Mało kto w Polsce wie, że na świecie ogłoszono Rok Marii Callas w stulecie urodzin primadonny stulecia, przypadające 2 grudnia 2023 roku. Nie wiadomo dlaczego Opera Narodowa w Atenach postanowiła uroczystą Galą Operową uczcić te urodziny już 16 września br. Jest to wprawdzie dokładnie data śmierci tej wielkiej artystki, ale dopiero przed 46 laty, bo Callas żyła tylko 54 lata i zmarła nagle w Paryżu, ponoć na zawał serca. Najpierw pośpiesznie skremowana, potem w urnie umieszczona na Pere Lachaise, dwukrotnie stamtąd wykradana, wreszcie rozsypana na wodach Morza Egejskiego, bo tak sobie podobno życzyła.
Przepełnieni głosem tej niezapomnianej śpiewaczki, jej fascynującą biografią i niezatartym śladem, jaki pozostawiła w sztuce operowej XX stulecia, postanowiliśmy w gronie operomanów skupionych wokół Agencji Grand Tour pojechać do Aten, aby uczestniczyć w obchodach stulecia urodzin Marii Callas w jej greckiej Ojczyźnie.
Koncert odbył się we wspaniałym Amfiteatrze Herodesa Atticusa pod Akropolem tam, gdzie w roku 1957 zaledwie 21. letnia wtedy Callas zaśpiewała Leonorę w Fideliu, a po kilkunastu latach powróciła już jako gwiazda światowego formatu, aby zaszokować rodaków głosem, repertuarem, kaprysami i sylwetką, którą właśnie zredukowała z ponad 100 do zachwycających 54 kilogramów.
Było to 5 sierpnia 1957 roku. Tłumy Greków oklaskiwały swą boginię w programie, który powtórzono dokładnie na naszych oczach teraz, ale w wykonaniu aż czterech sopranów. Rozpoczęto od uwertury i arii Smaragdy z opery Protomastoras greckiego kompozytora Manolisa Kalomirisa, którego kilkunastoletnia Callas znała i podziwiała, studiując w Konserwatorium w Atenach. Śpiewała – bardzo pięknie – młoda, liryczna sopranistka grecka Vasiliki Karayanni, gustownie ubrana i fizycznie podobna do swej wielkiej poprzedniczki.
Potem na estradę wpłynęła angielska śpiewaczka wagnerowska Catherine Foster, odziana w spodnium i narzuconym nań rodzajem szlafroku. Głosem leciwym i głuchym odśpiewała karkołomną arię Leonory z Fidelia, poprzedzoną jedną z czterech uwertur do tej opery. Jako trzecia wystąpiła Nina Koufochristou, świetnie dysponowana grecka koloratura, wykonując brawurowo wariację Ofelii z Hamleta Ambrożego Thomasa.
Następnie po uwerturze do Mocy przeznaczenia Verdiego słuchaliśmy dramatycznej arii „Pace, pace mio Dio” z tej opery, przejmująco wykonaną przez młodą Włoszkę Annę Pirozzi. „Regniava nel silenzio” z Łucji z Lammermoor z sukcesem zaśpiewała – występując powtórnie – Vasiliki Karayanni, a po niej – również powtórnie – Anna Pirozzi w arii Leonory z IV aktu Trubadura .W finale pojawiła się znowu wagnerowska z wieku, postury i kwalifikacji wokalnych Catcherine Foster, aby zaprezentować – tym razem mistrzowsko – Scenę Śmierci Izoldy siedząc na specjalnie przyniesionym krześle, podczas poprzedzającym Śmierć orkiestrowym Preludium.
Jak wynika z powyższej relacji obsada i poziom wokalny Gali Jubileuszowej budził pewne zastrzeżenia. Pomijam, że repertuar który przed laty Callas wykonała sama, obecnie musiały śpiewać aż 4 śpiewaczki. Oznacza to, że nie znaleziono, albo nie szukano podobnego współcześnie fenomenu. Obsadzenie w całości sopranami wyłącznie greckimi również z jakiś względów nie było możliwe. Mimo, że repertuar miał wymiar historyczny , nie był typowy dla całokształtu kariery czczonej przez nas Divy. Brakowało w nim na przykład Normy, Toski, Medei, Traviaty, czy Giocondy, że wspomnę najsłynniejsze tytuły z jej repertuaru.
Zastanawiam się, jak wyglądałaby polska Gala Stulecia Marii Callas, gdyby nagle obudzili się dyrektorzy naszych Oper i Filharmonii, bo do rocznicy 2 grudnia są jeszcze trzy miesiące i zaczęliby główkować. Dla ułatwienia – bo myślenie nie jest ich najmocniejszą stroną – podaję przykładową obsadę: Olga Pasiecznik (Protomastoras), Jolanta Wagner (Fidelio), Maria Rozenek-Banaszak (Hamlet), Ewa Vesin (Moc przeznaczenia), Joanna Woś (Łucja z Lammermoor), Iwona Sobotka (Trubadur) i Barbara Kubiak (Tristan i Izolda).
A można przecież nie trzymać się repertuaru spod Akropolu. Ważne, aby akompaniująca orkiestra grała równie dobrze, jak ta z Greckiej Opery Narodowej pod dyrekcją francuskiego dyrygenta Philippe Auguina, który wszakże niepotrzebnie zbytnio się eksponował.
Jeśli któraś z polskich instytucji muzycznych uwzględni moje sugestie, odszczekam pod stołem to, co powiedziałem, sugerując senność i ospałość myślenia moich młodszych kolegów.
Sławomir Pietras