Astor Piazzolla (1921-1992), argentyński kompozytor i bandeonista, jest uważany za najważniejszego przedstawiciela gatunku tanga drugiej połowy XX wieku. Urodził się w Mar del Plata w rodzinie emigrantów włoskich, ale jeszcze jako małe dziecko przeprowadził się z rodzicami do Nowego Jorku. W roku 1936 powrócił jednak do rodzinnego miasta, zaś dwa lata później zdecydował się zostać profesjonalnym bandeonistą i zamieszkał w Buenos Aires. Interesował się tangiem, wszakże jego celem było zostanie „prawdziwym” kompozytorem, co skłoniło go do rozpoczęcia studiów muzycznych pod opieką Alberto Ginastery.
Zaczął już wówczas samodzielnie tworzyć, a jeden z jego wczesnych utworów przyniósł mu nawet nagrodę Fabiena-Sevitzky’ego i stypendium pozwalające na kontynuowanie studiów w Paryżu. Uczył się tam pod kierunkiem Nadii Boulanger, która wywarła znaczący wpływ na jego rozwój artystyczny.

Po powrocie do Buenos Aires prowadził intensywną działalność nie tylko jako kompozytor, ale także jako instrumentalista w różnych powoływanych przez siebie do życia zespołach, z których międzynarodową sławę zyskał przede wszystkim ansambl Quinteto Tango Nuevo. I to właśnie jego nazwa stała się określeniem przywołującym oryginalny styl stworzony przez Piazzollę. Oto bowiem „nuevo tango” nie oznaczało już formy tańca, lecz odpowiednio wzbogacaną i rozwijaną - w dodatku nawiązujacą do barokowej passacaglii – muzykę do słuchania, wyróżniającą się charakterystycznym i często zmiennym rytmem oraz niekiedy dysonującą chromatyką.
Styl ów nie jest też wolny od wpływów opery włoskiej czy odniesień do utworów takich twórców jak Bach czy Bartók, których twórczość rozpalała dźwiękową wyobraźnię Piazzolli. Niestrudzenie szukał nowych projektów artystycznych, a wyznaczając sobie kolejne cele marzył o stworzeniu czegoś na wzór West Side Story Bernsteina.

W realizacji tego ambitnego zamierzenia decydującym okazało się spotkanie z urugwajskim poetą, dziennikarzem i pisarzem Horacio Ferrerem. To właśnie jego libretto - napisane pod wpływem i we współpracy z aktorką i pieśniarką Eagle Martin - dało podstawę do powstania Marii de Buenos Aires, operity, czyli opery-tanga, poetycko-muzycznego dzieła o oryginalnej, trudnej do zdefiniowania formie i jeszcze bardziej enigmatycznej treści.
Jej prapremiera miała miejsce w Sali Planeta w Buenos Aires i nie od razu spotkała się ze zrozumieniem i przychylnym przyjęciem publiczności. Mamy tu bowiem do czynienia z oniryczną opowieścią, odwołującą się do magicznego realizmu i pozbawioną linearnej narracji dramaturgicznej. Tytułowa Maria jest dziewczyną urodzoną w biednej dzielnicy Buenos Aires w „dniu, w którym Bóg był pijany”. Obserwujemy jak zmierzając do centrum miasta zatraca się w tangu i oddaje prostytucji, za co zostaje podczas czarnej mszy skazana na śmierć i pobyt w piekle, którym okazuje się być przywołane miasto. Jej duch włóczy się po jego ulicach aż do momentu, kiedy po odzyskaniu dziewictwa zostaje zapłodniona słowem El Duende, czyli elfa, który w tradycji flamenco lub tanga symbolizuje trans artystyczny, podczas którego jednostka zostaje przeniknięta prawdą i w ten sposób łączy się z wszechświatem.
Ostatecznie Maria wydaje na świat dziecko, którym być może jest ona sama. Oprócz niej pojawiają się tu jeszcze takie postaci jak Payador – śpiewak ludowy i zarazem sutener – oraz różni magicy, złodzieje i panienki, a także złożony z aniołów chór psychoanalityków. Jako się rzekło, ów surrealistyczny, poetycki i jakby pochodzący ze sfery snu język tekstu Ferrera nie opowiada racjonalnej historii, lecz służy kreowaniu atmosfer, odwołując się do naszych emocji i uczuć.

Zaś postać mitycznej Marii staje się alegorią Buenos Aires i królującego w tym mieście tanga. W 2020 roku Maria de Buenos Aires została zaprezentowana w Warszawskiej Operze Kameralnej, zaś niespełna trzy lata później, bo w marcu tego roku, pojawiła się także na scenie Opery Narodowej. Natomiast obecnie wystawił ją z dużym powodzeniem – po raz pierwszy – Grand Théâtre w Genewie.

Warto zresztą od razu zaznaczyć, że twórcy spektaklu, w osobach dyrygenta Facundo Agudina i reżysera Daniele Finziego Pasca, wprowadzili do swojej realizacji istotną w stosunku do oryginału innowację, zastępując przewidziane pierwotnie na głosy męskie role, głosami żeńskimi. I tak wspomnianego wyżej tajemniczego narratora El Duende uosabiały dwie brazylijskie aktorki: Mellisa Vettore oraz Beatriz Sayad, zaś Payadorowi swego głosu użyczyła wybitna argentyńska wokalistka Inés Cuello. Niekwestionowaną gwiazdą wieczoru okazała się jednak ucieleśniająca Marię portugalska sopranistka Raquel Camarinha, dysponująca donośnym, pięknie barwionym w całej skali i nasyconym emocjami głosem, który w połączeniu z charyzmatyczną osobowością sceniczną tej artystki zaowocował niezapomnianą kreacją.
Ponadto ze względu na rozmiary sali genewskiego teatru dyrygent zastąpił zaplanowany przez Piazzollę w partyturze dziesięcioosobowy zespół muzyczny orkiestrą składającą się z czterdziestu instrumentalistów, w przeważającej części studentów i wykładowców Wyższej Szkoły Muzycznej w Genewie.

Wśród nich pojawili się też specjalizujący się w argentyńskich tradycjach muzycznych soliści: bandeonista Marcelo Nisinman, pianista i zarazem ceniony znawca tanga Roger Helou oraz wszechstronny gitarzysta Quito Gato, fantastycznie czujący popularną muzykę swego kraju: Argentyny. Cały skład uzupełniali jeszcze tworzący z tym ostatnim kwartet gitarowy Guy Hirschberger, Camille Perron i Eric Meier, którzy w pewnym momencie przenieśli się nawet z kanału na scenę, żeby zagrać wstawione dodatkowo przez dyrygenta do przedstawienia melancholijne Milonga carrieguera. Wreszcie niebagatelną rolę odgrywa w Marii de Buenos Aires chór (w tym przypadku przygotowany przez Natachę Casagrande), przyjmujący na wzór antycznej tragedii rolę komentatora, deklamujący - a nie śpiewający – emfatyczno-ekstrawaganckie metafory.
W zawartym w programie wywiadzie Agudin podkreśla obecność w rzeczonym dziele cech oratoryjnych, a nawet pasyjnych, ze względu na postać głównej protagonistki. A to również oznacza, że poprzez przypisaną jej symbolikę Piazzolla i jego librecista snują opowieść nie tylko o losie jednej dziewczyny, ale także o przeznaczeniu całej ludzkości. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w warstwie wizualnej całej realizacji, w której kreowaniu wzięli także udział Hugo Gargiulo i Matteo Verlicchi (scenografia), Giovanna Buzzi (kostiumy) i Maria Bonzanigo (choreografia).
Reżyser Daniele Finzi Pasca zaprosił też do współpracy tancerzy i akrobatów z Compagnia Finzi Pasca, których fascynujące i jakby uwolnione od prawa ciążenia ewolucje na deskach sceny oraz na kołach i linach przyczyniły się wraz ze zjawiskowym oświetleniem i frapującymi dekoracjami do komponowania poetycko-onirycznych obrazów.

Ponieważ temat śmierci jest w rzeczonym dziele stale obecny, omawiana inscenizacja zaczyna się od widoku cmentarza, na którym ma miejsce pogrzeb, gromadzący wszystkie występujące u Piazzolli postacie, które mieszają się z wychodzącymi z grobów duchami zmarłych. Następna odsłona ukazuje realistyczną kopię kultowego obiektu Buenos Aires, jakim jest gmach Singer, z przypominającą dawny dworzec kolejowy metalową strukturą, po której na różnych poziomach przemieszczają się protagoniści.

A ponieważ mamy tu do czynienia z przedstawieniem przygotowanym w teatrze w Szwajcarii, jego autorzy zdecydowali o wykonywaniu tanga akrobatycznego w charakterystycznej dla tego kraju scenerii lodowiska i zjawiskowo opadających z góry płatków śniegu. Taki widok należy w Buenos Aires do rzadkości, ale przecież w kontekście fantasmagorycznej i nadnaturalnej konwencji nie ma to najmniejszego znaczenia. Te wszystkie koncepcje i pomysły złożyły się na przepiękną i jakże odległą od taniego folkloryzmu wizję, która przez cały czas przykuwała uwagę i hipnotyzowała zachwyconą publiczność, delektującą się w skupieniu kolejnymi motywami poruszającej muzyki Piazzolli. Nic zatem dziwnego, że ostatnia aria jego operity („Yo soy Maria”) została na życzenie słuchaczy przez Raquel Camarinhę powtórzona, przy czynnym udziale zachęconej przez portugalską artystkę widowni.
Leszek Bernat