Przegląd nowości

Uszy Urbana i... Glempa

Opublikowano: środa, 24, kwiecień 2024 18:41

Pewnie figurujące w dowodach osobistych dawnego typu jako znak szczególny, a w przedstawieniu Bartosza Szydłowskiego Urban. Idę po was...(Teatr „Łaźnia Nowa” w Krakowie) będące dziełem charakteryzatora, obok gigantycznej małżowiny jako elementu scenografii poziomo ułożonego na posadzce proscenium. 
Dzielone wraz z ówczesnym prymasem, o czym wspomina bohater, pisząc swój sławny Alfabet, który otworzy przed nim drugie życie.

 

Urban 1

 

Pod względem materialnym na o wiele większą skalę jako potentata prasowego (swojemu byłemu naczelnemu z Polityki finansował ambitny miesięcznik Dziś, w którym kilkakrotnie publikowałem). 
Przywołuje też Stefana Kisielewskiego z przeciwnej strony politycznej barykady. O tamtym mawiano, że wywalczył sobie w PRL-u status Stańczyka. A do jakiego historycznego czy literackiego prototypu odnieść można figurę samego Urbana? Chyba Marchołta grubego a sprośnego?


 

Urban 2

 

Zresztą, niczym jego sceniczny sobowtór Adam Ferency, nie ukrywał tych swoich fizycznych mankamentów, lecz przeciwnie, budował na nich swoją popularność, chociażby negatywną, czerpiąc satysfakcję z kierowanych pod swoim adresem obelg i wyzwisk. 
Mistrz celnych ripost, nie stroniący od prowokacji. 
Ale także nazywany w środowisku „prostytutką” ze względu na gotowość kupczenia swoim piórem.
Wydawałoby się, że po upadku PRL-u jego czas się definitywnie skończył. Dokonał wtedy straceńczego gestu i wstąpił do Partii, niczym Piszczyk z Zezowatego szczęścia przywdziewający mundur, kiedy wszyscy go zrzucali, by nie dostać się do niemieckiej niewoli. 


Ale zmartwychwstał jako osoba publiczna, niczym Galilejczyk, z którym stoczy pojedynek w finale spektaklu.
Inscenizator nadał opowieści o Urbanie (scenariusz Piotra Rowickiego według książki Doroty Karaś i Marka Sterlingowa Urban. Biografia) formułę show. Bo takim show były jego konferencje prasowe w roli rzecznika rządu generała Jaruzelskiego, organizowane dla zagranicznych dziennikarzy, z których relacje dla krajowej publiczności stanowiły rodzaj masochistycznej rozrywki, gromadzącej przed telewizorami milionową widownię.

 

Urban 3

 


Z tej okazji zamontowano kurtynę i horyzont w tle, akcesoria tradycyjnego teatru (scen. i reż. świateł: Małgorzata Szydłowska), z którymi po raz pierwszy zetknąłem się w Łaźni Nowej, a umożliwiające szybkie zmiany scenerii w sekwencjach nachodzących na siebie wydarzeń niczym kabaretowe skecze. 
A taki charakter posiada pośmiertny monolog defekacyjny, wywiad prasowy, w którym jego wypowiedzi puentowane są świńskim chrumkaniem, czy pisanie wspomnianego Alfabetu.

 

Urban 4

 

Na tę okazję trzy kubiki zmieniają się we wnętrza grobu, studia telewizyjnego i gabinetu. Kiedy indziej ich ściany służą za ekrany dla multimedialnych projekcji, między innymi z pięćdziesięcioma twarzami Greya, przepraszam Urbana. Przejęzyczenie nieprzypadkowe, bo uchodził za erotomana. 
Prof. Alicja Helman opowiadała mi, że będąc razem na festiwalu filmowym w San Sebastian rozglądał się za kur... tyzanami, pytając się o profesję kobiet, które wpadły mu w oko. I był bardzo zawiedziony, słysząc, iż to słynna dziennikarka, aktorka czy tłumaczka. 



Ilość twarzy odpowiada wielości pseudonimów, które przybierał wraz z zakazami publikacji, czy epitetów, którymi go obdarzano, jak Joseph Goebbels. 
Adam Ferency tworzy postać Jerzego Urbana na dwóch planach. Z jednej strony ją imitując ze wszystkimi cechami charakterystycznymi jak wspomniane uszy, głos, sposób mówienia. Z drugiej nieco przerysowuje i w ten sposób się dystansuje, dodając odaktorski komentarz.

 

Urban 5

 

Również na Brechtowską modłę za pomocą songu.
Odpowiedni klimat wnosi oprawa muzyczna będąca dziełem Zespołu Salkers. Szczególnie wyróżnił się śpiew solistki Hanny Klepackiej, odznaczający się znaczną siłą wyrazu. Protagoniście towarzyszą: Barbara Jonak w roli Małgorzaty Daniszewskiej, ostatniej żony Urbana, oraz Paweł Smagała jako dziennikarz, Adam Michnik czy Jezus. 
W tytule przedstawienia w Łaźni Nowej kryje się groźba lub ostrzeżenie: „idę po was”.

 

Urban 6

 


Po mnie Jerzy Urban przyszedł swego czasu w rzeczywistym wymiarze. Zetknąłem się z nim w okolicznościach teatralnych w stanie wojennym. Podczas spektaklu Starego Teatru Mord w katedrze na Wawelu (w Warszawie analogiczną inscenizację Jerzego Jarockiego dramatu Thomasa Stearnsa Eliotta Dramatyczny wystawił w świętojańskiej) krzesła ustawione były po obydwu stronach przejścia w głównej nawie. I w trakcie przedstawienia, zza sylwetek królewskich siepaczy nagle wyłoniła się naprzeciw mnie świecąca łysina i charakterystyczne uszy Jerzego Urbana, którego wejście umknęło mojej uwadze. 
Drugi raz minęliśmy się na Powązkach Wojskowych podczas pogrzebu zamordowanych Jaroszewiczów.
 

                                                                            Lesław Czapliński