Jak przystało na występ w ramach XXVIII Wielkanocnego Festiwalu Beethovenowskiego, zrąb programu Filharmonii Luksemburskiej w Krakowie stanowiły utwory tego kompozytora: Uwertura c-moll „Coriolan” op. 62 oraz IV Symfonia B-dur op. 60.

Bardzo energicznie zabrzmiały akordy inicjujące zwarty przebieg uwertury do tragedii Collina, inaczej niż zazwyczaj, wydłużono natomiast końcowe zwolnienie i wybrzmiewanie z trzema interpunkcyjnymi pizzicatami rozdzielonymi rozciągniętymi pauzami. Zgodnie z dobrą tradycją kierujący zespołem od dziewięciu lat Gustavo Gimeno poprowadził Czwartą z pamięci. Najbardziej plastyczną u Luksemburczyków pozostaje sekcja smyczkowa, podczas gdy dęta operuje mniejszym wolumenem dynamicznym.
Ich atutem jest wszakże fenomenalny kotlista Simon Stierle, potrafiący z membran swojego instrumentu wydobyć różne odcienie piano (na przykład w ritardando występującym w przetworzeniu Allegra), jakby zaledwie muskając je pałeczkami, ale, gdy wymaga tego partytura, z równym powodzeniem posługuje się dobitnym uderzeniem. W Adagio swojsko nie zastroiła waltornia, co zrekompensowane zostało poprzez odznaczające się znaczną urodą dźwiękową krótkie solo fletu.

Rozpędzone, nie chcące się zatrzymać perpetuum mobile finału, z efektownymi figuracjami fagotów, ustępuje typowemu dla Beethovena zwodniczemu allentamente, by za chwilę przyśpieszyć i wyładować się w formie błyskotliwej kody. Przyznam się, że większym upodobaniem darzę Koncert fortepianowy a-moll szesnastoletniej Clary Wieck niż znacznie popularniejszy, utrzymany w tej samej tonacji jej męża Roberta Schumanna.

Zgodnie z ówczesnym obyczajem każdy szanujący się, koncertujący instrumentalista musiał posiadać w swym repertuarze własne utwory. Opus 7 niemieckiej pianistki i kompozytorki łączy pierwiastek wirtuozowski typu brillant w skrajnych ogniwach z romantycznym gestem muzycznym, dochodzącym do głosu zwłaszcza w środkowej romanzy, zrazu solowej, a następnie z dołączającą się wiolonczelą (później podobnie postąpią w swoich drugich koncertach fortepianowych Johannes Brahms i Piotr Czajkowski).
Popis pianistyczny powraca w rondzie z fanfarowym refrenem alla polacca i bardziej refleksyjnymi kupletami, powstałe w pierwszej kolejności jako Konzertstück. Beatrice Rana skoncentrowała się na precyzji odczytania tekstu muzycznego, poza wspomnianą romanzą mniejszą wagę przywiązując do touché, niekiedy noszącego znamiona nieco przebitego dźwięku, a we wspomnianym dialogu z wiolonczelą towarzyszył jej Ilia Łaporiew.
Jedną z pierwszych propagatorek tego utworu, która zarejestrowała go na płycie, była artystka polskiego pochodzenia Felicja Blumental. Pożegnano się z krakowską publicznością marzycielskim, śpiewnie rozkołysanym fragmentem z muzyki scenicznej do Rozamundy Wilhelminy von Chézy.
Zespół powstał w 1933 roku jako orkiestra słynnego Radia Luksemburg. Po jego prywatyzacji w 1991 roku nie było ono zainteresowane jej dalszym utrzymywaniem (co to nam przypomina, albowiem w tym samym mniej więcej czasie, publiczne, co prawda, Polskie Radio zlikwidowało swoich krakowskich symfoników). Cztery lata później państwo utworzyło fundację i powołało Filharmonię Luksemburską złożoną z 99 muzyków. Jednym z jej szefów był występujący również w Krakowie, przedwcześnie zmarły David Shallon. Pod Wawelem o półtorej godziny wyprzedzono oficjalną, warszawską inaugurację festiwalu, a występ Luksemburczyków przewidziano tam dopiero następnego dnia.
Lesław Czapliński