Przegląd nowości

Violetta – ofiara hipokryzji i egoizmu

Opublikowano: środa, 14, luty 2024 17:41

Jeśli ktoś tęskni za klasycznymi operami zrealizowanymi „po bożemu”, to powinien obejrzeć nową inscenizację Traviaty Giuseppe Verdiego w Teatrze Wielkim w Łodzi. Reżyserka Pia Partum, wbrew panującej modzie na tępe uaktualnianie fabuły, nie dała się „wrobić” w taki wizualny schemat. Powiedziała, że nie interesuje ją to, że Violetta mogłaby dzisiaj umrzeć np. na covid. – Szukam aktualności w tym, co uniwersalne, zamiast na siłę uwspółcześniać, kładąc Violettę pod respirator.

 

Traviata,Lodz 1

 

I tak się stało. Na scenie pojawia się paryski elegancki salon, w którym baronowie i potentaci finansowi zawiązują przyjaźnie z tancerkami, ale starają się przy tym zachować pozory dobrego wychowania. Przybywający do stolicy młodzieniec zakochuje się w jednej z pań, ale troskliwy tatuś interweniuje osobiście, bo w eleganckim towarzystwie coś takiego jak uczucie musi mieć uzasadnienie finansowe, klasowe, towarzyskie itd. Damę Kameliową pokazywano już scenicznie na dziesiątki sposobów, bardziej lub mniej sensacyjnie.

 

Traviata,Lodz 2

 

Reżyserka przedstawienia łódzkiego postawiła na psychologiczne portrety bohaterów, a w zasadzie skupiła się na portrecie Violetty i na muzyce. Tak się bowiem złożyło, że do roli tytułowej zatrudniono śpiewaczkę ogromnie doświadczoną, a przy tym nieprzeciętnie utalentowaną aktorsko i muzycznie. Joanna Woś niejeden raz dawała świadectwo swej maestrii. Także w przypadku roli Violetty pozwoliła sobie na pogłębioną sylwetkę „eleganckiej kobiety z towarzystwa”, która postanowiła wreszcie pokochać naprawdę.


Oczywiście przełomową dla tego dramatu sceną jest rozbudowana, efektowna i popisowa aria Ah, fors’è lui…sempre libera. Aria ta jest najdłuższą tego typu napisaną przez Verdiego. Trwa ponad 10 minut i wymaga od śpiewaka najwyższych zdolności wokalnych, a także ogromnej wytrzymałości.

 

Traviata,Lodz 3

 

Cały przebieg utworu wymaga umiejętności sopranu koloraturowego z wieloma wirtuozowskimi przebiegami i wysokimi tonami, a dodatkową atrakcją są tu dochodzące z daleka pełne miłości zapewnienia ukochanego. Już samo prześledzenie tej sceny, rozgrywającej się praktycznie na pustej estradzie, co symbolizuje jakby monolog wewnętrzny bohaterki, może dostarczyć sporej satysfakcji słuchaczowi i widzowi, a Joanna Woś doskonale wpisała się w całą sytuację aktorsko, wspomagając się ruchem, gestem, mimiką. 

 

Traviata,Lodz 4

 

Drugą znaczącą, bardzo subtelnie zaaranżowaną sceną jest początek drugiego aktu rozgrywający się na wsi. Znów mamy niemal całkowicie pustą przestrzeń pokrytą liśćmi. To jest scena w zasadzie kameralna, bo pojawiają się w niej tylko Violetta i Alfred, ale jej dramaturgiczny sens jest bardzo prosty – zakochanym wystarczą tylko oni sami, nikt inny nie jest tu potrzebny. Każda dodatkowa osoba staje się intruzem. Nawet ogrodnik czy służąca, nie mówiąc już o przybyłym ze „specjalną misją" ojcu Alfreda. Oczywiście muzyka wyraża niezależnie od poczynań reżyserskich i aktorskich wszystkie uczucia, ale uważny obserwator może znaleźć w scenografii i kostiumach pogłębienie i rozwinięcie zaprojektowanych przez kompozytora emocji. Wśród wykonawców wyróżnić trzeba Rafała Janiaka, który bardzo uważnie prowadzi orkiestrę, chór i solistów. 


Już pierwsze takty, gdy orkiestra gra wstęp do opery, bo Traviata nie ma Uwertury, tylko spokojny Walc Violetty, dowodzą świetnego przygotowania i wczucia się w atmosferę spektaklu. Dyrygent też znakomicie pomaga śpiewakom w ich trudnych rolach przytrzymując orkiestrę gdy solista rozwija fermatę. Gwiazdą bezkonkurencyjną jest Joanna Woś. Jej partner – David Baños, hiszpański tenor z bardzo dobrym głosem, stara się jak może wykorzystać środki aktorskie do pogłębienia swej roli kochanka.

 

Traviata,Lodz 5

 

Jego ojca kreuje Victor Yankovskyi, który jest równie drętwy aktorsko jak i głosowo. W rolach drugoplanowych nikt oczywiście nie dorównuje primadonnie, choć ciekawe głosy ujawniają Rafał Pikała jako lekarz i Dagny Konopacka-Maćkowiak jako służąca. Wadą przedstawienia Traviaty jest statyczność niektórych scen, a także trudne do wytłumaczenia epizody – gra w karty na stole do bilarda i powolny taniec w głębi sceny gdy rozgrywa się dramatyczna scena poniżania Violetty przez Alfreda.

 

Traviata,Lodz 6

 

Ostatni akt w mieszkaniu umierającej bohaterski przynosi nastrój oniryczny – białe zasłony symbolizują chorobę, sen, a w końcu śmierć. Całość koncepcji reżyserskiej jest podporządkowana muzyce. Scenografia, która jest dziełem Karoliny Fandrejewskiej w II i III akcie ma istotnie w sobie coś ze snu. Wreszcie warto wspomnieć o scenie tanecznej, która straciła charakter cygański, a stała się okazją do promocji wielkich stożków złożonych z czekoladek znanej firmy, co wizualnie było nawet interesujące, choć pojedyncze słodycze w rękach baletnic okazały się trochę za małe, jak na Teatr – nie tylko z nazwy – Wielki.

                                                                            Joanna Tumiłowicz