywiera widok poustawianych w perspektywie świec, przywołujących kaplicę pogrzebową, w której spoczywa zmarła z rozpaczy po utracie ukochanego Romea bohaterka. Ogólnie rzecz ujmując, całe przedstawienie utrzymane jest w ponurej i mrocznej tonacji, a jego niepodważalną zaletę stanowi klarowność przekazu i - przede wszystkim - skoncentrowanie uwagi widza na psychologicznych wizerunkach bohaterów. Ucieleśniająca Giuliettę włoska sopranistka Rosa Feola imponuje stylistyczną elastycznością i dbałością o urodę dźwięku. Zarazem porusza naturalnym i bezpretensjonalnym, a także subtelnym i delikatnym prowadzeniem różnicującego odcienie dynamiczne głosu (zjawiskowo wykonana aria Oh! Quante volte). 


Równie fantastyczny poziom prezentuje partnerująca jej w roli Romea Raffaella Lupinacci, której ciemny, donośny i nieprzeciętnie ekspresyjny mezzosopran nabiera w dole skali niemalże męskiego charakteru. Trudno się dziwić, iż reżyser uznał, że - szczególnie w dzisiejszych czasach - nie ma najmniejszej potrzeby przebierania solistki za mężczyznę, aby przydać postaci Romea pełnej wiarygodności.

 

Capuleti i Montecchi 6

 

W wykonaniu tych dwóch wybitnych artystek dwa duety, z początku i końca opery, wywołują u słuchacza szczere wzruszenie. Dysponujący lirycznym, młodzieńczo brzmiącym i lekko tremolującym tenorem Maxim Mironov bezbłędnie odnajduje się w roli Tebaldo, niechcianego narzeczonego Giulietty, i tylko szkoda, że w górze skali niekiedy siłowo atakuje niektóre dźwięki. Atrakcyjnie wypadają również dwa głosy basowe: Adolfo Corrado w partii Lorenzo i wcielającego się w surowego i bezlitosnego Cappelia Roberto Lorenziego.

 

Capuleti i Montecchi 7

 

Z przyjemnością słucha się krótkich interwencji chóru, prezentującego okrągłe i doskonale zestrojone brzmienie, świetnie przygotowanego przez Denisa Segonda. Dynamicznie i nadzwyczajnie czujnie - także wobec solistów - prowadzący Orkiestrę Opéra Royal de Wallonie-Liège Maurizio Benini nasyca całą partyturę dalekimi od patosu emocjami, dbając zarazem o wyrafinowaną potoczystość narracji i teatralne różnicowanie poszczególnych kwestii. Zaś na szczególne wyróżnienie zasługuje wspaniałe wykonanie przez Gianluigiego Caldarolę sola klarnetowego poprzedzającego duet Romea z Tebaltem.

                                                                                             Leszek Bernat