Dlaczego nie wprowadzono do panteonu polskiej muzyki utworów tego kompozytora? Czy dlatego, że po wojnie a także przed jej wybuchem znalazł się za granicą. Czy dlatego, że był zdolniejszy od wielu innych? Czy dlatego, że nie tworzył oper? W wielotomowej Encyklopedii Muzycznej PWN napisano, że w roku 1972 pertraktował bez powodzenia z Biblioteką Narodową w sprawie przekazania jej swego dorobku.

A zatem dziś można napisać na płycie wydanej przez firmę Acte Préalable World Premiere Recording. Jest tutaj pewna nieścisłość, bo tytuł krążka brzmi Wszystkie Dzieła Fortepianowe, tymczasem prócz utworów na ten instrument znajdziemy na niej pięć parafraz polskich kolęd granych przez artystę z USA, Davida Pickeringa na organach All Faiths Chapel, Kansas State University.
Są to popularne: Lulaj że Jezuniu, która przetrwała też w pamięci Fryderyka Chopina, W żłobie leży, Radujcie się bracia mili, Wśród nocnej ciszy oraz Przybieżeli do Betlejem. Płyta może więc być także okazjonalnym prezentem świątecznym. Część fortepianowa nagrania to dzieło Sławomira Dobrzańskiego, także obecnie pracującego w Ameryce. Czego tu nie ma? Są polskie tańce, Kujawiaki i Mazurki, w niebanalnych aranżacjach, są miniatury złożone z innych tańców, są króciutkie obrazki muzyczne ilustrujące rozmaite zwierzęta (kota, lisa, pieska, konika, kaczora, małpkę itd.), ale możemy też wysłuchać dłuższego dzieła, Drugiej Sonaty. Tu podziwiamy muzykę odbiegającą od tonalności, ale w bardzo zmyślnie prowadzonej w plątaninie linii melodycznych. Dowiadujemy się też, że większość kompozycji pozostaje nadal w rękopisach, a jego Pierwsza Sonata Fortepianowa w ogóle nie została jeszcze odnaleziona, choć poszukiwano jej w różnych bibliotekach i instytucjach muzycznych. Zarówno transkrypcje polskich tematów ludowych, do których zaliczylibyśmy też opracowania popularnych kolęd, jak też utwory pozbawione takich odniesień są świadectwem sporej wyobraźni i fantazji twórczej. Miejscami można by sądzić, że nawet Karolowi Szymanowskiemu niektóre pozycje można by przypisać. Specjaliści dostrzegają w twórczości Łabuńskiego wątki zbliżające jego muzykę do Hindemitha, Rachmaninowa, a nawet Strawińskiego. W biografii tego kompozytora są epizody zarówno rosyjskie (dobra opinia Aleksandra Głazunowa), jak też francuskie, bo autor przedstawionych na płycie utworów co najmniej 10 lat spędził w Paryżu i należał do elitarnej grupy kompozytorów, którzy studiowali u sławnej Nadii Boulanger. W czasie tej nauki korzystał z pomocy Ignacego Jana Paderewskiego. Jest też wątek amerykański – tu znalazły się bardziej zrytmizowane obrazki zwierząt, jakby miały być ilustracjami do telewizyjnych kreskówek. Choć Feliks Łabuński urodził się jeszcze w XIX wieku na Lubelszczyźnie, a w odrodzonej ojczyźnie spędził tylko pięć lat (pracował w przedwojennym Polskim Radiu), to niewątpliwie był kompozytorem polskim, bo rodzima nuta pojawia się nierzadko w jego twórczości. Zmarł w 1979 roku w USA jako zasłużony pianista, kompozytor i pedagog. Do Stanów Zjednoczonych przeniósł się za namową młodszego brata Wiktora, także muzyka, który z czasem został długoletnim dyrektorem konserwatorium w Kansas City. Losy Feliksa Łabuńskiego były podobne do wielu utalentowanych ludzi jego pokolenia, bo zaczynał swe dorosłe życie od studiów politechnicznych, a muzyka uprawiana amatorsko w domu rodzinnym, upomniała się o niego nieco później.
Joanna Tumiłowicz