Przegląd nowości

Niespodzianki źle się kończą i Hip hop w Filharmonii

Opublikowano: poniedziałek, 25, marzec 2024 21:28

I to Narodowej. Nie należy powracać bez zapowiedzi i na dodatek incognito. Taki morał wynika z mikroopery Dariusa Milhauda Biedny marynarz (le Pauvre matelot) op. 92. Libretto Jeana Cocteau podejmuje motyw zakończonego tragedią powrotu do domu nierozpoznanego przez rodzinę syna lub męża. Znanego z Jutra Josepha Conrada, a potem występującego w Niespodziance Karola Huberta Rostworowskiego czy Przeklętym Alberta Camusa. W operze alegoryczny Mąż zjawia się po latach i przedstawia jako swój wzbogacony kompan ze statku.

 

Darius Milhaud 3

 

Nieświadoma jego prawdziwej tożsamości Żona zabija go, by wejść w posiadanie jego majątku i obdarować nim prawowitego małżonka, gdy ten powróci. Przypomina to nieco intrygę z wcześniejszej opery Jules'a Masseneta Dziewczę z Nawarry, która w celu zdobycia pieniędzy umożliwiających poślubienie ukochanego, niechcący przyczynia się do jego śmierci. Utwór Milhauda wykonano w ramach stałego cyklu prezentacji nieznanej muzyki scenicznej, towarzyszącego kolejnym Wielkanocnym Festiwalom Beethovenowskim. Jego pomysłodawcą i realizatorem jest Łukasz Borowicz wraz kierowanymi przez siebie filharmonikami poznańskimi, tym razem w pojedynczym składzie.


Spośród śpiewaków szczególnie wyróżnili się: Natalia Rubiś jako wspomniana Żona, czarując słuchaczy krystalicznie czystymi wysokimi tonami, a przy tym bez najmniejszych oznak wibrata. Pięknem swego basu, a zarazem siłą wyrazu ujmował Wojciech Gierlach jako Teść. Tytułowym Biednym marynarzem był Krystian Krzeszowiak, będący nie tylko estradowym, ale i w życiu prywatnym mężem Natalii Rubiś. Uzupełnienie wieczoru stanowił balet ze śpiewami tego samego kompozytora, a zatytułowany Salade op. 83, nawiązujący do hiszpańskiej mieszaniny motywów różnego pochodzenia nazywanych muzycznymi sałatami, co można by spolszczyć jako „bigos” (literacki). Librecista Albert Flament przyrządził go z ingrediencji zaczerpniętych z commedii dell'arte, pośród której figur rozgrywa się akcja.

 

Darius Milhaud 4

 

Tym razem orkiestra wystąpiła w pełnej obsadzie, przy czym najbardziej eksponowaną pozostawała sekcja dęta blaszana, dostarczająca podstawy brzmieniowej dla figuracji drzewa. Milhaud, należący do Grupy Sześciu, stawiającej sobie za cel uczynienie muzyki nowoczesnej jak najbardziej przystępną dla szerszej publiczności, być może w reakcji na spekulatywny charakter dodekafonii, poszedł w tym względzie najdalej, sięgając do jej odmian popularnych jak jazz czy południowoamerykańskie motywy taneczne. Poza tym w omawianym balecie kilkakrotnie operuje rytmiczną recytacją, która nasunęła mi skojarzenia z rapem. W tym nie tylko literackim, ale i muzycznym bigosie pojawiają się także odniesienia do tradycji operowej w postaci wokaliz w partii Rosetty, wyrażających jej pretensjonalny charakter. Tym razem jej odtwórczyni Natalia Rubiś miała okazję popisać się wzorowym opanowaniem techniki koloraturowej. Interesującym brzmieniem w wysokim rejestrze tenorowym wyróżniał się Mateusz Zajdel. Ponownie zwracał uwagę swym śpiewem Wojciech Gierlach w roli Poliszynela (włoski Pulcinella). W finale wszystkie głosy splatają się w misternym kontrapunkcie. Dariusz Vasina z humorem zaprojektował dla niektórych postaci oryginalne emblematy. Mam jedynie zastrzeżenie do dyrygenta, że przedłużał pauzy pomiędzy poszczególnymi krótkimi numerami-epizodami. To nie znaczy, że należało je grać attacca, ale skrócenie odstępów przydałoby wykonaniu większej potoczystości i spoistości nawet wtedy, gdy nie towarzyszą mu układy choreograficzne.

                                                                        Lesław Czapliński