Położony na południu Francji departament Ain nie posiada większych miast, a najważniejsze z nich: Bourg-en-Bresse i Oyonnax należą do ośrodków o średniej wielkości. Natomiast warto podkreślić, że ów rozciągający się pomiędzy Lyonem i Genewą departament pokrywa gęsta sieć małych wiosek i miasteczek, z ciągle rosnącą w ostatnich latach liczbą mieszkańców.
Jedną z wiosek jest Ambronay, znane z pochodzącego z jedenastego wieku opactwa benedektyńskiego. Ponieważ już wielokrotnie miałem okazję o nim w tym miejscu pisać, przypomnę tylko, że to w jego murach odbywa się każdego roku międzynarodowy festiwal poświęcony muzyce dawnej. Należy on do jednej z najbardziej cenionej manifestacji muzycznej tego typu na świecie, toteż nic dziwnego, że przyciąga licznych miłośników muzyki barokowej z wielu krajów. Mają oni okazję uczestniczyć w koncertach najwybitniejszych artystów i zespołów specjalizujących się w takim repertuarze.
Czterdziesta czwarta już edycja Festiwalu w Ambronay, rozgrywająca się od 15 września do 8 października i zogniskowana wokół hasła: „Pokolenia Ambronay” tradycyjnie już cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem. Śledzić ją mogli nie tylko obecni na miejscu goście, lecz także melomani korzystający z bezpośrednich transmisji i umieszczonych na różnych platformach replayów. Cały festiwal rozłożony jest na cztery weekendy - udało mi się dotrzeć na drugi z nich.

Rozpoczął go występ bardzo tutaj cenionego i lubianego zespołu Cantoria, pracującego pod kierownictwem artystycznym tenora Jorge Losany. Ansambl ten jest kwartetem wokalnym koncentrującym swoją działalność na interpretacji hiszpańskich utworów polifonicznych z okresu renesansu i przybliżaniu ich współczesnym słuchaczom.
Zespół Cantoria powstał w 2016 roku podczas Festiwalu Muzyki Dawnej w Sierra Espuňa i doskonalił swą sztukę podczas funkcjonującego właśnie w Ambronay programu EEEMERGING. Przebywał też na rezydencjach artystycznych w Antwerpii, Vézelay, Pawii, Göttingen czy w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Członkowie zespołu (oprócz wspomnianego Losany są to Inés Alonso - sopran, Oriol Guimerà – alt i Oriol Quintana – bas) pasjonują się szczególnie twórczością hiszpańskiego kompozytora Mateo Flechy „El Viejo” (1481-1553). Dlatego też program rzeczonego koncertu był w przeważającej części poświęcony właśnie jego utworom pochodzącym ze zbioru Las Ensaladas– po polsku: Sałatki. W nazwie tej chodzi bowiem o swoistą mieszankę gatunków, języków, wpływów muzyki sakralnej i świeckiej, popularnej i folklorystycznej, tematów poważnych i komicznych.
W interpretacji Cantorii wszystkie zaprezentowane utwory Flechy, przeplatane kompozycjami Antonio Cabezony, Luiza de Narváeza i Diego Ortiza, zamieniły się w jakby drobne scenki teatralne, zawierające szeroką gamę emocji i rozmaite aluzje polityczne. Kwartet wywołanych solistów wypełnił je umiejętnie dozowaną ekspresją, zmiennymi atmosferami i rytmami, akcentami tanecznymi ustępującymi nieraz miejsca elementom sakralnym.

W ten sposób ich występ przybrał charakter szlachetnej rozrywki, wszak nie pozbawionej przejawów pewnej duchowości i nieprzeczuwanej wstępnie w tego typu utworach głębi. W kreowaniu zmiennych klimatów śpiewaków wspierały towarzyszące im instrumenty: viola da gamba (Marc de la Linde), organy (Joan Segui) i vihuela (Jeremy Nastasi). Tego samego dnia zaplanowano na wieczór w głównej nawie opactwa wykonanie Il Dono della Vita eterna, oratorio al sento sepolcro (Dar życia wiecznego przy Grobie Świętym) Antonio Draghiego (1634-1700).
Partyturę tę odkrył i opracował argentyński dyrygent, organista i klawesynista Leonardo Garcia Alarcón, któremu już zawdzięczamy między innymi wydobycie z mroków zapomnienia Diluvio Universale (1682) Falvettiego. Przypomnijmy, że Draghi to włoski kompozytor i librecista barokowy, urodzony w Rimini, a zmarły w Wiedniu, który swoją karierę muzyczną rozpoczął jako chórzysta w Padwie. Pomimo tego, że urodził sie we Włoszech, jego czterdziestoletnia kariera rozwijała się w Wiedniu, gdzie przywołany kompozytor cieszył się niezawodnym wsparciem Eleonory Magdaleny von Pfalz-Neuburg, księżniczki palatyńskiej, cesarzowej rzymsko-niemieckiej, królowej Czech i Węgier. Draghi należał do twórców niezwykle płodnych, pozostawiając sześćdziesiąt siedem oper, trzydzieści siedem oratoriów i liczne serenady.
Przyczynił się też do rozwoju wiedeńskiej muzyki operowej, pisząc zarazem utwory sakralne przeznaczone na chór i orkiestrę. Dumą może napawać fakt, że światowa prapremiera jego oratorium Il terremoto, napisanego na zamówienie cesarza Leopolda I w 1683 roku, odbyła się w Krakowie (2017 rok) w kościele św. Katarzyny podczas festiwalu Misteria Paschalia. Jeśli chodzi o Il Dono della Vita eterna to chodzi tutaj o oratorium wykorzystujące rozbudowany aparat wykonawczy.
Porywa ono swoim teatralno-dramatycznym wydźwiękiem, mającym na celu wstrząśnięcie słuchaczami i zachęcenie ich do refleksji moralnej oraz medytacji nad Męką Pańską. Ziemskie i niebiańskie siły ścierają się tutaj w celu zbawienia ludzkości, a symbolicznym przekazicielem dającego nadzieję przesłania w epilogu jest chór.
Siedzący nietypowo przodem do publiczności i prowadzący niezwykle ekspresyjnie wykonanie tego dzieła Leonardo Garcia Alarcón wydobywał zeń urzekająco bogatą pod względem kolorystycznym i nasyconą dużym ładunkiem duchowości instrumentację. Uwalniał też poruszającą warstwę emocjonalną i przykuwał uwagę słuchaczy już od pierwszych nut tego porywającego wykonania. Oprócz znakomitego jak zawsze Chóru Kameralnego z Namur wzięli w nim udział zaprzyjaźnieni i regularnie współpracujący z Alarcónem soliści. Już na samym początku rozległy się poruszające interwencje barytona Victora Sicarda, ucieleśniającego cierpiącą, a zarazem targaną różnymi namiętnościami ludzkość. Postać Śmierci znajdowała idealne odzwierciedlenie we wzniecającym poczucie strachu śpiewie i gwałtownych recytatywach kontratenora Nicolò Balducciego.
Zaś rozjaśniające ludzkie dusze światło nadziei emanowało ze zjawiskowo brzmiącego głosu sopranistki Mariany Flores, ucieleśniającej postać Boskiej Miłości. Również inni soliści swoimi głosami bezbłędnie charakteryzowali pozostałe symboliczne postaci: tenor Fabio Trümpy (Grzech Adama), bas Raphaël Hardmeyer (Nienawiść Piekieł), sopranistka Maud Bessard-Morandas (Łaska), kontratenor Andrea Gavagnin (Życie Wieczne).
Omawiany koncert zostal jednak przerwany za sprawą nagłego, tragicznego i pozostawiającego zarówno publiczność, jak i cały zespół wykonawczy w stanie szoku wydarzenia. Otóż zaraz po pojawieniu się na scenie doskonale znanego przez festiwalowych gości barytona Alejandro Meerapfela i zaśpiewaniu przezeń paru interwencji postaci Boga Ojca artysta ten doznał - jak się okazało fatalnego dla niego - zawału serca i pomimo natychmiast podjętej akcji reanimacyjnej zmarł.
Nawa główna kościoła została natychmiast ewakuowana, a oszołomieni tym dramatem słuchacze jeszcze przez dłuższą chwilę tkwili nieruchomo w ciemnościach przed opactwem, próbując poradzić sobie z trudnymi emocjami. W tym bolesnym kontekście zaplanowany na następny dzień koncert z Mszą pięciogłosową a cappella Williama Byrda w programie zamienił się niespodziewanie w swoisty hołd złożony zmarłemu śpiewakowi, co już na samym wstępie zapowiedziała wzruszona dyrektorka festiwalu Isabelle Battioni. Jednocześnie to odtworzenie swoistej liturgii, złożonej z motetów na chwałę Matki Boskiej, było też pierwotnie pomyślane jako okazja do uczczenia czterechsetnej rocznicy śmierci kompozytora, która nastąpiła 4 lipca 1623 roku w Stondon Massey.
Wykonawcami wszystkich składających się na Mszę utworów była piątka wybitnych śpiewaków ze słynnego zespołu Les Arts Florissants: Miriam Allan (sopran), Mélodie Ruvio (kontralt), Sean Clayton (tenor), Edward Grint (bas) i czuwający nad całym wykonaniem Paul Agnew (tenor). Podziw wzbudzał ich wyjątkowo imponujący arsenał środków wokalnych i szeroki zakres możliwości interpretacyjnych, a także duchowa i emocjonalna różnorodność poszczególnych fragmentów koncertu.
Trudno było także nie wsłuchiwać się w subtelne niuansowanie kolejnych fraz czy prostotę i bezpośredniość prowadzenia śpiewu gregoriańskiego (Salve, sancta Parens, Virgo prudentissima, Ave Maria, gratia plena i Salve Regina, mater misericordiae). Najwyższy szacunek wzbudzało nienaganne prowadzenie głosów, nieskazitelna intonacja i zjawiskowa współpraca pomiędzy piątką uczestniczących w tym misterium artystów.

Nic zatem dziwnego, że atmosfera zadumy, skupienia i metafizycznej medytacji udzieliła się całemu audytorium. Diametralnie odmienny charakter miał wieczorny koncert pozwalający cieszyć się radosną rywalizacją lub porywającym dialogowaniem fletów i głosu. Na tych pierwszych instrumentach grała niemiecka flecistka Dorothee Oberlinger, zajmująca między innymi stanowisko profesorki tego instrumentu w Mozarteum w Salzburgu. Jej wyjątkową muzykalnością i wywołującą entuzjazm słuchaczy wirtuozerią mogliśmy się delektować w utworach Alessandro Scarlattiego, Händla czy Alessandro Marcello, Francesco Barsantiego i Arcangelo Corellego.
Oszałamiającą wirtuozerią popisywał się również brazylijski sopranista Bruno de Sà, przeplatający olśniewające koloratury z bogatą paletą elementów wokalnego aktorstwa, urzekając zarazem powabem i donośnością oryginalnie brzmiącego głosu. W przeciwieństwie jednak do bezbłędnie odpalanych fajerwerków wokalnych podczas zeszłorocznego koncertu w tym samym miejscu z jego udziałem, tym razem pojawiały się pewne słabości, wzbudzające pewien niepokój co do obecnej kondycji artysty.

De Sà zaskoczył na przykład wieloma nieczystymi dźwiękami, miejscami wątpliwą intonacją, częstym forsowaniem górnych dźwięków czy pozbawioną płynności zmianą rejestrów. Trudno powiedzieć, czy chodziło o przejściową niedyspozycję artysty, czy o niepokojące zmęczenie zbyt forsownie eksploatowanego głosu. Niezależnie jednak od wymienionych mankamentów jego spektakularne dialogowanie z flecistką w utworach Scarlattiego czy Bonciniego wyraźnie dostarczyło publiczności wiele radości.
Dodać należy, że dwójce artystów towarzyszył założony przez Oberlinger w Kolonii w 2002 roku Ensemble 1700. Ostatni dzień mojego pobytu w Ambronay rozpoczął się porankiem muzycznym poświęconym młodym zespołom, które właśnie tutaj zostały przyjęte na rezydencje, rozpoczynając w ten sposób swoją karierę. W pierwszej części koncertu niemałe już umiejętności zaprezentowało trio The WIG Society, złożone z Matteo Gemolo (traverso), Conor Gricmanis (skrzypce) i Blanki Prieto (altówka). Młodzi artyści postanowili się zmierzyć z utworami trzech kompozytorów urodzonych w Europie centralnej i należących do pokolenia spadkobierców twórczości Josepha Haydna. I tak oto na początku zabrzmiało Trio op. 8, n° 3 Federigo Fiorillo (1755-1823), włoskiego skrzypka i kompozytora, który rozpoczynał swoją działalność jako wirtuoz mandoliny.
Zaraz potem wysłuchaliśmy Sonaty n°6 Franza Christopha Stamitza (1745-1801), niemieckiego kompozytora, skrzypka i altowiolisty pochodzenia czeskiego, a następnie Trio op. 3 n° 3 Franza Christopha Neubaura (1760-1795), kompozytora i skrzypka pochodzenia niemiecko-czeskiego. W tych utworach młodzi muzycy przejawiali już godną docenienia troskę o budowę formy oraz celne zaznaczanie akcentów i różnic dynamicznych.

Z kolei po przerwie miejsca na scenie zajęli członkowie trio Apotropaïk, w osobach Clémence Niclas (głos i flet), Louise Bouedo (gęśle) i Clément Stagnol (lutnia średniowieczna). Otóż wykonawcy ci sięgnęli do muzycznych źródeł mitu Tristana i Izoldy prezentując Quan vei la lauzeta mover Bernarta de Ventadorna (1135-1194) oraz pochodzące ze znajdującego się w Londynie manuskryptu anonimowe utwory Chominciamento di gioia, estampie i La u jou fui dedens lamer. Wszystkie pozycje rozdzielały traktujące o miłosnych rozterkach fragmenty tekstów w języku starofrancuskim, sugestywnie recytowane przez Clémence Niclas.

Zgromadzeni w niedzielny poranek w sali Monteverdiego słuchacze dali się uwieść wytworzonej przez młodych wykonawców - pasjonatów średniowiecznej muzyki - atmosferze i nagrodzili ich gromkimi oklaskami. Oryginalnym projektem artystycznym okazał się zaproponowany po południu w Salle polyvalente występ wokalnego trio a cappella Les Itinérantes, które tworzą Elodie Pont, Manon Cousin i Pauline Langlois de Swarte. Przygotowany przez nie i wyłamujący się z profilu festiwalu program okazał się być podróżą muzyczną, punktowaną lekturą opisów rozmaitych peregrynacji i podążającą śladami odważnych i niezależnych kobiet. Wymienione artystki o giętkich i z niezwykłą maestrią prowadzonych - a w dodatku idealnie ze sobą zsynchronizowanych - głosach (wzmacnianych elektronicznie) wykonywały w aż szesnastu językach pochodzące z najróżniejszych stron świata pieśni.
W ich interpretacji plastyczne linie wokalne, nieoczywiste harmonie i efekty dźwiękonaśladowcze składały się na fascynujące pejzaże muzyczne. Dodatkowym atutem występu było przemieszczanie się śpiewaczek po sali pośród słuchających ich w skupieniu gości. Pozwalało to nie tylko na wytworzenie bliskiego i intymnego kontaktu z publicznością, ale także sprzyjało frapującej spacjalizacji dźwięku.

Wypełniony powyższymi koncertami weekend zakończył się spotkaniem z orkiestrą Il Convito założoną w 2005 roku przez Maude Gratton i teraz właśnie przez nią poprowadzoną od klawesynu. Zaproponowany - bezsprzecznie zręcznie skonstruowany - program zawierał wyłącznie dzieła Jana Sebastiana Bacha i miał na celu ukazanie geniuszu mistrza z Lipska w zakresie łączenia w dziełach instrumentalnych rozmaitych wpływów: przede wszystkich francuskich i włoskich.

Trzeba uczciwie przyznać, że w interpretacjach kolejnych pozycji wspomniany zespół wzbudzał szacunek eksponowaniem różnic agogicznych i dynamicznych, zajmującą artykulacją i starannym frazowaniem czy logicznym wyważaniem proporcji poszczególnych planów i elementów. Wszakże wraz z upływem czasu jego występ coraz bardziej nużył narastającą monotonią. Zabrakło w nim wyobraźni dźwiękowej, poszukiwania subtelności czy wymieniania się misternie skonstruowanymi myślami muzycznymi, a także uważniejszego wzajemnego słuchania. Trochę szkoda, ale niezależnie od wynikającego z takiej gry rozczarowania i tak przecież warto śledzić dalsze artystyczne poczynania Il Convito.
Leszek Bernat