Przegląd nowości

Śmiech (i śpiew) to zdrowie

Opublikowano: niedziela, 26, listopad 2023 15:28

„Jak wspaniałą rzeczą jest komisariat policji! To miejsce, gdzie mam randkę z państwem…” – ironizowała Nadieżda Mandelsztam. Jej chodziło o policję rosyjską (radziecką), Dariuszowi Fo pewnie o policję włoską, może amerykańską. Michałowi Zadarze najwyraźniej po głowie chodziła polska, czego dał dowód pieczętując jedną ze scen portretami szefa MSW, komendanta głównego, a nawet najwyższego dostojnika, czyli Głowy Państwa.

 

Przypadkowa śmierc anarchisty 1

 

Spektakl pt. Przypadkowa śmierć anarchisty to komedia o policji, więc pojawiają się w niej reperkusje typowych żartów z funkcjonariuszy, typu „Gołoledź”, zmuszające do biegania bezwstydnie rozebranych posterunkowych, którzy zrozumieli polecenie: „goło leć”. Tu mamy zaledwie odpryski takich dowcipów w poleceniu: „zamknij drzwi, a klucz połknij”. To dobrze, że w sytuacji tzw. interregia, zamiast martyrologicznych wspomnień np. z Marszu Czarnych Parasolek z 2016 roku twórcy spektaklu postanowili całą tę szopkę obrócić w zgrywę. Wszystko zaczyna się od przesłuchania w komisariacie notorycznej oszustki, która posiada tzw. żółte papiery, czyli jest wariatką.


To czołowa rola w przedstawieniu grana wirtuozowsko przez Barbarę Wysocką, w kolejnej scenie przeistaczającą się w elegancko ubraną panią prokurator – wariatkę z prokuratury krajowej. Teraz to ona przesłuchuje funkcjonariuszy, na których padło podejrzenie, że doprowadzili do śmierci przesłuchiwaną anarchistkę. Śmiechu jest co niemiara, bo przedstawienie toczy się w stylu teatru absurdu skrzyżowanego z commedią dell'arte. W pewnym momencie pojawia się nawet na scenie legendarny granatnik.

 

Przypadkowa śmierc anarchisty 2

 

Są też typowe tricki i chwyty filmowe zaczerpnięte z amerykańskiego serialu Akademia Policyjna. Obejmują one nawet ukłony i oklaski na zakończenie. Przypadkowa śmierć anarchisty, jakkolwiek ktoś mógłby uznać to za rekonstrukcję jakiejś krajowej afery, jest w istocie adaptacją przedstawienia napisanego przez Dario Fo, Noblistę, włoskiego satyryka i reżysera, który stworzył spektakl na bazie autentycznego wydarzenia – śmierci włoskiego anarchisty aresztowanego w związku z zamachem bombowym i przez trzy dni przesłuchiwanego przez policję, a następnie wyrzuconego z okna, co usiłowano przedstawić jako samobójstwo.

 

Przypadkowa śmierc anarchisty 3

 

W ujęciu Michała Zadary, który wraz z Maksymilianem Nowakiem dokonał tłumaczenia z języka włoskiego, rzecz dzieje się na komisariacie polskiej policji, o czym świadczą mundury, a rzeczonym samobójcą jest kobieta rzekomo zamierzająca podłożyć bombę na kolei. Pani Prokurator prowadząca śledztwo w sprawie tego „nieszczęśliwego wypadku” poddaje przesłuchiwanym pomysł – alibi do zaprotokółowania, że oni tę zamachowczynię traktowali bardzo uprzejmie, delikatnie, nawet by stworzyć dobrą atmosferę wspólnie z nią śpiewali popularną w jej środowisku „pieśń anarchistów”.


To muzyczna wisienka na torcie, bo twórcy przedstawienia wybrali popularną piosenkę włoskich partyzantów – antyfaszystów Bella Ciao. W każdej zwrotce pojawia się zwrot „o bella, ciao! bella, ciao! bella, ciao, ciao, ciao” – rodzaj pożegnania pięknego chłopaka lub dziewczyny. W przedstawieniu policjanci przyznają, że śpiewali wersję z polskim tekstem, a słowo „ciao" zamieniło się w „ciało”, które następnie miało wypaść przez okno. Ponieważ pomysł pani prokurator był zbyt świeży, więc policjanci biorący udział w przesłuchaniu musieli przejść próbę by opanować tekst i melodię.

 

Przypadkowa śmierc anarchisty 4

 

I tu przydały się kwalifikacje Barbary Wysockiej, która jest absolwentką studiów muzycznych w Niemczech i wydziałów aktorskiego i reżyserskiego krakowskiej wyższej szkoły teatralnej. Zresztą i Michał Zadara jest nie od tego, bo wraz z Barbarą Wysocką byli autorami przedstawienia Chopin bez fortepianu zakładającego wykonanie obu dzieł Chopina, gdzie główny instrument zastąpiono tekstem literackim.

 

Przypadkowa śmierc anarchisty 5

 

W spektaklu Teatru Powszechnego zainicjowano więc krótką lekcję śpiewu. Pani prokurator rozdała policjantom teksty piosenki i najpierw zaśpiewała ją solo, a potem mieli za nią powtarzać wszyscy. Przy kolejnej powtórce do rytmu zaczęli spontanicznie klaskać ludzie na widowni. O taki efekt „zwykli piosenkarze” muszą zazwyczaj prosić publiczność, tutaj jednak swobodna atmosfera wybornej komedii udzieliła się wszystkim, co można uznać za dowód pełnego sukcesu przedstawienia.

                                                                  Joanna Tumiłowicz