Francuska poetka i kompozytorka Louise Bertin (1805-1877) urodziła się w położonej nieopodal Paryża wiosce Roches. Jej ojciec Louis-François Bertin był założycielem i dyrektorem Journal des débats, francuskiej gazety utworzonej w czasie Rewolucji Francuskiej w 1789 roku.

Początkowo stanowiła ona główne źródło informacji o debatach Zgromadzenia Narodowego, ale z czasem rozszerzyła zakres tematyczny ukazujących się na jej łamach publikacji, zajmując się również literaturą i bieżącym życiem artystycznym. Natomiast matka Louise poświęciła się karierze pianistycznej, stając się zarazem cenioną profesorką tego instrumentu. Ponieważ ich dotknięta paraliżem dziecięcym córka nie była zdolna do jakiejkolwiek aktywności fizycznej, poświęcała całą energię kształceniu się w takich dziedzinach jak poezja, malarstwo i szczególnie muzyka, czemu właśnie sprzyjało środowisko rodzinne i towarzyskie, w jakim dojrzewała.
Uczyła się śpiewu pod kierunkiem belgijskiego kompozytora i krytyka François-Josepha Fétisa, natomiast kontrapunkt studiowała u Antoine’a Reicha, przyjaciela Haydna, a także profesora Liszta i Berlioza. Z tym ostatnim miała częsty kontakt, z racji tego, że Berlioz współpracował ze wspomnianą gazetą jej ojca. Już od wczesnej młodości Louise Bertin pasjonowała się sztuką operową i bardzo szybko próbowała z powodzeniem swoich sił w tej dziedzinie sztuki, szukając inspiracji we współczesnych jej utworach literackich.

Pierwszym rezultatem tych poszukiwań była opera komiczna Guy Mannering - z jej własnym librettem wywiedzionym z dzieła Waltera Scotta - wystawiona na prywatnym pokazie w roku 1825. Wszakże następna opera komiczna: Wilkołak, jaką skomponowała do tekstu Eugène’a Scribe’a, znalazła się już w repertuarze paryskiej Opéra-Comique (1827).

Następnie zainteresował ją Faust Goethego, na podstawie którego napisała najpierw utwór Ultima scena di Fausto, a niedługo później operę Fausto, której prapremiera miała miejsce w roku 1831 w Théâtre-Italien w Paryżu. Uwieńczeniem jej działalności twórczej na niwie sztuki lirycznej była jednak pokazana w Académie royale de musique (Salle le Peletier) w 1836 roku opera Esmeralda (La Esmeralda), z librettem autorstwa zaprzyjaźnionego z rodziną Bertin Victora Hugo, zredagowanym przezeń na podstawie własnej powieści „Notre-Dame de Paris”, znanej w Polsce również pod tytułem „Dzwonnik z Notre Dame”.
Opera ta nie odniosła wówczas sukcesu, na co niestety w głównej mierze wpłynął fakt, że skomponowała ją kobieta, co w tamtych czasach było odbierane z pewnym uprzedzeniem i nieprzychylnością. Nie bez znaczenia były też względy polityczne, wynikające z dziennikarskiej działalności jej ojca i wyrażanych przez niego poglądów. Ta przykra sytuacja przyczyniła się do decyzji Louise Bertin o zaniechaniu podejmowania kolejnych przedsięwzięć w zakresie twórczości operowej. W zamian postanowiła poświęcić się wyłącznie pisaniu wierszy oraz komponowaniu utworów na zespoły kameralne i fortepian. Na szczęście w ostatnich latach zainteresowano się wreszcie Esmeraldą i podjęto dwie próby przywrócenia jej do bieżącego repertuaru.

I tak oto w 2002 roku francuska pianistka Françoise Tillard zaproponowała w Besançon wykonanie redukcji fortepianowej tego dzieła (sporządzonej przez samego Franciszka Liszta), a sześć lat później doskonale w Polsce znany dyrygent Lawrence Foster dokonał w Montpellier jego nagrania w wersji orkiestrowej. Wszakże dopiero teraz położona na południu Francji Opera w Saint-Etienne zaprezentowała po raz pierwszy sceniczną realizację tej zupełnie nieznanej publiczności pozycji, tylko niestety w formie, która nie do końca pozwoliła na pełne poznanie oryginału i docenienie jego walorów. Partytura Esmeraldy została bowiem na tę okazję opracowana do wykonania przez zaledwie pięciu - wykorzystujących instrumenty historyczne - muzyków ansamblu Lélio, pod dyrekcją grającego na pianoforte Benjamina d’Anfraya, którzy przecież nawet przy najlepszych chęciach nie byli w stanie przywołać brzmienia i barw orkiestry. Wprawdzie w oddanym w ręce słuchaczy programie dyrygent wspomina o stylu języka muzycznego Louise Bertin, „eksplorującym psychologię protagonistów i będącym nośnikiem emanującego z libretta Hugo dramatyzmu”, ale przy tak prowadzonej realizacji warstwy dźwiękowej mogliśmy mu tylko wierzyć na słowo. Niemożliwym okazało się także śledzenie oryginalnego tekstu libretta, które twórcy spektaklu, z reżyserką Jeanne Desoubeaux na czele, potraktowali w dość szczególny sposób. Otóż przebudowali oni całą narrację, zmieniając kolejność różnych epizodów i przedstawiając poszczególnych protagonistów odmiennie niż ma to miejsce w znanej nam wszystkim powieści - i tym samym we wspomnianym libretcie - Victora Hugo. Krótko mówiąc, autorzy tej intrygującej wersji opery Bertin opowiedzieli publiczności zupełnie inną historię. Rozpoczyna ją szalony prolog, podczas którego na dźwiękowym tle ogłuszającej warstwy elektronicznej kolejne postaci symulują przed szpetnym dzwonnikiem Quasimodo swój rzekomy obłęd, obrazowany prześmiewczymi grymasami twarzy.
Zaskakuje fakt, że szczególna - znana z literatury i powstałych na jej kanwie filmów - emocjonalna relacja pomiędzy owym dzwonnikiem i Esmeraldą zostaje w tej realizacji prawie zupełnie pominięta. W zamian reżyserka eksponuje seksualną przemoc, pokazywaną w drastyczny sposób, której ta piękna cyganka staje się ofiarą ze strony zakochanego w niej kapitana Febusa i nikczemnego archidiakona Frollo.
Ostatecznie czeka ją śmierć, ale we wzruszającym finale dostępuje swoistego odkupienia. Dodajmy, że według Jeanne Desoubeaux w sytuacji poniżanej i prześladowanej dziewczyny Louise Bertin dostrzegała pewną symboliczną analogię do własnego położenia niedocenianej ze względu na swoją płeć kompozytorki.
Ogólnie rzecz ujmując założeniem reżyserki było zbudowanie spektaklu poruszającego brutalnością i dusznym realizmem oraz ukazującego bestialską stronę relacji damsko-męskich. Wszystko opiera się tutaj na cielesnym wymiarze teatralnych kreacji solistów oraz na intensywnej ekspresji ich głosów. Noszone przez nich stroje (Alex Constantino) są oderwane od jakichkolwiek odniesień czasowych i tym samym nadają narracji wymiar uniwersalny. To właśnie dlatego ograniczona do niezbędnego minimum oprawa scenograficzna Cécile Trémolières (złożona głównie z dwupiętrowych podestów) nie rozprasza uwagi widzów, pozwalając im skoncentrować się na działaniach scenicznych.
Ciekawym pomysłem jest umieszczenie w tle reprodukcji witraży z paryskiej Katedry Notre-Dame, miejsca akcji opery, przypominających zarazem o tragicznym pożarze, który cztery lata temu zdewastował tę słynną świątynię. W pięcioosobowej obsadzie solistów najlepiej pod względem aktorskim i wokalnym zaprezentował się tenor Martial Pauliat w roli lubieżnego kapitana Febusa, a obok niego w tytułowej partii Esmeraldy duże wrażenie wywarła sopranistka Jeanne Mendoche, pokazująca szeroki wachlarz możliwości interpretacyjnych.
Postać odrażającego Quasimodo sugestywnie ucieleśniał Christophe Crapez, dysponujący tenorem o charakterystycznym brzmieniu, zaś aktor Arthur Daniel użyczał swego głosu żebrakowi Clopinowi Trouillefou. Nie do końca natomiast poradził sobie z rolą Frollo bas Renaud Delaigue, którego wyraźnie zmęczony już głos zdradzał niestabilną intonację i problemy z atakowaniem dźwięków w górze skali.

Niezależnie jednak od wymienionych mankamentów, dobrze się stało, że pełniący funkcję dyrektora Opery w Saint-Etienne Eric Blanc de la Naulte zdecydował się na wydobycie z mroków zapomnienia tej wartościowej kompozycji Louise Bertin. Warto zresztą przypomnieć, że dynamicznemu, pomysłowemu i niebojącemu się podejmować ambitnych wyzwań artystycznych szefowi tej francuskiej placówki zawdzięczamy już między innymi wskrzeszenie takich ciekawych pozycji jak Lancelot Victorina Joncière’a oraz Andromaque André Grétry’ego.
Leszek Bernat