Andrzej Boreyko nagrał z kierowaną przez siebie Orkiestrą Filharmonii Narodowej trzy pozycje z niezbyt bogatego zasobu dzieł Karola Szymanowskiego. Choć w oryginale były to kompozycje na fortepian, względnie na skrzypce z fortepianem, tutaj możemy ich posłuchać w transkrypcjach orkiestrowych.
Przeróbki, czyli instrumentacji, a jak twierdzi Danuta Gwizdalanka, autorka eseju dołączonego do płyty Szymanowski Reimagined – tłumaczenia, dokonali trzej muzycy. Młodzieńczą Etiudę przełożył na orkiestrę przyjaciel i niekiedy doradca Szymanowskiego Grzegorz Fitelberg. Jest to melodyjna, romantyczna w wyrazie rozlewna pieśń, której sam kompozytor w poźniejszych latach podobno się trochę wstydził, bo nie miała w sobie nic odkrywczego i eksperymentalnego. Do trzech Mitów – Źródło Aretuzy, Narcyz, Driady i Pan – ręki przyłożył współczesny kompozytor holenderski Willem Strietman.
Utwierdził nas tylko w przekonaniu, że mamy do czynienia z arcydziełem różnobarwnych impresji. Autor przeróbki nie tylko podłożył pod dźwięki fortepianu odpowiednie instrumenty orkiestry, ale tak ułożył ich następstwo, że świetnie wchodzą w dialog z solowymi skrzypcami, na których gra Bartłomiej Nizioł. Orkiestracja Mitów wprowadza nas w tajemniczy świat secesyjnych wyobrażeń, ukrytych znaczeń i niezwykłości, w których mogliby poruszać się bohaterowie trzech Mitów. Można przypuszczać, że tego typu aranżacja dodatkowo uskrzydliła solistę, aby nadał swoim skrzypcom jeszcze większej delikatności i śpiewności. Wreszcie trzecim dziełem przygotowanym orkiestrowo są Maski, trzy utwory – Szeherezada, Błazen Tantris i Serenada Don Juana – zajął się znakomity dyrygent a także kompozytor Jan Krenz. Tutaj główną rolę odegrało prawdopodobnie ogromne doświadczenie kapelmistrzowskie, bowiem liczne arcydzieła orkiestrowe, którymi kierował dyrygent, pokierowały jego ręką podpisującą pod odpowiednimi nutami nazwy instrumentów. Jak pisze Danuta Gwizdalanka wyobraźnia słuchowa Karola Szymanowskiego nakazywała mu niekiedy dokonywać takich adnotacji pod fortepianowymi partyturami własnych, nierzadko ogromnie trudnych do zagrania, utworów. Tak było w przypadku Fantazji na fortepian, bo kompozytor zapisywał w nutach uwagi typu: „grać jak puzony”, albo: „jak waltornie”. Pianista może osiągnąć na fortepianie brzmienie innych instrumentów tylko w ograniczonym zakresie – dla przykładu Alicia de Larrocha potrafiła z fortepianu wydobyć brzmienie gitary – ale to są absolutne wyjątki. Jan Krenz umiał jednak tak zinstrumentować opowieści muzyczno-literackie Szymanowskiego, że słucha się ich jak rasowych kompozycji symfonicznych. W najdłuższej z Masek, trwającej ponad 12 minut Szeherezadzie mamy wyraźnie kilka opowieści sprytnej żony wezyra, które od stosunkowo łagodnych przechodzą do bardziej dynamicznych i dramatycznych, by na końcu znów wrócić do spokoju i liryki niemalże miłosnej. W użyciu są niemal wszystkie instrumenty orkiestry, nie wyłączając bogatego zasobu perkusji, a w jednej opowieści Jan Krenz nie omieszkał nawet wrócić do oryginalnego pasażu granego na fortepianie, bo to najlepiej służyło jego dźwiękowej imaginacji. Może najmniej efektownie na tym tle wypada ostatnia z Masek, czyli Serenada Don Juana. Oczywiście ten utwór różni się od pieśni pod tym samym tytułem Maurycego Ravela, jest bardziej subtelna, koronkowa, aluzyjna, ale być może hiszpańskie rytmy mogłyby być tutaj bardziej wyraziście artykułowane. W końcu jednak za ostatecznym kształtem utworu stoi nasz Karol Szymanowski, który zapewne nie chciał tworzyć standardowego obrazka największego uwodziciela, a tylko jego mentalny wizerunek odbity we własnej wyobraźni.
Joanna Tumiłowicz