Patrząc co dzieje się z Teatrem Muzycznym w Poznaniu, przeżywam swoiste déja vu. W latach siedemdziesiątych, w rozkwicie mojej przyjaźni z Danutą Baduszkową (Ona pierwsza przewidziała, że będę dyrektorem teatru), często bywałem w Gdyni, gdzie trwała budowa Teatru Muzycznego i trzeba było ją wizytować w towarzystwie dyrektorki, wszystko podziwiać i chwalić, bo jak tylko się zamilkło, Baduszkowa natychmiast krzyczała: - No, może ci się nie podoba?!
Tak pewnie też będzie w Poznaniu, gdzie po wielu latach różnych usiłowań przystąpiono wreszcie do decydującej fazy działań związanych z budową Teatru Muzycznego, zlokalizowaną między koleją żelazną, Akademią Muzyczną, Wydziałem Prawa UAM na przeciwko, a wszystko w okolicach słynnej poznańskiej Kaponiery. Lokalizacja pierwszorzędna, projekt architektoniczny oryginalny i przemyślany, a widownia obliczona na 1200 miejsc, czyli największa ze wszystkich istniejących dotąd sal teatralnych w Poznaniu.
Ciągle młody inspirator i współtwórca tego przedsięwzięcia dyr. Przemysław Kieliszewski, ani na moment nie zaniedbując prac przygotowawczych i działań budowlanych już od dłuższego czasu zajmuje się organizacją substancji artystycznej przyszłej siedziby, również w sferze repertuarowej. Zaczął od kadrowej ewolucji zespołu artystycznego w kierunku sztuki musicalowej. Niechże wybaczą mi wielkie rzesze poznańskich miłośników operetki, ale we współczesnym teatrze muzycznym nie powinno się i wręcz nie można tymi samymi artystami grać repertuaru operetkowego i musicalowego. Toteż z obecnego afisza znikły niegdyś lubiane nazwiska operetkowiczów, a w ich miejsce zamiast utanecznionych i rozśpiewanych absolwentów Wydziałów Wokalnych zaangażowano artystów musicalowych z przewagą umiejętności aktorskich, interpretacji piosenkarskich, swobodnego poruszania się na scenie, a prócz sztuki tańca posiadających niezbędną umiejętność stepowania.
W ten sposób legitymująca się wielką tradycją sztuka operetkowa Poznania została bezpańska i bezdomna. Ale, moim zdaniem tylko chwilowo, bo znając przebojowość wielkopolskich działaczy kultury natychmiast po zbudowaniu Teatru Muzycznego rozpoczniemy kampanię na rzecz budowy teatru operetkowego. Gotów jestem na starość stanąć na czele takiej akcji, bo wrodzona młodzieńczość mojego pokolenia musi się przecież gdzieś wyszumieć.
Tymczasem w tych dniach jesteśmy świadkami poznańskiej premiery amerykańskiego arcymusicalu Deszczowa piosenka, który jest zapowiedzią wszystkiego, co będzie się działo w nowej siedzibie. Miarą sukcesu tego spektaklu są wyprzedane wszystkie przedstawienia na kilka miesięcy naprzód. Ale nie tylko. Rewelacyjni są bowiem wykonawcy czołowych ról. W spektaklu, który oglądałem (22 września) byli to Maciej Podgórzak (wszechstronnie utalentowany Don Lockwood), Oksana Hamerska (fascynująca Kathy Selden), Maciej Zaruski (przezabawny Cosmo Brown) i Anna Lasota (wyjątkowo doskonała zarówno w musicalach jak i operetkach). W mnóstwie ról drugoplanowych wystąpiło szereg świetnych wykonawców, dobrze tańczący chór i śpiewający balet – tak, jak to powinno być w musicalu z prawdziwego zdarzenia. Perfekcyjnie grał zespół muzyczny pod dyrekcją Jakuba Czerskiego, asystenta kierownika muzycznego, którym jest Krzysztof Herdzin, wywiązujący się perfekcyjnie z oprawy dźwiękowej tego całego przedsięwzięcia.
Reżyser nazywa się Tadeusz Kabicz. Artysta swobodnie dysponujący sceniczną wyobraźnią, inscenizujący adaptację Deszczowej piosenki w oderwaniu (co trudne!) od filmowego oryginału, utrzymujący spektakl w imponującym tempie oraz precyzji ruchu, słowa i śpiewu. Wielkie brawa!
Do sukcesu całości walnie przyczyniła się choreografia Michała Cyrana, pełna inwencji i zadań dobrze eksponujących umiejętności tancerzy, a także stepowania, którego niezwykle pozytywny efekt jest zasługą Macieja Głazy. Również scenografia, kostiumy, światła i dźwięk stoją na wysokim, profesjonalnym poziomie. Jak wynika z tytułu, na scenie podczas piosenek pada prawdziwy deszcz. To niezwykle karkołomny efekt w tej ciasnej i starej siedzibie.
Ambitnemu, konsekwentnemu, kompetentnemu i pracowitemu dyrektorowi Przemysławowi Kieliszewskiemu, który słusznie uważa, że nowy Teatr Muzyczny w Poznaniu będzie dziełem jego życia życzę, aby z tą fantastyczną Deszczową piosenką dotrwał do otwarcia nowej siedziby. Moje wieloletnie doświadczenie podpowiada bowiem, że trzeba na zimne dmuchać, bo niegdyś Wodiczce w Warszawie, a Baduszkowej w Gdyni z różnych względów się to nie udało.
Ale teraz będzie inaczej! Jestem tego pewien i jako niepoprawny przykład teatralnego pechowca, po prostu trzymam kciuki…
Sławomir Pietras