Przegląd nowości

Bez ERY nie ma SCHAEFFERA

Opublikowano: środa, 08, listopad 2023 12:25

6 listopada we wnętrzu Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki świat został przestawiony na tory „schaefferowskie". Ściany i klatki schodowe udekorowane wielkoformatowymi grafikami tego twórcy kierowały publiczność skrzykniętą przez przewodniczącą Fundacji Aurea Porta do górnej kondygnacji.

 

ERRA 1

 

Skompletowana w sposób naturalny – dobór na zasadzie kto chce i się zgłosi – obfita struga widzów i słuchaczy próbowała się przedostać przez zalegające w przejściach i na schodach osoby w pasiastych kostiumach z pomalowanymi na biało twarzami.

 

ERRA 2

 

Atrybuty commedii dell arte towarzyszyły zebranym także w wypełniającej się po brzegi sali wystawowej, w której stał jedynie sporych rozmiarów, biały pomnik – zapewne Bogusława Schaeffera – oraz zestawy instrumentów muzycznych. Ci państwo w pasiastych strojach i w barwach klownowskich okazali się aktorami, zaś grupa muzyków nie dysponowała żadnymi przebraniami i zgromadziła się skromnie pod ścianami. Tegoroczna XV już ERA SCHAEFFERA zwracała uwagę przede wszystkim inspirującą oprawą wizualną. Począwszy od ścian, na których mieliśmy feerię pomysłów graficznych naszego wieloformatowego i interdyscyplinarnego „Leonarda”, następnie wzmacnianych animowanymi grafikami spadkobierców tego stylu, a kończąc na grupie z commedii dell arte, która wyczyniała na niewielkiej scenie taneczne harce – było na czym oprzeć wzrok. 


Aktorzy ci niekiedy odzywali się ludzkimi głosami, by wyrecytować wyimki z schaefferowskich tekstów dramatycznych lub teoretycznych. Cała reszta była tradycyjną już składanką muzyczno-aktorską bez specjalnego programu przewodniego czy też nici łączącej.

 

ERRA 3

 

Wydaje się, że poprzednia, XIV Era mogła zapowiadać jakiś przełom w takiej czysto składankowej i asemantycznej rewii „bezpomysłów”, jednak XV ERA, poza pamiątkowymi statuetkami wręczanymi na zakończenie wieczoru i wprowadzeniem na scenę dyplomowanego dyrygenta Sebastiana Perłowskiego, wróciła do trochę ogranego już schematu, choć nowością była też sama reżyserka przedstawienia Magdalena Piekorz. Część teatralna zaproponowana przez nią okazała się uboga w porównaniu z muzyczną. Dialogi czy stwierdzenia zaczerpnięte z oryginalnych tekstów autora Kwartetu dla czterech aktorów sączyły się dość opornie. Jego twórczość sceniczna jest wciąż rozbudowywana i przetwarzana np. w formie widowiska „Multimedialne coś”. 


Ponoć przed corocznym happeningiem odbyła się próba dramatu SEN I NIE, sztuki teatralnej w formie koncertu instrumentalnego. Coś z poetyki snu weszło do programu występu w Zachęcie, ale bez sensownego powiązania z resztą produkcji aktorskich, w których brylował umiejętnie korzystający ze swego głosu Janusz Radek. Dziwne, iż włączono go do grupy aktorów, a nie muzyków.

 

 ERRA 4

 

Ale i muzycy zaprezentowali się godnie i w doskonałym stylu. Wspaniale korespondowali ze sobą na jazzowo pianista Artur Dutkiewicz i przybyły ze świata indyjski perkusista, grający na instrumencie o nazwie Ghatam – Ghatam Giridhar Udupa. To oni praktycznie zajęli najdłuższy odcinek czasowy wieczoru. Gwoździem programu były też popisy perkusjonisty i wibrafonisty Krzysztofa Nowakowskiego, zwłaszcza gdy starał się na żądanie dyrygenta dostroić dźwięki szklanych mis dolewając do nich wodę, a następnie rozchlapując naokoło. To się mogło podobać nie tylko z uwagi na efekty dźwiękowe. Warto zwrócić uwagę, że nie były to „zwykłe” misy, ale specjalnie udostępnione na wieczór wyroby Huty Szkła Gospodarczego Tadeusz Wrześniak. 


Oczywiście atrakcją, ale powtarzającą się w kolejnych Erach, był pokaz możliwości perkusyjno-głosowych Andy Ninvalle'a, beatboxera i hiphopowego rapera z Gujany. Nieźle wspomagali pejzaż dźwiękowy koncertowej części happeningu pozostali muzycy, a w użyciu były skrzypce, gitara elektryczna i inne bardziej drobne instrumenty. Poszczególne „numery” oddzielał od siebie odgłos tam-tamu.

 

ERRA 5

 

Zgrupowani na wieczorze soliści potrafili zadziwić swoim kunsztem i pomysłami. Ale przede wszystkim przyciągającym i motywującym wabikiem była nieograniczona atmosfera improwizacji w formie szalonego happeningu, którego zakończenie jest zwykle okryte tajemnicą. Tym razem nic zaskakującego się nie wydarzyło.

 

ERRA 6

 

Trzeba jednak spojrzeć realnie na naszą zapyziałą i zgrzebną przestrzeń kulturalną. O twórcach i artystach, nawet najwybitniejszych, szybko zapominamy. Tylko nielicznym udało się przetrwać poza datę śmierci. Nasi czołowi kompozytorzy wracają z trudem do programów koncertowych. Witold Lutosławski ma jeszcze Festiwal Łańcuch i załamujący się niekiedy konkurs wiolonczelowy jego imienia. Krzysztof Penderecki ma rozbudowaną sieć zależności w Europejskim Centrum Muzyki w Lusławicach oraz Festiwal Wielkanocny. Ani Kilar, ani Górecki nie dorobili się niczego stałego, mogą liczyć tylko na łaskawość dyrekcji filharmonii, tudzież oper. Dobrze więc, że Bogusław Schaeffer ma swoją Erę i oby służyła mu jak najdłużej.

                                                                     Joanna Tumiłowicz