Przegląd nowości

Komu biją dzwonki

Opublikowano: czwartek, 07, grudzień 2023 20:26

Trzy kompozycje o podobnym, neo albo postmodernistycznym charakterze usłyszeliśmy na festiwalu Kwartesencja w wykonaniu Royal String Quartet'u oraz perkusisty Huberta Zemlera. Najbardziej udany w pewnym sensie był utwór Pawła Szymańskiego o ciekawym tytule Compartment 2, Car 7 czyli (Drugi Przedział, Siódmy Wagon). Utwór był udany z powodu zerwania struny w wiolonczeli Michała Pepola, więc pierwszego segmentu kompozycji mogliśmy posłuchać aż dwa razy i rozkoszować się następstwem różnych akordów, jakby wziętych ze skomplikowanych kadencji, granych przez skrzypce, altówkę i wiolonczelę, granych ostro, brutalnie, smyczkami do dołu.

 

Dzwon 1

  

Były tutaj pokrewieństwa z akordowymi następstwami u Beethovena, ale w drugim segmencie, gdy do utworu dołączył się wibrafon z długimi, wybrzmiewającymi tonami granymi smykiem figuracje wiolonczeli zdradzały powinowactwo z solowymi Suitami Bacha. Trzeci segment kompozycji, najdłuższy i najbardziej zbliżony do muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej, wykorzystywał melodie grane przez wibrafonistę aż czterema pałeczkami, do których akompaniament ostinatowy, granych uporczywie rozłożonych, łamanych akordów na czterech strunach, dodawały smyczki. 


Druga kompozycja już bez ogródek zaczerpnięta została z muzyki renesansu, gdzie triumfy święcił morderca własnej żony (i kochanka) książę Carlo Gesualdo da Venosa. Jego cztery Madrygały przerobione na kwartet smyczkowy przez Michała Pepola zostały wzbogacone dudnieniem jakoby kosmicznym oraz elektronicznym dodatkiem w postaci piątego (a nawet szóstego) głosu madrygałowego brzmiącego jak dźwięk instrumentu klawiszowego zdeformowanego elektronicznie. 

 

Dzwon 2

 

Elektronika w sumie triumfowała, bo gdy się skończyły Madrygały dudnienie jeszcze przez chwilę dolatywało do naszych uszu, a potem kometa spokojnie odleciała. Wreszcie kompozycja Johna Tavenera The Last Sleep of The Virgin pokazała, że minimalizm może być ciekawy. Rozmaite układy akordów granych przez smyczki kontrolował na 23 dzwonkach ręcznych strojonych chromatycznie niestrudzony Hubert Zemler, który tutaj pełnił również rolę dyrygenta. Zestaw wielokolorowych dzwonków szklanych, o bardzo ładnym dźwięku, o konstrukcji znanej ze staroświeckich recepcji hotelowych, niekiedy inicjował kolejne, nierzadko orientalne (choć nie cerkiewne) motywy, czasami grał nawet w oktawach. Miało to swój urok i nie stwarzało żadnego problemu dla percepcji słuchaczy. Tego byłoby warto posłuchać jeszcze raz, ale w tym przypadku niestety żadna struna nie została zerwana i utwór zakończył się jakimś wdzięcznym akordem bez poprzedzającej go kadencji.

                                                                Joanna Tumiłowicz