Przegląd nowości

Muzyczne serce Wrocławia

Opublikowano: poniedziałek, 13, maj 2024 06:35

Trzykrotnie po kilka sezonów miałem do czynienia z Operą Wrocławską. Okresy te wspominam jako rosnący poziom artystyczny i znaczenie tego Teatru, ale przede wszystkim więź i porozumienie z jego zespołem, ludźmi utalentowanymi, dobrze pracującymi i oddanymi sprawie Opery. Poza jej gmachem zawsze najlepiej czułem się w nieistniejącym już klubie dziennikarza, a przede wszystkim w Klubie Muzyki i Literatury przy placu Kościuszki obchodzącym właśnie kolejny jubileusz, na który zostałem zaproszony. Ba, poproszono mnie o napisanie krótkiego wspomnienia z tamtych wydarzeń do księgi pamiątkowej. Napisałem.

 

Ale najważniejsze, że udało mi się przyjechać do Wrocławia i uczestniczyć w uroczystościach jubileuszowych 19 lutego dokładnie w tym samym dniu, w którym Klub powstał przed 65. ciu laty, założony z inicjatywy Ewy Kofin i Bronisława Toronia, a kierowany najpierw przez Halinę Teodorczyk, a potem w latach 1963-2010 przez legendarnego Stefana Placka z jego cytrami, kultem chleba, książkami, recitalami muzycznymi, spotkaniami dyskusyjnymi, a przede wszystkim serdecznością, otwartością na inicjatywy i przyjaźnią z wrocławskimi środowiskami kultury.

 

Po blisko pół wieku królowania Stefana na tym stanowisku, skupiającym ludzi kultury, swą kadencję rozpoczął Ryszard Sławczyński, jego współpracownik i wychowanek. Przez Ostatnie 15 lat nie tylko nie naruszył – co rzadkie – preferencji swojego poprzednika, ale rozwinął działalność Klubu o nowe kierunki, z których najważniejsze to problematyka kresowa, działalność poetycka i wydawnicza, ekspozycje fotograficzne, rozszerzenie spektrum wydarzeń  literackich i muzycznych oraz zorganizowanie obszernego archiwum nagrań. Na ścianach sali koncertowej widnieją obrazy wybitnych uczonych oraz twórców muzyki i literatury. Do dyspozycji bywalców pozostaje aparatura filmowa i nagraniowa, dla muzyków dwa wyremontowane fortepiany, a dla wszystkich nowoczesna, świetnie działająca klimatyzacja.

 

Statystyki podają, że rocznie przebywa w Klubie około 16 200 słuchaczy, a poza tym za sprawą transmisji online jeszcze dodatkowo 15 400 uczestników ponad 365 wydarzeń w każdym sezonie. Przez wiele lat moich związków z tym Klubem często byłem poruszony jego atmosferą, wieczorami muzycznymi, literackimi i operowymi, które niejednokrotnie organizowałem i prowadziłem. Tym razem również z satysfakcją patrzę na prężną i dobrze przemyślaną działalność Ryszarda Sławczyńskiego, jednego z dwóch wybitnych działaczy kultury, którzy swą aktywnością i talentami wypełniali przez pół wieku istnienie tak potrzebnej wszystkim agendy kultury.


Należy dodać, że odbyło się to bez jakichkolwiek konkursów. Czy tego rodzaju zjawisko zaistniało gdzie indziej w Polsce? Wśród zacnego grona reprezentantów wrocławskiej kultury spotkałem Marka Dyżewskiego, mojego przyjaciela z czasów Jeunesses Musicales, potem rektora Akademii Muzycznej który doprowadził tę uczelnię i jej siedzibę do wszechstronnego rozkwitu, a obecnie przejawia ciągle cenną aktywność, od lat również na terenie Klubu Muzyki i Literatury.

 

Wracałem z Wrocławia z propozycją, aby w środę 8 maja o godz. 18 przyjechać ponownie i w ramach cyklu jubileuszowego odbyć własny Wieczór autorski. Ponieważ tematykę pozostawiono mojemu wyborowi, po długim zastanowieniu postanowiłem, że wygłoszę prelekcję pt. „Poczet dyrektorów Opery Wrocławskiej. Od Stanisława Drabika po Ewę Michnik”.

 

Będzie o czym mówić zwłaszcza, że powojenna historia tego Teatru tworzona była pod kierownictwem szeregu wybitnych indywidualności: Stanisław Drabik – przedwojenny tenor liryczny, po wojnie reżyser i założyciel polskiej Opery w historycznym, niemieckim gmachu ocalałym z pożogi wojennej. Kazimierz Wiłkomirski (dwukrotnie) – wybitny wiolonczelista, przyzwoity dyrygent, postać pełna humoru i uroku, nieco kochliwy. Jerzy Garda – wybitny baryton o karierze zagranicznej. Adam Kopyciński (dwukrotnie) – dyrektor profesjonalny, zorganizowany, repertuarowo odważny i cierpliwie pracujący ze śpiewakami. Robert Satanowski – wysokiej rangi fachowiec w prowadzeniu teatru, dyrygent lepszy, za jakiego go uważano, dziś już postać legendarna. Eugeniusz Sąsiadek – lepiej czuł się jako pedagog wokalny, niż dyrektor zarządzający. Mieczysław Dondajewski – fachowiec wysokich lotów, ale bardziej poznańskich niż wrocławskich. Ewa Michnik – postać bijąca rekordy trwania na tym stanowisku, niezwykle zasłużona, a ciągle zbyt mało doceniana. Było jeszcze kilku innych, ale o nich nie wspomnę, bo albo na to nie zasługują, albo funkcjonowali zbyt krótko, albo nie mieszczą się w i tak już rozwlekłym i subiektywnym wieczorze autorskim.

 

Przez wrodzoną skromność nie wspomnę o swych drobnych cegiełkach dorzuconych do świetnej przeszłości tego najstarszego obecnie na ziemiach polskich operowego gmachu. Jeśli starczy mi czasu, opowiem o moich ulubionych wrocławskich śpiewakach i przytoczę anegdoty, których na łamach „Angory” pisać po prostu nie wypada.

 

Przyjdźcie, przyjedźcie, zapraszam!

                                                                                 Sławomir Pietras