Przegląd nowości

Ból istnienia doświadczany pod pustym niebem

Opublikowano: piątek, 10, maj 2024 22:06

Występ 28 kwietnia na scenie Teatru Łaźnia Nowa w Krakowie warszawskiego Nowego Teatru z Gośćmi Wieczerzy Pańskiej stanowił zwiastun tegorocznego, jesiennego XVII Festiwalu „Boska komedia”.

 

Teatr Laznia 1

 

Przedstawienie Tomasza Fryzła jest adaptacją scenariusza filmu Ingmara Bergmana pod tym samym tytułem z 1963 roku (tłum. Alicja Karwas, adaptacja: Piotr Froń), z czwórką ulubionych i nieodłącznych aktorów tamtego reżysera: Gunnarem Björnstandem, Ingrid Thullin, Maxem von Sydowem i Allanem Edvallem. Osią jego fabuły jest utrata wiary przez pastora mającego właśnie sprawować wielkanocne nabożeństwo. O sytuacji wyjściowej w omawianym spektaklu chciałoby się powiedzieć, z lekka parafrazując słowa Marii z Szeptów i krzyków: To tylko rytuał. Nic więcej.


Należałoby dodać, iż całkowicie wydrążony z wszelkich żywych przeżyć. Zaczyna się od mszy, której uczestnicy w dość mechaniczny sposób powtarzają liturgiczne zwroty, czy to należące do kapłana, czy wiernych. Z przyzwyczajenia, obowiązku, społecznego obyczaju. Bez przywiązywania do nich większej wagi. Odnosi się to wszakże nie tylko do przekonań natury religijnej, ale i relacji międzyludzkich.

 

Teatr Laznia 2

 

One też stały się wyłącznie odgrywaniem ról. Może dlatego reżyser wprowadził do akcji element teatralizacji, polegający na równoczesnym wypowiadaniu kwestii oraz opisu towarzyszących im działań czy reakcji partnerów. A także niekiedy pewnego komedianckiego zgrywania, rozładowującego obecny w sztuce skandynawskiej pierwiastek walki płci, w tym przypadku pomiędzy pastorem Tomasem (Mariusz Bonaszewski) i beznadziejnie w nim zakochaną nauczycielką Martą (Małgorzata Hajewska-Krzysztofik).

 

Teatr Laznia 3

 

Aktorka za pomocą uporczywych ruchów dłoni, w tym ich zacierania, stara się wyrazić wewnętrzną kruchość i neurotyczny charakter bohaterki. Jak to u Bergmana bywa, jedynym realnym doświadczeniem okazuje się strona biologiczna egzystencji, fizjologia, nieodłącznym od której jest cierpienie. Bynajmniej nie uświęcające, lecz uprzykrzające codzienne bytowanie. To przypadek kościelnego Algota (Wojciech Kalarus), dotkniętego reumatyzmem i nieodłącznym od niego bólem, ale jednocześnie to właśnie on z całej czwórki potrafi docenić życie w jego powszednim wymiarze.


Na przeciwległym biegunie stoi Jonas, który utracił wszelki sens życia, a pastor, sam doznający załamania, niezdolny jest przywrócić mu wolę dalszego trwania, czy chociażby dostarczyć pocieszenia. Postać wysoce tragiczna i taki będzie jej los. Może dlatego jej odtwórca Marek Kalita jest najbardziej wiarygodnym i zyskującym u widza współczucie dla granej osoby.

 

Teatr Laznia 4

 

Skupiony wyraz twarzy i wiele mówiące spojrzenie rzucane Tomasowi zamiast zbędnych słów. Odzwierciedleniem wewnętrznego wypalenia bohaterów jest stan Jezusa wyrzeźbionego na krucyfiksie, z ubytkami palców, o czym w przedstawieniu tylko się napomyka, a co w filmie zostaje bezpośrednio unaocznione.

 

Teatr Laznia 5

 

Rzecz rozgrywa się w skromnej scenerii (scen. Anna Oramus), złożonej z fragmentu balasków sprzed ołtarza i platformy zamkniętej półokrągłą ścianą, skąpanej w zimnym, ultramarynowym świetle, na krótko zastąpionym przez ciepłą czerwień. Przez cały czas trwania spektaklu towarzyszy mu muzak, czyli nieprzerwana, elektronicznie generowana oprawa dźwiękowa (muz. Nikodem Dymiński), tworząca niepokojącą aurę, w której zdane wyłącznie na siebie ludzkie monady muszą decydować o swoim losie, próbować nadawać mu sens. I rozładować dręczący ich ból istnienia. A tego rodzaju zmagania pod pustym, milczącym niebem wydają się aktami heroicznymi i beznadziejnymi zarazem, albowiem są nie na ludzką miarę. A zarazem innej nie ma. I nie będzie.

                                                                      Lesław Czapliński