... to by napisał Requiem i Stabat mater zbliżone do tych skomponowanych przez Antonína Dvořáka. Łączy ich podobna harmonika, nie przypadkiem bowiem autor ten nazywany bywa „czeskim Brahmsem”, a w drugim z wymienionych dzieł dochodzi wyrazowa powściągliwość, choć mamy przecież do czynienia z niepospolitym melodystą. Utwór powstawał w tragicznych dla kompozytora okolicznościach śmierci trojga jego dzieci, stąd mógł się on znacznie utożsamić z cierpieniem archetypicznej matki z Ewangelii św. Jana. Początkowo, wzorem Rossiniego i jego Małej mszy uroczystej, przewidywał akompaniament realizowany na fortepianie, którego partię z czasem zorkiestrował. Wspomniane Stabat mater op. 58 wypełniło w całości piątkowy wieczór w Filharmonii Krakowskiej, albowiem to najbardziej monumentalne opracowanie sekwencji przypisywanej Jacopone da Tode. Tak pod względem obsady, jak i rozmiarów.

Posiada wybitnie symfoniczne rysy, a pierwsza część ukształtowana została na podobieństwo sonatowego allegra z dwoma tematami wprowadzanymi przez orkiestrę i chór oraz kwartet solistów. Interesujący przebieg posiada przedostatnie ogniwo - altowa aria z uporczywie powracającym motywem smyczków o z lekka toccatowym charakterze, wnoszącym pewne urozmaicenie. Całość składa się bowiem z dziesięciu numerów na różne składy, ale lamentacyjny charakter tekstu sprawia, że wszystkie utrzymane są w wolnych tempach (od Largo poprzez Larghetto po różne odmiany Andante) i nie występują pomiędzy nimi większe kontrasty, a zamiast hucznej kody stopniowo wybrzmiewa. A co za tym idzie stanowi nie lada wyzwanie dla publiczności, od której wymagane jest pełne skupienie. Niemniejsze dla wykonawców, skoro w niewielkim stopniu mogą się posługiwać agogiką, większą swobodę posiadając w zakresie dynamiki, a śpiewacy artykulacji. Przemysław Neumann, na co dzień szef opolskich filharmoników, szeroko zarysował crescenda chóru w ogniwach ramowych, a w ostatnim z rozmachem przeprowadził fugę na zamykającym słowie „amen” (chór przygotował Piotr Piwko). Kwartet solistów nie do końca tworzył ansambl idealnie zestrojony pod względem brzmieniowym. Najlepiej zsynchronizowane ze sobą były głosy kobiece: sopran Aliny Adamskiej i alt Goshi Kowalinskiej. Tenor najwyraźniej był niedysponowany, o czym świadczyły odkaszlnięcia w pauzach, a jego partia jest najbardziej eksponowana: to on intonuje wejście kwartetu solistów w pierwszej części, posiada własną arię, a także tworzy duet z sopranem. Interesująco pomyślana jest aria basowa z ostinato rogów oraz dłuższym solo obojowym w wykonaniu Pawła Nyklewicza. Jej odtwórca, ukraiński śpiewak Wołodymyr Tyszkow w pełni sprostał postawionym przez kompozytora wymaganiom. Doceniając włożony przez artystów wysiłek, nie będę wszakże ukrywać, iż nie dostawało mi kontemplacyjnej aury, pozwalającej przezwyciężyć poczucie dramaturgicznej statyczności całości.
Lesław Czapliński