Przegląd nowości

Rzeźbienie w dźwięku

Opublikowano: wtorek, 07, maj 2024 21:43

W jego zróżnicowanej materii, złożonej z głosów instrumentalnych i wokalnych. Takie skojarzenie nasunęlo mi się podczas słuchania Beethovenowskiej kantaty z jego IX Symfonii d-moll op. 125 na piątkowym 26 kwietnia koncercie Filharmonii Krakowskiej z okazji dwudziestolecia przystąpienia Polski do Unii Europejskiej.

 

Filharmonia Krakowska 361

 

Początkowo nie byłem przekonany do pospolitego ruszenia chóralnego w sensie udziału wszystkich działających przy Filharmonii zespołów: mieszanego, społecznego, dziecięcego, w tym ukraińskiego, co prawdopodobnie przydać miało Odzie do radości wymiaru ogólnoludzkiej solidarności. Okazało się jednak, iż ten wydawałoby się niejednorodny konglomerat nie sprawiał wrażenia dobranego na zasadzie przypadku, lecz stworzył organiczną całość, plastycznie poddającą się kształtowaniu przez gest dyrygenta.


To w dużej mierze zasługa chórmistrzów: Piotra Piwki, Marcina Wróbla, Lidii Matynian i Ołeny Radko. Kwartet solistów, choć dobrany według klucza symbolicznego (Polka, Francuzka, Niemiec i Brytyjczyk ukraińskiego pochodzenia), okazał się zgrany i zgodny pod względem brzmienia głosów, może jedynie tenor Benjamin Bruns różnił się tembrem od pozostałych. Jurij Jurczuk potężnym głosem z impetem zaintonował apostrofę O Freunde, nicht diese Töne!.  

Filharmonia Krakowska 362

 

Z kolei Iwona Sobotka nieomal instrumentalnie realizowała tak pomyślaną partię sopranową. Aleksandr Chumała czytelnie przeprowadził narastanie w instrumentalnej ekspozycji tematu Ody do radości (po raz pierwszy nieśmiało pojawiającego się w triu ze Scherza), po rekapitulacji tematów z poprzednich części, a przed wspomnianym recytatywem basa, przeprowadzającym do triumfalnego wejścia chóru. 

 

Filharmonia Krakowska 363

 

Wcześniej dyrygent uwypuklił pojawienie się dysonansowego motywu otwierającego finał już w przetworzeniu pierwszej części Allegro ma non troppo e un poco maestoso. O rzeźbieniu w dźwięku można również mówić w odniesieniu do psalmu Beatus vir op. 38 Henryka Mikołaja Góreckiego, który poprzedził wykonanie Beethovenowskiego arcydzieła. Potężne bloki brzmieniowe, na które składa się zwielokrotniona obsada (między innymi poczwórna fletów, obojów, klarnetów, fagotów, do tego sześć kontrabasów oraz partia fortepianowa na cztery ręce), nabrzmiałe są ostro tnącymi dysonansami.


Uporczywe powtórzenia inicjalnego motywu Domine exaudi orationem meam, po wielokroć intonowanego przez orkiestrowo-chóralne tutti, pozwala wykroczyć poza doświadczenie czasu powszednich czynności w stronę wymiaru transcendentnego, niekoniecznie w sensie religijnym.

 

Filharmonia Krakowska 364

 

To istotne, jeśli zważy się okoliczności powstania utworu, a więc jubileuszu św. Stanisława, postaci więcej niż kontrowersyjnej. A więc zdradźcy nie tylko wobec swego władcy, ale i papieża w jego sporze z cesarzem (trudno dopatrzyć się związku tego utworu z unijną rocznicą, w przeciwieństwie do Ody do radości z Dziewiątej Beethovena, stanowiącej hymn tej organizacji?).

 

Filharmonia Krakowska 365

 

Pozostawiając ostatnią kwestię na boku, trzeba stwierdzić, iż partytury Góreckiego seniora są szczególnie bliskie wrażliwości Alaksandra Chumały, świetnie odnajdującego się w jego świecie brzmieniowym, a jednocześnie potrafiącego wydobyć kontrasty pomiędzy dynamicznymi ustępami o gęstej fakturze, a tymi spokojniejszymi, o bardziej rozrzedzonej. Mariusz Godlewski nadał partii solowej postać skameralizowaną, bliższą tej z prawykonania, stosując ściszony śpiew, zwłaszcza przy drugim wejściu. Osobiście przyznam się, że wolę bardziej wyraziste ujęcia z głosem o większej nośności, a nawet z domieszką ekspresyjnego wibrata jak to bywało w przypadku Jerzego Artysza.

                                                                    Lesław Czapliński