Tym razem nie tyle musical, ile music-hall, z podświetlonymi schodami (dek. Mariusz Napierała), girlsami, akrobatami. Jedynie pióropuszy zabrakło, byśmy mogli w pełni poczuć się niczym w paryskich Folies Bergère czy berlińskim Friedrichstadt-Palast. Widowisko Variete's Great Revue w Teatrze Variété w Krakowie, jak sam tytuł wskazuje, jest to rewia złożona z dwudziestu numerów tanecznych, wokalnych i popisów akrobatycznych (pomysł i scenariusz Ewelina Adamska-Porczyk i Krzysztof Tyszko). Są one powiązane śladową intrygą fabularną, mającą miejsce w luksusowym hotelu i ogniskującą się wokół zatrzymującej się w nim Gwiazdy oraz przejętego jej obecnością Konsjerża (to po prostu stróż, ale zanikająca znajomość francuskiego sprawia, że obecnie określeniem tym obdarzono kogoś w rodzaju ochmistrza, a w Polsce Ludowej bardziej stosownie nazywanego „kaowcem”).
Nieustannie musztruje on obsługę: tragarzy, pikolaków, pokojówki, by wszystko było „tip top”, co staje się pretekstem do licznych scenek baletowych w pomysłowych układach choreograficznych (Ewelina Adamska-Porczyk, Adam Beta, Barbara Olech, Tina Papazjan i Krzysztof Tyszko), precyzyjnie i z wdziękiem wykonywanych przez zespół czterech tancerzy i dwunastu tancerek. Postaci i głosu użyczył mu Jakub Szyperski. Wokalne numery oryginalnego autorstwa Mariusza Obijalskiego oraz obce, między innymi z repertuaru Madonny i Whitney Houston (kier. muz. Ignacy Matuszewski), w przeważającej mierze należą do Gwiazdy w interpretacji Marii Tyszkiewicz.

Solowy układ akrobatyczny wykonywała Marta Hichel, a w duecie z Jakubem Marksem. Jest to wszakże music-hall ze świadomością przemian jakie dokonały się w teatrze w ostatnich dziesięcioleciach, między innymi w związku z nadawaniem mu wspólnotowego charakteru. Znosi zatem sztywny podział przestrzenny pomiędzy sceną i widownią. Stąd również schody biegnące po obu stronach rzędów dla publiczności służą entrée tancerek. Momentami też przenosi się tam akcja, gdy ekipa remontowa przedziera się pomiędzy zdezorientowanymi widzami, a niekiedy nawet wybrane osoby spośród nich wciągane są do działań na scenie, choć gdzie indziej na ogół poniechano już tej praktyki ze względu na wynikający z tego lęk, paraliżujący spontaniczne reakcje zamiast je pobudzać. Tożsamość music-hallu sprawia jednak, że eksperymenty mają w nim swoje granice i jest już chyba ostatnim gatunkiem teatralnym, do którego multimedia nie mają wstępu.
Lesław Czapliński