Przegląd nowości

Recytatyw Samobójcy

Opublikowano: wtorek, 31, październik 2023 07:04

Wydarzeniem jest opera i jej libretto, z pozoru bardzo aktualne, ale podszyte śmiechem, ironią i pogodną rezygnacją. Jedynym w pełni zrozumiałym hasłem i adekwatnym do sytuacji jest wypisywane przez jakiegoś wywrotowca na szybie dworca „Jebać starą Europę".

 

Slepy tor 1

 

To w sumie niewiele, jak na dramat roszczący sobie prawo do powiastki filozoficzno-ideologicznej. Bo te trzy wzajemnie wykluczające się grupy reprezentantów opcji – Wolnościowcy, Religianci i Terroryści  – występują każda oddzielnie, a najciekawsze byłoby zderzenie ich ze sobą. We wzajemnej dyskusji, dialogu, a może końcowym kompromisie, bo przecież wszyscy chcą gdzieś jechać, spełniłby się jakiś cel wspólnotowy.

 

Slepy tor 2

 

Karty na stół wykładają jednak twórcy opery Ślepy tor, Krzysztof Meyer i Antoni Libera, w końcowym Epilogu, kiedy wytrącają z rąk nawet argumenty krytyków, mówiąc, że to był trudny orzech do zgryzienia i kakofonia. A to oznacza, że te wszystkie idee wygłaszane przez liderów wspomnianych grup – Profesora, Generała Zakonu i Timura – to tzw. „pic na wodę”, nie można ich brać na poważnie. Zresztą nawet samobójca, który aż trzy razy z niewytłumaczalną cierpliwością przykuwa się łańcuchami do toru, nie jest w stanie logicznie wytłumaczyć, co go do tego skłoniło. Jedno co wydaje się pewne, że desperacki gest takiego człowieka jest na rękę każdej z grup pojawiających się na dworcu.


A teraz o muzyce. Ponieważ libretto jest mocno przegadane, więc kompozytor musiał w głównej mierze opakować ciągnące się recytatywy. Było kilka miejsc na jakąś wydzieloną arię, ale nie zrobiono nic w tym kierunku. Gdy wspomniany już Profesor filozofii przymierzał się do zapoznania zebranych z tezami swego wykładu, nabrał wody w usta przeglądając konspekt, w zamian pojawiały się nostalgiczne i melodycznie łagodne wspomnienia pasażerów o dawnych pobytach w Paryżu, spacerach nad Sekwaną itd. Gdy Zawiadowca zadał Samobójcy pytanie, czy to karty, alkohol czy seks są powodem zamachu na własne życie, ten dał odpowiedź najwyżej wymijającą.

 

Slepy tor 3

 

Nie skorzystali z szansy przedstawienia swych poglądów ani Generał Zakonu, ani szef Terrorystów, co niestety przyczyniło się do dźwiękowej monotonii. To dlatego najciekawsze muzycznie były krótkie fragmenty czysto orkiestrowe, gdzie kompozytora nie krępował już udział ludzkich głosów, które instrumenty mogłyby zagłuszyć.

 

Slepy tor 4

 

Krzysztof Meyer, potrafiący komponować w rozmaitych konwencjach stylistycznych, świetnie podrabiał zarówno Szostakowicza jak i Mozarta, tutaj poszedł po nie mniej ambitnej linii – jak zauważył krytyk muzyczny Michał Klubiński, dostrzegając w niezwykle ekspresyjnym języku Meyera, zakorzenienie w abstrakcji Strawińskiego. Niezawodne ucho Pana Michała wykryło w partyturze Ślepego toru także cytaty z Don Giovanniego i Requiem Mozarta, utworów fortepianowych Debussy’ego i Ravela, i wreszcie zapowiedzianych zresztą ze sceny dźwięków z V Symfonii Beethovena, który jak łatwo zauważyć nie był kompozytorem tej akurat opery, ale stawiał śpiewakom jeszcze większe wymagania.


W Ślepym torze partie wokalne były intonacyjnie i kondycyjnie trudne, ale jednak łatwiejsze niż w Fideliu, bo niewiele przekraczały obszar jednej oktawy. Najciekawiej wypadły też niewielkie operowe ansamble. Do wykonania nie można mieć zastrzeżeń. Łukasz Borowicz żelazną ręką wyegzekwował wszystkie dysonansowe akordy, ostinatowe ozdobniki i perkusyjne rulady.

 

Slepy tor 5

 

Zadbał też by głosy śpiewaków nie przepadły w orkiestrowej kotłowaninie. Głosowo najbardziej wyrównane były barytony Samobójcy Stanisława Kuflyuka i Zawiadowcy Krzysztofa Szumańskiego. Poważne zadanie postawiono przed Robertem Gierlachem, bo był przywódcą trzech jakże różnych ideowych opcji. Mocny głos i talent aktorski dawał mu niejako ustawowo przewodnictwo wśród zgromadzonych. Głosowo i wzrostowo wybijał się tenor Rafała Żurka, najwyższego spośród wykonawców, kreującego też trzy role – Ekologa, Prezbitera i Hooka.

 

Slepy tor 6

 

Fory od Anny Adamek, autorki kostiumów, charakteryzacji i peruk otrzymała Bożena Bujnicka, która jako żona producenta wina miała najładniejszą suknię i największy kapelusz. Nagrodę od PKP powinna otrzymać Jagna Janicka, która doskonale wykonała imitację węzła kolejowego i dworca z wahadłowymi drzwiami. Dobrą szkołę reżyserii operowej pokazał Marek Weiss starając się uczynić zrozumiałymi wszystko, co było tylko delikatnie zasugerowane. Wreszcie sceny taneczne ułożyła dla trójki zakonnic Izadora Weiss posiłkując się nieśmiertelnym przebojem kinowym Zakonnice w przebraniu. Co jest dziwne w reakcji warszawskiej publiczności – mimo pozytywnego przyjęcia opery na jej ostatnim przedstawieniu nie doszło do gremialnego stojaka.

                                                               Joanna Tumiłowicz