Przegląd nowości

Maksimum kary

Opublikowano: wtorek, 19, grudzień 2023 21:25

Mamy tu do czynienia z bardzo atrakcyjnym wizualnie spektaklem, wręcz wysmakowanym scenograficznie, bo wielka, solidna i połyskująca metalicznie klatka stoi na środku sceny (dla chcących zamówić dla siebie coś podobnego warto podać, że wykonawcą scenografii był Piotr Szczygielski – Instalacje, Budownictwo), a po bokach oglądamy cztery ekrany i z towarzyszącymi akcji komentarzami medialnymi w języku angielskim (wymowa amerykańska) i z dyskretnym polskim tłumaczeniem w górze telebimu.

 

Polowanie na osy 6 

  

Z tej klatki można zrobić studio telewizyjne z aroganckim super prezenterem, albo więzienny korytarz z czuwającą strażniczką, albo salę sądową z przekupnym sędzią, albo wreszcie lokal, w którym odbywa się wizja lokalna zabójstwa młodej kobiety. Autor scenografii i kostiumów Marek Adamski stworzył dzieło łatwo dające się adaptować do kolejnych scen, ale całość jest jeszcze pogłębiana przez nieustanne działania kamerzystów, którzy na prawy ekran rzucają obraz z prawa na lewo, a na lewy odwrócony, czyli z lewa na prawo. 


Że też chciało się autorom multimediów (Marek Kozakiewicz) i montażu elektronicznego dokonywać takiego fikołka. Do tego wszystkiego każdej scenie towarzyszy specjalnie spreparowana muzyka autorstwa The Blu Mantic & L.Ø.V. Music Group. Blu Mantic to raper z hameryki, który, jak sam wyznaje, poświęcił wszystko, przeprowadzając się do Polski i zostawiając za sobą dawne życie. 

 

Polowanie na osy 2

 

Odnalazłszy spokój cichych niedzielnych poranków w Warszawie pojawił się na scenie Teatru Studio, ale drugą część ścieżki dźwiękowej zaskrybował kolektyw L.Ø.V. Music Group, który jak sama nazwa wskazuje jest dziełem kobiety.

 

 Polowanie na osy 5

 

Dodawane są więc np. trąbki albo efekty dźwiękowe z głośnymi niskimi basami, które świdrują narządy wewnętrzne wchodząc przez uszy bez zatyczek (tym razem nie rozdawali), oraz racząc w jednej tanecznej sekwencji samplujący fragment beethovenopodobnej muzyki symfonicznej, oczywiście nie podając autora ani wykonawców (kłaniają się prawa autorskie). A zatem są tu również sceny taneczne ułożone przez tancerki i choreografki, czyli dwie panie Ramonę Nagabczyńską i Karolinę Kraczkowską. W tej pseudo klasycznej występuje postać nastoletniej morderczyni (Wiktoria Kruszczyńska) oraz zaangażowany do podwójnej roli prezentera (coś jak Tomasz Lis) i sędziego Bartosz Porczyk. Wiktoria mogłaby pewnie iść na casting do Opery Narodowej. 


O ile w pierwszym akcie spektaklu reżyserowanego sprawną ręką przez Natalię Korczakowską, która z pomocą Marcina Cecko zaadaptowała tekst znakomitego reportażysty Wojciecha Tochmana, jest kilka sekwencji skłaniających do śmiechu, zwłaszcza kiedy wypowiada się szwagier zamordowanej Jolanty, z lekka szurnięty (Daniel Dobosz).

 

Polowanie na osy 3

  

O tyle w drugim dominuje dramat i ostra antyprawicowa publicystyka, a także bezlitosna krytyka zawiłości w pracy reportera. W tę postać wciela się Dominika Ostałowska, znana zresztą z różnych wcieleń dziennikarsko-prezenterskich, paląca jak parowóz ciężkie papierosy.

 

Polowanie na osy 4

 

To ona w dłuższym monologu wypowiada słowa na temat „prawdy” w publikacjach prasowych, złudności i manipulatorstwa sfery medialnej i co najgorsze, decyzji polityków, które nie mają nic wspólnego z potocznie rozumianą sprawiedliwością. Pointą tej sceny staje się wpis na telebimie, jaka to władza zaostrzyła przepisy kodeksu karnego dotyczące kary dożywocia. Choć Trybunał w Strasburgu uznał ten typ kary za torturę, zwłaszcza gdy skazani nie mają perspektywy wyjścia na wolność i poprawy, to my nadal kultywujemy ten bubel prawny. Ale to wszystko robi się rzekomo pro publico bono i jeszcze utwardza dzięki mediom podążającym za emocjami tłumów. Przedstawienie pod tytułem Polowanie na osy. Historia na śmierć i życie jest więc w sumie wiwisekcją rozciągniętej w czasie kilkudziesięciu lat egzekucji osoby, dla której nie ma żadnego ratunku.

                                                                      Joanna Tumiłowicz